I czy to na tekstach

Właśnie dlatego na stworzenie opisów produktów, tekstów reklamowych czy artykułów na bloga warto poświęcić więcej czasu i korzystać z dostępnych narzędzi. Wymienione wyżej błędy to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Zachęcam zatem do zamieszczania w komentarzach kolejnych błędów w tekstach na stronie! Dziesiąta studyjna płyta Metalliki „Hardwired… to Self-Destruct” pojawi się 18 listopada 2016 roku.James Hetfield przed premierą uchylił rąbka tajemnicy i powiedział BBC, o czym są teksty nowych utworów.. O radzeniu sobie ze sławą, dla wszystkich, których celem jest bycie sławnym. Porusza także temat „Człowieku, czy naprawdę robimy to dobrze?”. Problemy z interpunkcja: czy okresy w tekstach sprawiają, że jesteś zły? Dobrze wpisuję się w moje wiadomości tekstowe (do licha, nawet dobrze piszę, kiedy jestem sextingiem). Może to znak mojej epoki - większość moich podobnych, starych znajomych właściwie również interpunkuje wiadomości tekstowe, podczas gdy większość ... Jeżeli Twoje teksty optymalizacyjne mają być skuteczne i przekładać się na wyniki w Google, musisz brać pod uwagę zasady związane z pozycjonowaniem. Nie oznacza to jednak, że w tekstach SEO nie ma miejsca na kreatywność. Próbuj dodawać nowe elementy i podchodź do tematów w niestandardowy sposób. Nasza redakcja opracowała niniejszą stronę słownika JakSięPisze, aby rozwiać szereg wątpliwości językowych, odpowiadając na pytania związane z wyrażeniem tekstach czy textach i jego poprawną pisownią.To nie jedyne problemy z językiem polskim, w jakich staramy się pomóc - są to również zagadnienia takie jak pisownia tekstach, o którą część z was pyta korzystając z ... Na podstawie programu z zadania nr 2 napisz program, który prosi o podanie dowolnego tekstu, a następnie zliczy występowanie litery a w tym tekście. Zadanie 5. Na podstawie programu z zadania nr 4 napisz program, który prosi o podanie dowolnego tekstu, a następnie policzy ilość wyrazów w tym tekście. Zadanie 6.

Disco polo- czy jest złym gatunkiem muzycznym ?

2020.06.10 16:57 Erieem Disco polo- czy jest złym gatunkiem muzycznym ?

Witam
W związku z niedawnym ogłoszeniem planu wybudowania muzeum disco polo na Podlasiu, chciałbym was zapytać.
Czy gatunek ten (disco-polo) jest warty uwagi i słuchania, czy lepiej trzymać się od niego z daleka ? Dla mnie jest to osobiście najgorszy gatunek muzyczny jaki słuchałem w ogóle, zaczynając od melodii która brzmi w każdym utworze podobnie, kończąc na prostych, tandetnych tekstach o miłości. Ogólnie ten gatunek kojarzy mi sie tylko z tandetą.
A jakie są wasze opinie ?
submitted by Erieem to Polska [link] [comments]


2020.05.26 05:11 Intrudand Takie przemyślenie...

Generalnie tak sobie siedziałem i nagle przyszła mi do głowy taka myśl: otóż mowa o maturze oraz tekstach kultury. Zgodnie z definicją tekstem kultury jest każdym elementem świata rzeczywistego, który niesie ze sobą jakieś znaczenie i może zostać poddany analizie oraz interpretacji. Idąc tym tropem doszedłem do wniosku, że równie dobrze mógłbym napisać własną książkę i odwołać się do niej na maturze jako właśnie tekst kultury. I tak się zastanawiam, czy to w ogóle jest możliwe? Miło by było właśnie usłyszeć odpowiedź czy byłbym w stanie tak zrobić od osoby, która się zna na tym lepiej i ogólnie przebywa w tym środowisku.
submitted by Intrudand to Polska [link] [comments]


2020.01.02 18:29 BlackDevil13 Prorosyjskie dziennikarki Chimiak i Siegień penetrują Polskę za pieniądze Sorosa

Szok! Prorosyjskie dziennikarki Katarzyna Chimiak i Paulinia Siegień penetrują Polskę za pieniądze z Fundacji Sorosa i Fundacji Batorego, publikując oszczerstwa przeciwko Narodowi Polskiemu.
Penetrują Polskę za pieniądze z Fundacji Sorosa i Fundacji Batorego, publikując oszczerstwa przeciwko Narodowi Polskiemu. Prorosyjskie dziennikarki Katarzyna Chimiak i Paulinia Siegień oraz ich praca na zlecenie wymierzona w Polaków.
Katarzyna Chimiak działająca od paru lat w stowarzyszeniu "Za Wolną Rosję", stypendystka założonej przez Sorosa i realizującej jego politykę fundacji im. Stefana Batorego oraz Paulina Siegień, filolog rosyjska, opisująca siebie jako „kochająca Kaliningrad”. Niedawno napisała o „rosyjskich sposobach na aktywistów”.
Widać, że sporo o tych metodach wie, biorąc pod uwagę jej ostatni cel.
Katarzyna Chimiak stale uczestniczy w spotkaniach dialogu rosyjsko-polskiego i ociepla wizerunek Rosji w Polsce.
Dwie nieopierzone dziennikarki, zwykle zajmujące się stricte tematyką rosyjską i prowadzące wywiady z Rosjanami, szukają swojej przestrzeni w polskiej polityce i politycznym dziennikarstwie.
Rosyjskie portale rozpisują się na temat apelu o pokój Jarosławskiej-Sapiehy i tutaj mamy zmasowaną odpowiedź prorosyjskich działaczy, portali czy dziennikarzy.
Owe panie dostają zlecenie na Angelikę Jarosławską-Sapiehę, Polkę, która na ostatnim spotkaniu prezydenckim Trójmorza 6 prezydentów w trakcie ich debaty zapytała: - Kiedy inicjatorzy Trójmorza zaproszą Ukrainę choćby na prawach obserwatora do Inicjatywy do której zaproszono Niemców i z kim chcą budować Trójmorze: z Rosją czy z Ukrainą?ponieważ Rosja jest w stanie wojny z Ukrainą, a zapędy Rosji poprzez bierność Unii Europejskiej są śmielsze”
- Po tej wypowiedzi nastąpił zmasowany atak na polską aktywistkę. Za wypowiedz podziękował jej Ambasador Ukrainy w Słowenii.
Kim jest Angelika Jarosławska Sapieha?
- Jest międzynarodowym Ambasadorem Pokoju. Za działania na rzecz wspierania Ukrainy;
- Jej organizacja – co jest jawne – zrealizowała z sukcesem parę projektów współpracy polsko-ukraińskiej, finansowanych m.in. przez Departament Stanu USA; - Na okupowanym Krymie, wspierając humanitarne ukraińskie organizacje pozarządowe mówiła o hipokryzji krajów, które nie przestrzegają sankcji wobec Rosji. Podała kilka głośnych przykładów firm z Niemiec i Francji. - Jest stale obecna na Ukrainie. Wspólnie z kobietami z Ukrainy, Gruzji i Syrii stworzyła inicjatywę kobiet na rzecz międzynarodowego pokoju.
Co stało się punktem zapalnym?
Angelika Jarosławska Sapieha stworzyła Białą Różę – ruch społeczny na rzecz demokracji, przeciw mowie nienawiści, nieopowiadający się za żadną partią polityczną. W początkowej fazie miała być to jednak nowa, niezależna partia polityczna oparta o potencjał organizacji klastrowych w Polsce, skupiających przedsiębiorców.
I tu jest zakopany przysłowiowy pies.
Atak w kontekście rzekomej pro rosyjskości pojawił się, również w momencie, gdy pojawiły się pierwsze informacje na temat Białej Róży w kontekście nowej partii politycznej. Co ciekawe, dziennikarski nie przeprowadzają wywiadu z Jarosławską. Nie taki ma być cel ataku. Piszą oparty na kłamstwach czy półprawdach paszkwil, który ma zdyskredytować Jarosławską.
Jak czytamy w artykule obu powyższych Pań w portalu Arbinfo.pl: „Angelika Jarosławska-Sapieha i Polska z kartonu 3.0. Jak pod okiem ministrów i służb wodzić RP za nos”
– „Jarosławska otrzymuje błogosławieństwo z rąk gwinejskiego kardynała Roberta Saraha. Kardynał Sarah to ultrakonserwatysta, który zwalcza prawa osób LGBT. Wspiera też Alphę Conde, prorosyjskiego prezydenta Gwinei. Jak podają m.in. „Economist” i „Guardian”, prezydenta Conde łączą bliskie stosunki z Kremlem. Według „Economista”, Rosjanie zachęcają prezydenta do łamania konstytucji. Według „Guardiana”, rosyjscy przedsiębiorcy z branży wydobywczej cieszą się szczególnymi przywilejami w Gwinei…”
Panie w swym artykule nie wspomniały także, że Kardynał Robert Sarah jest prefektem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
- Co ciekawe, Kardynał Robert Sarah był specjalnym, honorowym gościem 16 listopada 2019 roku na Jasnej Górze, na konferencji Episkopatu Polski. 13 sierpnia 1979 Kardynał Sarah został mianowany przez Jana Pawła II biskupem diecezji Konakry. W chwili przyjęcia święceń biskupich w wieku 34 był najmłodszym biskupem rzymskokatolickim na świecie, dlatego Jan Paweł II, którego często przywołuje, nazywał go „dziecięcym biskupem”. Wypowiada się jako zdecydowany orędownik obrony tradycyjnej katolickiej nauki na temat rodziny, moralności seksualnej i prawa do życia oraz potępiania islamskiego radykalizmu.
Dwie młode dziennikarki sprzedają swój wizerunek znających się na wszystkim. Profesjonalistek. Czy aby tak jest na pewno?
W ich tekstach nie widać potrzeby przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej.
W tekście jest za to wszystko to, czego uczy się młodych kadetów rosyjskich służb.
Atak wymierzony w Jarosławską-Sapiehę jest atakiem o podłożu czysto politycznym. Dezinformacja jest rosyjską bronią strategiczną. Skuteczną, aby eliminować z polskiego życia publicznego tych, którzy nie będą sprzyjać kremlowskiej polityce.
Jak możemy przeczytać na stronie RCB: „Przede wszystkim dezinformacja (rosyjska) jest traktowana jako broń w konfrontacji informacyjnej z Zachodem oraz narzędzie wpływu, indoktrynacji i destabilizacji społeczeństw przeciwnika. Oznacza proces ciągły, polegający na systemowej zintegrowanej aktywności państwa na wielu frontach, prowadzonej różnymi kanałami (dyplomatycznymi, politycznymi, ekonomicznymi, militarnymi, społecznymi, medialnymi), zgodnie z celami i zasadami planowania strategicznego.”
Dlaczego te dziewczyny pojawiły się na portalu u Tomasza Piątka? Który to zasłynął z opublikowania kontrowersyjnych książek na temat Marcinkiewicza i Morawieckiego?
Tak jak wszyscy wiemy i Macierewicz i Morawiecki i większość polityków mają sobie coś do zarzucenia.
I choć Piątek publikuje na swoim portalu skrajne przypadłości współpracy polityków prawicy z rosyjskim wywiadem, to sam zaprasza do redagowania na swoim profilu osoby, które całe życie żyły za pieniądze pochodzące z wątpliwych fundacji, a już na pewno organizacji godzące od lat w dobre imię Polski.
Katarzyna Chimiak (ur. w 1985), jedna z autorek artykułu, w swoim oficjalnym CV, dostępnym po wspisaniu jej nazwiska w wyszukiwarkę, opisuje swoją pracę dla szeregu fundacji i organizacji związanych z szeroko rozumianym wschodnim dialogiem.
Jak wszyscy wiemy, z paroma tymi organizacjami współpracował Mateusz Piskorski - ba - nawet otrzymywał od organizacji solidne dawki funduszy na działalność antypolską, m.in. antypolskie, antynatowskie manifestacje i prowokacje.
Mateusz Piskorski spędził trzy lata w więzieniu podejrzany o szpiegostwo na rzecz Rosji. To on właśnie organizował antypolskie i antynatowskie wiece na Krakowskim Przedmieściu.
Organizował również spotkania w Sejmie RP oraz na jednej z uczelni, z którą współpracują obie prorosyjskie dziennikarski - Chimiak i Siegień.
Pan Tomasz Piątek zapewne ze wszystkich sił swoich chce utrzymać swój portal. Panie Piątek czy naprawdę warto za wszelką cenę? Wróćmy do tekstu stworzonego przez wyżej wymienione Panie:
Czy Trójmorze służy putinowskiej Rosji? Czy Premier Eugeniusz Kwiatkowski i Józef Piłsudski służyli putinowskiej Rosji?
Taki właśnie obraz szerzą niedokształcone i prorosyjskie dziennikarki, utrzymywane ze wschodnich środków, tak jak prorosyjska partia polityczna Mateusza Piskorskiego „ZMIANA”.
Jak dowiedzieliśmy się prorosyjskie dziennikarki Katarzyna Chimiak i Paulina Siegień są w kręgu zainteresowań nie tylko polskich służb tak jak Mateusz Piskorski więc coś jest na rzeczy.
Kiedyś, taka dezinformacja i szkodzenie polskiej racji stanu były karalne. A dziś?
Kiedy te rzekome dziennikarki sięgnęły do dokumentów i opisów programu POLSKA 3.0 , albo chociaż obejrzały nagranie prezentacji Programu POLSKA 3.0 w oficjalnej części Szczytu Trójmorza w Bukareszcie, dowiedziałby się, że właśnie ten program i działania ekspertów tej organizacji lobbowały za powstaniem Inicjatywy Trójmorza, łączącej Bałtyk - Adriatyk i Morze Czarne.
To program POLSKA 3.0 doprowadził do zatrzymania podpisania niekorzystnej dyrektywy wodnej, która ograniczałaby pracę nad gospodarką wodną, żeglugą śródlądową i która dawała tym samym wielki biznes portom niemieckim. To Angelika Jarosławska Sapieha podnosiła wielokroć temat „utylizacji broni chemicznej na dnie Bałtyku” oraz „odpadów niebezpiecznych”, zwanych „broniami ekologicznymi”, To ona alarmowała o wyrzucaniu na pola uprawne setek tysięcy ton odpadów z oczyszczalni ścieków.
Wreszcie to program POLSKA 3.0 informował w nieprawidłowościach dotyczących programu NATURA 2000, czy działalności rzekomych fundacją ekologicznych.
Czy Katarzyna Chimiak i Paulina Siegień o tym wiedziały? Pewnie tak, bo to literatura szeroko dostępna zwłaszcza na stronie programu POLSKA 3.0.
Fragment cytowanego artykułu
„– Angelika Jarosławska pojechała na Krym okupowany przez Rosję; – najprawdopodobniej przybyła tam z Moskwy łamiąc ukraińskie prawo; – na Krymie wypowiadała się publicznie za wolnym handlem z putinowską Rosją; – obecnie podróżuje po całym świecie jako “księżna”; – robi sobie „zdjęcia pamiątkowe” z politykami, które wykorzystuje w działalności biznesowej (pokazuje je jako dowód swoich wpływów); – zapowiada realizację wielkich, strategicznych projektów (linie kolejowe, kanały, nowa międzynarodowa waluta); – sugeruje, że przeprowadzi te projekty przy poparciu państwa polskiego; – chwali się poparciem afrykańskiego kardynała, który wspiera prorosyjski reżim w Gwinei;”
Komentarz: Pochodząca z Biłgoraja na wschodzie Polski, Angelika Jarosławska Sapieha pojechała na Krym okupowany przez Rosję w jednym celu. Od lat współpracuje z Ukrainą, zresztą jest na trwale rodzinnie związana z Ukrainą, a członkowie jej rodziny są pochowani na cmentarzu Orląt Lwowskich. Kilka lat temu, przez zespół Jarosławskiej-Sapiehy powołana została siostrzana organizacja na Ukrainie w Kijowie pod patronatem ukraińskiego rządu - UKRAINA 3.0, która zapoczątkowała dużą współpracę między Polską a Ukrainą w dziedzinie startupów, klastrów i innych wspólnych projektów. Przemówienie Jarosławskiej-Sapiehy z Kijowa: http://polska30.pl/przemowieni...
Jak wymowny jest ten artykuł, który ma na celu poniżyć i umniejszyć społeczną pracę Angeliki Jarosławskiej Sapiehy.
Pytanie czy to zawiść? Czy wymierzony przez prorosyjskich narratorów atak wymierzony nie tylko w Angelikę Jarosławską, ale w Naród Polski?
Próba wykluczenia osoby niebezpiecznej politycznie?
Angelika Jarosławska Sapieha, która jest przedsiębiorcą, od lat podróżuje po świecie za swoje pieniądze. Nie wyczekane z rzekomych fundacji, nie otrzymane od żadnego rządu. Może to też boleć, zwłaszcza kiedy patrzy się z poziomu fundacji Sorosa czy fundacji Batorego...
Fragment cytowanego artykułu „Jeszcze w 2014 r. Angelika Jarosławska pracowała jako pogodynka w TVP Kraków. Ale już w październiku 2018 r. pojawiła się na okładce polskiego edycji biznesowego magazynu „Forbes”. Znalazła się bowiem w rankingu „30 przed 30”, czyli na liście najbardziej perspektywicznych polskich businesswoman młodego pokolenia. Forbes nazwał ją „przedsiębiorczą patriotką”, albowiem Jarosławska angażowała się wtedy w promocję filmu „Dywizjon 303”. Jako jej główne osiągnięcie wymieniano jednak stanowisko wiceprezeski Ogólnopolskiego Klastra Innowacyjnych Przedsiębiorstw, który skupia ok. 3,7 tys. firm. Miała też koordynować program Polska 3.0. Wiosną 2019 r. Angelika Jarosławska wyszła za mąż za Egona Sapiehę, urodzonego w Brazylii potomka książęcego rodu i biznesmena. W marcu 2019 r. TVP Wrocław wyemitowało krótki reportaż o wizycie rodziny Sapiehów na zamku w Książu. Nazwisko Jarosławskiej w nim nie pada. Można ją jednak zobaczyć, jak spaceruje w długiej sukni po zamkowych salach. Po ślubie zaczęła używać nazwiska męża jako drugiego członu i wykorzystywać wizerunek „księżnej”. Jako taka objęła patronatem oddział pediatryczny szpitala w Rydułtowach na Śląsku. Mimo, że w Polsce nie obowiązują tytuły szlacheckie, tablica na fasadzie budynku głosi, że patronką jest księżna Angelika Jarosławska-Sapieha. Niedawno w Kijowie Jarosławska mówiła, że jej wzorem do naśladowania jest księżna Diana.”
Dlaczego Katarzyna Chimiak i Paulina Siegień tak uczepiły się Angeliki Jarosławskiej Sapiehy? Czy będąc na studiach nie szukały swojej drogi rozwoju? Czy tylko rodzice finansowali studia tych pań, a może od razu znalazł się cudowny wybawiciel i zafundował stypendialną pomoc? Właśnie tak szuka się osób, które potem służalczo pracują dla służb innych państw i są „na pasku”.
Dotykamy kolejnego elementu, związanego niestety często z naszą rodzimą przypadłością – nie cieszymy się z cudzych sukcesów.
Dwie Panie, które napisały paszkwil o Jarosławskiej-Sapieha mogły by być jej koleżankami ze studiów. Gdyby również dostały się na ekonomię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim, jak Jarosławska-Sapieha. Zamiast tego, wybrały zawiść.
Magazyn Forbes to elitarna międzynarodowa gazeta. Projekt, w którym brała udział Angelika Jarosławska Sapieha był szczególny i nikt nie jest w stanie kupić rankingu „30 przed 30”. Często w światowych edycjach pojawiają się osoby, które zrobiły karierę od zera. Chwalą się, że ciężko pracowali w McDonaldzie, zanim udało im się stworzyć ważną inicjatywę.
Warto zapytać obie Panie, jak mogą wykrzywiać rzeczywistość, nazywając siebie „dziennikarkami”. Angelika Jarosławska Sapieha nie dostała się na okładkę Forbesa, bo angażowała się w promocję filmu „Dywizjon 303”. I niestety również kłamstwem jest to, iż jej główne osiągnięcie to stanowisko wiceprezes Ogólnopolskiego Klastra Innowacyjnych Przedsiębiorstw
Program Polska 3.0 to nie projekt widmo, jak piszą prorosyjskie dziennikarki Katarzyna Chimiak i Paulina Siegień.
POLSKA 3.0 został zaatakowany przez opłaconych przez PiS dziennikarzy, m.in. opisanego przez Sumlińskiego „Redaktora” w książce” OFICER” - Jacka Łęskiego.
Jacek Łęski to były współpracownik i kapuś Urzędy Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, opisany także przez rzetelnych dziennikarzy https://gf24.pl/wydarzenia/kra...
Miłej i uważnej lektury.
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2018.05.24 16:20 jebik Mój stary to fanatyk ochrony danych osobowych.

Mój stary to fanatyk ochrony danych osobowych. Pół mieszkania zajebane gazetami ODO i kodeksami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś się poślizgnie o luźne kartki na podłodze i trzeba lecieć po bandaż, a jak gorzej przyjebie to do szpitala. W moim 21 letnim życiu już za dużo razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu rozwaliłem łeb, jak spadłem z rowera, wiozą mnie na leczenie, a lekarz pyta: co, znowu na ODO się przejechałeś iksdeDruga połowa mieszkania zawalona wydrukami ustaw kurwa branżowych: o policji, szpitalach, ubezpieczeniach, gdzie choćby tylko jedno słowo o bezpieczeństwie informacji. Co tydzień stary robi rundkę po Leksie-sreksie i legalisie-pojebalisie i sprawdza, czy mu czasem nie znowelizowali czego. W brode se pluje, że go Leksa nauczylem i Legalisa pokazalem, bo teraz kurwa ze wszystkim na bieżąco jest i nie musi na ISAPIE siedzieć jak ubogi karol z prawa hehe. Potem chodził na te kurwa fora goldenlajny, linkediny i inne i kręci gównoburze o podstawach przetwarzania, tekstach polityk i decyzjach GIODO. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić telefon za okno, jak mu zaminusują posty albo powiedzą, że się nie zna. Jak mnie kiedyś wkurwił, to pozakładałem se konta fejkowe i go trolowałem, pisząc jakieś losowe głupoty PREZES SPÓŁKI TEŻ MOŻE BYĆ ABI albo NA LECZENIE PACJENTÓW MUSI BYĆ ICH ZGODA. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie, a potem i tak wyżarł cały xanax z szafki z lekami. Aha, ma już na tych forach rangę ODOEKSPERT za najebanie 10k postów. Deszcz czy kurwa słońce, obiad czy kolacja, tydzień czy weekend - stary napierdala o danych. Pięć lat mija, jak kurwa na śniadanie jest rozporządzenie dwa tysiące cztery, na obiad upoważnienie do danych, a na kolację ostatnia decyzja Grupy Roboczej Artykułu Któregoś Tam. Jak mnie ostatnio do pracy w pizzerii przyjęli, to stary przez tydzień nie zamykał paszczy, że to jego zasługa, bo kurwa taką klauzulę ochrony danych w moim ciwi na dole walnął, że podobno sam Wiewiórowski na spółkę z Litwińskim lepszej nie napisze.Przy jedzeniu zawsze, kurwa, zawsze jak napierdala o ochronie i bezpieczenstwie to schodzi na Giodo, stary kurwa nakręca się strasznie, wyklina ich stronę, że się nie może na infolinię nigdy dodzwonić, ze spieprzyli HURR DURR sprawę z Benefitem i że ich wzór analizy ryzyka o kant dupy potłuc. Cały się robi czerwony, zaczyna sapać, widelcem rzuca i idzie czytać u siebie ostatni numer ABI EXPERTA, żeby się uspokoić. Albo dzwoni do kolegi Mirka i narzekają, że wdrożenia RODO to w Polsce na pewno na czas nie będzie.W tym roku już oczywiście dwa komentarze do RODO sobie kupił i szykuje się jeszcze na książkę ze wzorami tego Gawrońskiego. Siedzi nimi potem kurwa obłożony, okulary założone na czoło i oczywiście na środku pokoju, żeby widać było, jak ciężko pracuje i jak się przejmuje, żeby zrobić dobre DPIA czy PIA, ja już nawet kurwa nie wiem.Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich danych osobowych w Polsce i Unii, to bym wziął i zapierdolił. To nic, że nie mogę, ale bym zapierdolił.Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie i wystawił mi upoważnienie do przetwarzania jego danych osobowych, że niby taki zabawny i edukacyjny podarek. Super prezent kurwo.Jedziemy kiedyś na weekend do agroturystyki czy innego gówna, a ojcu już się oczy świecą i podniecony wary oblizuje. Rozłożył się z książkami kurwa w recepcji, wyjmuje czerwony komentarz do UODO i zaczyna analizę formularza gości, czy nie narusza kurwa zasady adekwatności i czy obowiązek informacyjny spełniony. Recepcjonistka patrzy jak na idiotę, ja go szturcham, żeby dał się chociaż zameldować, to dostałem w łeb długopisem i że mam się nie wiercić, bo są na bakier z rozliczalnością. Dwie godziny kurwa siedzenia i czekania, aż łaskawie uznał, że ryzyka dużego nie ma i że można. Co za ulga. Wspomniałem już, że ojciec ma kolegę Mirka, co też ma jobla o dane osobowe. Ale nie od zawsze - przed Mirasem był kolega Zbyszek! Człowiek z mordą jak piłka, wąs jak rasowy Janusz i 365 kurwa dni w roku w tiszercie własnej roboty JESTEM TWOIM ABI. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną (a potem córką Grażyną) na wigilie, jajeczko i tak dalej. Raz ojciec imieniny zrobił, Zbychu wpadł na kielicha. Jeden, drugi, trzeci. Najebali się oczywiście i na okrągło o danych i bezpieczeństwie. Ja siedziałem u siebie w pokoju i ciąłem w ceesa. W pewnym momencie jak zaczęli na siebie drzeć mordę o kurwa superważny temat - jak ma się wysyłać dane przez formularz kontaktowy, przez jaką kurwa podstawę prawną.WEŹ MNIE TADEK NIE WKURWIAJ NIE MOŻESZ Z UZASADNIONEGO INTERESU ADMINISTRATORA ROBIĆ KURWA DZIWKI I WSZYSTKIEGO TYM ZAŁATWIĆ!CHYBA CIĘ ZBYCHU POJEBAŁO A JAK CI KURWA ZGODĘ PALANT COFNIE, TO CO? SKASUJESZ JEGO KURWA MAILA BEZ ODPOWIADANIA?CO TY MI PIERDOLISZ, EKSPERCIE WALNIĘTY! ROK TEMU JESZCZE ANALIZY RYZYKA OD OCENY SKUTKÓW NIE ODRÓŻNIAŁEŚ! ZGODA JEST KURWA KRÓLOWĄ PODSTAW! JAK SZCZUPAK JEST KRÓL WODY, JAK LEW JESTi tu ojciec nie wytrzymił i pierdolnął go komentarzem w twardej oprawie przez łeb, Zbyszek ojca na dywan obalił, a my z matką musieliśmy lecieć ich rozdzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku Bożena od Zbysia zadzwoniła, że Zbysio był zszedł na zawał serca, i że prosi nas wszystkich na pogrzeb.Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciecI BARDZO KURWA DOBRZE Tak go za ten fetysz zgody znienawidził.Wspominałem też o arcywrogu mojego starego, czyli GIODO. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś było trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że w powinni w końcu powiedzieć coś o tych łobuzach z Dolisu Giodo. Innych gazet niż te z ODO też nie czyta, bo miał wieczny ból dupy o to, że o bezpieczeństwie danych piszą jak na lekarstwo i że tak być nie może.Jak była w maju 2k11 nowela i powiedzieli, że GIODO będzie mógł robić oddziały zamiejscowe, to się ojciec napalił jak szczerbaty na suchary, że będzie mógł jechać blisko i ich męczyć. No ale kasy GIODO zabrakło, więc może tylko raz na miesiąc jeździć z naszej zabitej dechami wiochy do Warszawy na Stawki jeździć i na miejscu im dupę zawracać.Przypałem z tego tytułu obrywa głównie pan Adam, szeregowy specjalista w DOLISIE. Jest on dla starego uosobieniem całego GIODO RAKA, jaki jego zdaniem toczy ochronę danych osobowych i od ładnych paru lat toczy z facetem wojnę. Raz pojechał do Wawy, przechytrzył ochronę na dole, wjechał na górę do biura pana Adama, a jak wrócił, to w podartej koszuli i z okiem podbitym, bo go ochrona zakurwiła z laczka i poprawiła z kopyta, takie tam inby odpierdalał.Niezrażony klęską w starciu fizycznym, ojciec rozpoczął partyzantkę internetową, zasadzającą się na szkalowaniu GIODO w ogólności, a pana Adama kurwa w szczególności, na łamach fejsbóka czy prasy lokalnej. Napierdalał na niego jakieś głupoty, że Adam głosował na SLD albo że go widział na ulicy, jak gwoździem samochód kogoś rysował. Nauczałem niby kiedyś ojca into TOR, ale cebulak jeden nie był w stanie ogarnąć i skończyło się bagietami <łełołeło.jpg> za szkalowanie. Stary musiał zapłacić panu Adamowi dwa koła i przeprosić.Zapłacił, kurwa, ale tydzień w chacie życia nie było, ojciec kurwił jak Korwin na sądy przekupne, na GIODO, na Edytę, kogo do pracy przyjmuje i na całą branżunię. Jakby posłuchac jego pierdolenia na poważnie, to iluminaci i kurwa cykliści mogą się schować! GIODO jak Soros niby krajem rządzi, za sznurki pociąga, układy ma wszędzie i z zemsty kiedyś ojca dopadnie. Na naszym wygwizdowie, gdzie psy dupami szczekają... Przeliczył też potem te 2000 na książki, prenumeraty czy abonament w Leksie i mu wyszedł ból dupy, że stratny będzie.Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że on w sumie to by się jednak na jakieś porządne szkolenie Rodo jednak wybrał. Ja mu na to, że przecież zawsze klął, że niby szkolenie za drogo wychodzi i wszyscy chcą go oszukać, a on na toSYNEK TO BYŁO DAWNO I NIEPRAWDA! NA SZKOLENIE TO SIĘ DOPIERO CZŁOWIEK UCZY! TAM JEST ŻYWIOŁA jak mu znowu przypominam, że będzie żal pe el, to powiedziałNIE PYSKUJ No ale co wyszło? Że na RODO jest cała masa frajerów, co chcą szkolić, a jeszcze więcej januszów i grażyn, co by chętnie byli szkoleni, więc drogo hajsu. Ale że ojciec frajerem hehe nie jest ani nikomu zarobić nie da, to się zmówił z Mirasem, Sebą i paru innymi ziomami z okolicy, że wezmą większy pakiet, to taniej wyjdzie miejsce na szkolenie, a Sebixowi, co najwięcej kasy wyłożył, to oni dobrej wódki kupią.Szło to całkiem nieźle, na szkoleniu upili prowadzącego, że do szpitala trafił na płukanie żołądka, ale jak przyszło ojcu do płacenia, to już taki chętny nie był. Miras pisze na fejsie, że kasa potrzebna, bo ratę na poloneza zapłacić trzeba. Seba ma problem, bo starej wybrał kasę po cichu i jak jej nie odda, to go z chałupy wypierdoli. Trzeci jeleń, czyli Gruby Gucio z biura rachunkowego, zagroził ojcu, że jak nie zapłaci, do proboszcza doniesie i go w ziemi świętej nie pochowa. Ojciec niby nic, ale minę ma jakby mu kurwa kto do kieszeni nasrał.Dwa tygodnie czekali, ale dłużej widać nie mogli i którejś niedzieli, jak matka rosół na stół stawiała, słychać że jakiś polonez na podjeździe staje. Ja za firankę zaglądam, patrzę, Miras z taką większą gazrurką wysiada, za nim Sebiks z kijem kurwa bejzbolem, a jeszcze Gutek się z auta wytacza i coś jakby kastet sobie na rękę zakłada.O KURWEŁE PO OJCA JAK W KOMORNIKU PRZYJECHALI drę się, matka upuszcza garnek, cała podłoga i dywan ujebane makaronem.Zaczęła się nieziemska inba, Miro, Seba i Gutek drą mordy, że ma ojciec oddawać swoją kasę i niech nie liczy na prawo do bycia zapomnianym, a ojciec drze się, że mają kurwa z chałupy wypierdalać i starej mu nie straszyć. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu, bo było blisko.Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak: - ojciec leży na ziemi i krzyczy głośno, bo się pośliznął na makaronie i obił sobie dupę, - Mirek i Gutek krzyczą, że ma oddawać hajs, - Sebek cały krwią uwalany, bo mu stary dał w nos, jak się Sebix o obiecaną wódkę upomniał, - jeden policmen pociesza ryczącą matkę, drugi ojca za ramię szarpie i mówi, że jedzie z nim na komisariat, - we wszystkich oknach naokoło sąsiedzi odpierdoleni na niedziele i patrzą jak na kino, - ja smutnazaba.bmpW końcu się kurwa uspokoiło. Matka wyciągnęła z pawlacza kasę na czarną godzinę i dała Mirasowi, a policję ubłagała, że ojca nie aresztowali. Seba, jak se zatamował wyciek danych wrażliwych z nosa hehe powiedział, że on to pierdoli i stary już tej wódki dawać mu nie musi, ale ojca na oczy więcej widzieć nie chce. Co miał staremu pożyczyć fajną książkę o analizie ryzyka, to już oczywiście nie pożyczy.Od tamtego czasu stary robi z całą tą cebularnią gównoburzę na grupie na fejsie (na goldenie i linkedinie oczywiście ma bany), w tym wątasku, gdzie jest ostrzeżenie, żebym z moim starym interesów nie robić, a na pewno na szkolenia nie jeździć. Też tam jestem zapisany, więc patrzyłem, jak ojciec nieudolnie próbował trollkontami swoją dupę ratować: Rodozaur54 Liczba znajomych w grupie: 1TO JACYŚ IDIOCI! ZNAM UŻYTKOWNIKA OD DAWNA I TO JEST PRAWDZIWY AUDYTOR BEZPIECZEŃSTWA I DUSZA CZŁOWIEK! OCZERNIAJĄ GO, BO ZAZDROSZCZĄ WIEDZY I DOŚWIADCZENIA!!!111Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania byłych najlepszych kolegów od szkolenia. Jak któryś pisał o tym, jak prowadzi rejestr zbiorów danych osobowych albo jak Seba wrzucił wzór umowy powierzenia, to stary jak Rodozaur czy inna menda np. pisałHAHA KURWA WIELKI EKSPERT SIĘ ZNALAZŁ. CZYTAŁEŚ ZALECENIA GRUPY ROBOCZEJ, KOLEGO???!!!!Z tych samych trollkont udzielał się też w swoich wątkach i jak na przykład wrzucał szablon do zgłoszenia ABI w Wordzie, to sam sobie pisałNO, DOBRA ROBOTA, KOLEGO! WIDAĆ, ŻE OCHRONĄ DANYCH NIE OD WCZORAJ SIĘ ZAJMUJESZ!a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.
submitted by jebik to Polska [link] [comments]


2017.11.28 17:39 pierogi-of-darkness ciąg dalszy wczorajszego posta o Lesie Hambach - narracja mediów Polskich wydaje się inspirowana przez Russia Today

https://www.facebook.com/adam.traczyk.31/posts/1708538872490119
Krótka historia o wycince lasów, rosyjskiej propagandzie i jej agentach wpływu/pożytecznych idiotach w Polsce. W rolach głównych Jacek Saryusz-Wolski, Wirtualna Polska, Tygodnik Solidarność, wPolityce.pl.
"Polsce grożą kary za ochronę Puszczy Białowieskiej. W tym czasie Niemcy wycinają Las Hambach pod kopalnię", donosi Tygodnik Solidarność[1]. wPolityce pisze: "O naprawdę ciekawej i wiele mówiącej historii donoszą kolejne zagraniczne serwisy internetowe. Pozornie sprawa jest błaha, ale zwłaszcza w kontekście awantury o wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej skłania do refleksji. (...) Niemiecki spór nie wywołuje jednak tak nerwowej reakcji instytucji europejskich jak bliższa nam kwestia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej" [2]. Wirtualna Polska zauważa: "Przypomnijmy, że w tym samym czasie, Polska krytykowana jest w Unii Europejskiej za wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł nawet w zeszłym tygodniu, że jeśli Polska będzie kontynuować wycinkę, zapłaci za to 100 tys. euro kary dziennie"[3]. Jacek Saryusz-Wolski, niedoszły przewodniczący Rady Europejskiej i samozwańczy kandydat na prezydenta RP, na twitterze zamieścił zrzut ekranu z anonimowej strony z tytułem po angielsku: "W Niemczech pod topór idzie pradawny las podczas, gdy Polska otrzymuje kary za wycięcie zakażonych drzew"[4]. Jego tweeta w swoim tekście zamieściła też WP.
Jako źródła artykułów podawane są CNN, Associated Press czy Deutsche Welle. CNN informację podał 16 listopada, AP wypuścił depeszę 24 października, podobnie DW. W tych tekstach nie ma oczywiście żadnych odniesień i porównań do Polski. Bo i nie ma co porównywać: las Hambach nie jest ani parkiem narodowym, ani obszarem objętym specjalną ochroną, a w sporze wokół Białowieży kluczowe jest to, że rząd i minister Szyszko w bezprecedensowy sposób ignorowali postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE, tymczasem w Niemczech to sąd zezwolił na wycinkę wbrew protestom ekologów.
No więc, skąd wymienione media i poseł Saryusz-Wolski mogły czerpać inspirację do budowania porównań z naszą puszczą? Jak to skąd? Z Russia Today, kremlowskiej tuby propagandowej, która wiadomość zamieściła 25 listopada i potraktowała ją właśnie jako pretekst do budowania narracji o złej i stronniczej Unii i Niemczech, które uwzięły się z politycznych względów na niewinną Polskę, a same mają dużo za uszami[5]. Czyż to nie ciekawe, że żaden portal nie wskazał RT jako swojego źródła, a to sądząc po datach i zbieżności narracyjnej właśnie ten artykuł był impulsem do zainteresowania się tematem? Bo chyba nikt poważny nie powie, że Tygodnik Solidarność po 10 dniach zwrócił uwagę na informację zamieszczoną przez CNN.
Nie jestem zwolennikiem tezy o wszechmocnej Rosji, której macki sięgają tak daleko, że może zdecydować, kto zostanie prezydentem USA. W gruncie rzeczy powielanie tej tezy jest dokładnie tym, czego życzy sobie Moskwa i dzięki czemu może boksować w wyższej kategorii wagowej. Jednak ten przykład doskonale pokazuje mechanizmy, jak Kreml może praktycznie zerowym kosztem wykorzystywać na swoją korzyść tendencje już obecne w danych państwach i jak łatwo mu znaleźć podwykonawców swojej polityki. Rosjanie wkładają palec w rozdrapane już rany albo jak kto woli karmią potrawami, które mile pobudzają kubki smakowe pewnych środowisk, nawet jeśli są zatrute. Jest w Polsce grunt pod antyunijną retorykę? Rząd i jego klakierzy szukają przykładów "antypolskiej" polityki w UE? Faworyzowania Niemiec kosztem Polski? No to wystarczy im takie przypadki podsunąć, a oni już zrobią swoje. I co z tego, że przypadki te będą zmanipulowane czy nawet spreparowane? Liczy się przecież efekt. A efektem jest kopanie coraz większych dołów pomiędzy Polską a zachodnią Europą i strukturami unijnymi. Skorzysta na tym tylko Putin.
Chyba łatwo się więc domyślić, skąd pochodzi zrzut ekranu z tweeta Saryusza-Wolskiego. Oczywiście, z Russia Today.
[1] http://www.tysol.pl/a13645-Polsce-groza-kary-za-ochrone-Pus…
[2] https://wpolityce.pl/…/369044-ciekawa-historia-zza-odry-nie…
[3] https://wiadomosci.wp.pl/niemiecki-sad-zezwolil-na-wycinke-…
[4] https://twitter.com/JSaryuszWolski/status/934919609395838976
[5] https://www.rt.com/ne…/410935-germany-to-axe-ancient-forest/
submitted by pierogi-of-darkness to Polska [link] [comments]


2016.05.19 21:20 ben13022 Nagroda Nike 2016 - nominacje. Oto 20 książek roku.

Jubileuszowe, 20. rozdanie nagrody Nike stoi pod znakiem poezji i reportażu. Obok powieści, prozy poetyckiej, wspomnień i eseju są cztery tomy wierszy i w gronie nominowanych do najważniejszego wyróżnienia literackiego w Polsce jest aż siedem zbiorów reporterskich. Całą dwudziestkę ogłoszono podczas Warszawskich Targów Książki. Nike to nagroda za najlepszą książkę roku. W konkursie mogą startować wszystkie gatunki literackie. Nagrody nie można podzielić ani nie przyznać. Lista dwudziestu nominowanych jest ogłaszana w maju na Warszawskich Targach Książki, siedmiu finalistów - na początku września na łamach "Wyborczej".
W tym roku w jury nagrody Nike są: Piotr Bratkowski, Tomasz Fiałkowski (przewodniczący), Irena Grudzińska-Gross, Rafał Marszałek, Stanisław Obirek, Maria Anna Potocka, Paweł Rodak, Andrzej Werner i Maria Zmarz-Koczanowicz.
Oto książki, które jurorzy nominowali do nagrody Nike za rok 2015.
Opowieść o życiu trzech dziewcząt dorastających w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku. Lata dzieciństwa i dojrzewania, szkolnych przyjaźni, pierwszych przykrości. Te wspomnienia mają melancholijny, nostalgiczny ton. Później drogi dziewcząt się rozejdą: jedna z nich, najlepiej sytuowana, utknie w agencji reklamowej, życie drugiej, sprzątaczki, będzie upływać na trudnym wiązaniu końca z końcem, trzecia z powszechnego biegu wypadnie na zupełny margines. Smutek egzystencji każdej z kobiet jest wyraźny, ale niedefiniowalny, jakby nie miał powodu.
"Chciałabym, aby tytuł 'Nieważkość' pozostał tajemniczy. Niedopowiedzenie to ważny aspekt każdego tekstu literackiego, bo w niedopowiedzeniu kryje się tajemnica, czyli to, co najprawdziwsze. To, co jest już poza słowami" - mówiła Fiedorczuk w jednej z rozmów. (Marek Radziwon)
"Inżyniera Iwanowskiego Mieczysława oraz Kozłowskiej Teresy ostatnio przebywających w obozie Oświęcim poszukuję...". Takich ogłoszeń w 1945 r. ukazały się setki. Obok nich pojawiały się reklamy usług ekshumacyjnych, szycia ciepłej bielizny, jasnowidzenia, kursów rosyjskiego, skupu książek (które w 1945 r. były towarem pierwszej potrzeby), obwieszczenia o wiecach, oczyszczeniu tego i owego z zarzutów o kolaborację... W książce Grzebałkowskiej ogłoszenia drobne są refrenem i swoistym kalendarium wydarzeń roku, w którym kończyła się wojna i zaczynał pokój. Choć tak naprawdę nic się jeszcze nie skończyło i nic do końca nie zaczęło. Reporterka "Wyborczej" wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, by bez osądzania przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu. Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany, przesiedleńców, wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu, szabrowników... Wspaniała reporterska panorama. (Juliusz Kurkiewicz)
Autor m.in. tomu "Pełna krew", za który w 2013 roku dostał Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. O jednym z wierszy z tomu "Kardonia i Faber" powiedział tak: "Wiele moich wierszy rodzi się w snach, półśnie. Nie zawsze jestem do końca świadomy tego, co mi dyktuje noc. Dopiero po wielu dniach, miesiącach, dociera do mnie, co pisałem i po co".
W jego poezji znajdziemy obrazy osobiste i intymne. W wierszu "Dziadek Jarosz": "mój ojciec starzeje się/ i upodabnia do mnie. Trzymam mu młotek, kombinerki,/ gdy przybija sosnowe ćwierć wałki". W wierszu "Kwadra": "Skąpa historia: przyjeżdża rodzina/ wujek coś tłumaczy w sieni ojcu,/ potem zrzucają się na wieniec i wódkę". A potem przychodzi już inny czas, jak w wierszu "Królestwa": "Jechałem do domu okrężną drogą,/ pociąg stał na moście, w słońcu tkwiła jesień. Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem". (Marek Radziwon)
Zbiór reportaży o współczesnym Egipcie Piotra Ibrahima Kalwasa - mieszkańca Aleksandrii i Warszawy, znawcy i wyznawcy islamu. W jego reportażach czuje się ciekawe rozdwojenie. O Egipcie i Kairze Ibrahim Kalwas mówi tak: "codziennie go chwalę i przeklinam. Kiedy tam jestem, męczy mnie intensywność tej rzeczywistości, hałas, smród, jakiś surrealizm. Ale kiedy jestem tu, tęsknię za tym wszystkim. Za tą cudowną gościnnością, opiekuńczością". Tytułowy haram/halal to ciągłe rozgraniczenie między tym, co wolno, a tym, czego nie wolno. Granica, jak cały nowoczesny i jednocześnie tradycyjny, archaiczny świat islamu, jest ciekawsza, bardziej skomplikowana, różnobarwna i znacznie bardziej chaotyczna niż można by sądzić. (Marek Radziwon)
Ta książka nie mogła trafić na lepszy czas. Właśnie teraz, kiedy po raz pierwszy w polskim parlamencie zasiadają przedstawiciele Ruchu Narodowego jawnie odwołujący się do ideologii faszystowskiej, kiedy przez polski internet przechodzi fala brunatnej nienawiści do uchodźców, opowieść o mieście, które opanowała "biała siła", może nam wiele wyjaśnić. Fala szowinizmu, która ostatnio przybrała na sile w stolicy Podlasia, jest tu jedynie punktem wyjścia do znacznie szerszej analizy. Jej tematem jest mechanizm zapominania i wymazywania, który stwarza warunki do rozwoju ksenofobii. Symbolem tego mechanizmu jest w książce Kąckiego obraz żydowskiego kirkutu w centrum Białegostoku, który po wojnie został zasypany warstwą ziemi i gruzu ze spalonego getta, bo przeszkadzał w odbudowie miasta. (Roman Pawłowski)
Stryjeńska - wiadomo: malarka, projektantka tkanin, plakatów i przedmiotów, dziś powiedzielibyśmy, że działała w designie. Ale może właśnie nie wiadomo, bo kto tak naprawdę pamięta dziś o tej zmarłej w latach 70. w Genewie artystce? Była jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia, temperamentu miała tyle, że możnaby obdarzyć nim kilku ludzi, a i tak pozostaliby interesujący. Dość powiedzieć, że krótko przez I wojną zapisała się jako chłopiec na monachijską akademię, która jeszcze wtedy nie przyjmowała dziewcząt. W kryzysy jej burzliwego małżeństwa z architektem Karolem Stryjeńskim (dwukrotnie usiłował zamknąć ją w szpitalu psychiatrycznym) zaangażowane było niemal całe środowisko artystyczne Warszawy i Zakopanego - Witkacy miał się nawet pojedynkować z jej mężem. Jednak z punktu widzenia tej książki najważniejsze, że prowadziła bardzo stylowe zapiski, które Kużniak w fantastyczny sposób wysunęła na plan pierwszy, podporządkowując im narrację i dając nam wyobrażenie o jej dowcipie, zmyśle obserwacji (a obracała się wśród niebywałych ludzi) i dystansie do własnego, niełatwego życia. (Łukasz Grzymisławski)
W tytułowym wierszu czytamy o bezrefleksyjnej nowoczesności: "Nasze wirtualne pliki ciał/ w albumach/ blogach/ notesach znajomych./ Nowe zdarzenia./ Nowe polubienia". I dalej: "Jesteśmy już/ w kontaktach/ i w powiadomieniach". "Pisałam te wiersze w zasadzie bez żadnego klucza, a potem próbowałam je ułożyć w całość - mówiła Ewa Lipska o najnowszym tomie poezji (...) Tytuł miałam już wcześniej. Czytnik linii papilarnych był dla mnie pewnym symbolem. Z jednej strony to biometryczne zabezpieczenie jako symbol czasów w których żyjemy, a jednocześnie linie papilarne jako coś osobistego i jedynego. I wiedziałam, że połączenie tych dwóch rzeczy razem będzie świetnie obejmować wszystkie wiersze, które są w tym tomiku". (Marek Radziwon)
W Grasse żona i ukochana Bunina na przemian czytały i przepisywały "Nathalie". Żona wiedziała, że Jan (tak z polska nazywała Bunina) "musi być zawsze trochę zakochany", żeby móc pisać. Otoczony aurą kobiecości opisywał miłości, jakie "zdarzają się studentom i nigdy nie przechodzą do następnej fazy". Czym były dla niego te powroty? Nostalgicznym wspomnieniem? Czymś znacznie więcej. Renata Lis widzi w tym grę z życiem prowadzoną przez pisarza gnostyka nieufnego wobec materii, a jednocześnie zakochanego w niej. Nie wierzył w zmartwychwstanie ani w prawosławną, ewangeliczną symbolikę Przemienienia - wywodzi autorka. Według Zinaidy Gippius Bunin pisał tak, "jakby Chrystus jeszcze nie przyszedł na świat". Panicznie uciekając przed śmiercią, sam siebie zbawiał za pomocą literatury. (Tadeusz Sobolewski)
W twórczości, tak poetyckiej, jak i eseistycznej Piotra Matywieckiego są tematy stałe i ważne: Warszawa - miasto własne, realne i jednocześnie zmitologizowane. "Bo tylko tutaj żyjemy, ciężko i pracowicie" - czytamy w wierszu "Mit". Także Warszawa i prywatna żydowska przeszłość: "Dwa razy ekshumowano mojego Ojca./ Najpierw wyjęto Jego ciało z podwórza,/ gdzie gruz Go zasypał po bombardowaniu/ i uroczyście pochowano przy głównej ulicy./ Po kilkudziesięciu latach wyjęto Go/ z miejsca zbyt zaszczytnego na grób - tak uznali urzędnicy ratusza. Może nawet mieli rację".
"Marzę o tym, żeby być poetą ostrej obserwacji, widzenia" - mówi Piotr Matywiecki. Taki jest cykl zatytułowany "Człowiek" - mikrowiersze, obrazy sytuacji codziennej i niecodziennej, nagłej, widzianej przez chwilę. (Marek Radziwon)
Radziecki sadownik z tytułu nie fantazjował; porywał się na to, co niemożliwe, nie zrywając z racjonalnością. Być może Murek również wkroczyła na tę ścieżkę. Ale równie dobrze można widzieć w "Uprawie " pokaz nieokiełznanej wyobraźni. Autorka perfekcyjnie operuje skrótem; jej gęste, eliptyczne zdania wymuszają na czytelniku niezwykłą aktywność. Właściwie wszystko tu trzeba sobie opowiedzieć po swojemu - nie ma innej rady. Osobliwie aktywność odbiorcy wymuszają nad wyraz pojemne metafory - na przykład motyw mięsa pojawiający się w opowiadaniach "Organizacja snu w przedszkolu" oraz "Ołówek, siekierka, kijek". W tym pierwszym utworze przedszkolak Piotruś został odtrącony przez dzieci, które uznały, że "jest z mięsa", w drugim na mięsie lęgną się pszczoły. (Dariusz Nowacki)
W jednym z wywiadów Bronka Nowicka mówiła: "Nie pragnę, żeby martwe rzeczy były żywe. Chciałabym, żeby żywi ludzie byli mniej martwi. O tym jest dla mnie ta książka". Nie śmierć zatem, ale właśnie jakieś jednoczesne trwanie życia i nie-życia cały czas jest w tej krótkiej prozie widoczne. "Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, ze nie umie znaleźć w nim ust. Wie - cały jest ustami". W tekście "Statek" czytamy: "Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony".
"'Nakarmić kamień' ma swój wymiar dokumentalny - mówi Nowicka. Dokumentalny nie znaczy autobiograficzny. Świat opisany w książce jest zbudowany ze wspomnień, ale nie są to wspomnienia w ich pierwotnej formie". (Marek Radziwon)
Opowieść Joanny Olczak-Ronikier o powojennym Krakowie jest ciągiem dalszym "W ogrodzie pamięci" - nagrodzonych Nike znakomitych wspomnień o przodkach autorki. O potrzebie sięgania do rodzinnej przeszłości Olczak-Ronikier mówi w rozmowie z Angeliką Kuźniak: "Musiałam zrobić coś, czego unikałam w młodości, czyli zbliżyć się do nich na nowo". W książce pojawia się słynny Dom Literatów na Krupniczej i pisarze, którzy się przez ten dom przewijali: Staff, Szaniawski, Andrzejewski, Różewicz. "Fotografie, notatniki, kalendarzyki, zaproszenia, katalogi wystawowe. Przez lata miałam poczucie, że skoro te dokumenty nie zniknęły, trzeba z nimi coś zrobić. Wydaje mi się, że obowiązkiem każdego z nas jest pamiętać, skąd się wzięło na tym świecie" - mówi Olczak-Ronikier. (Marek Radziwon)
Imiona oraz adresy bohaterów zostały tu zmienione. Wystarczy jednak chwila, by w internecie odnaleźć autentyki, w tym dane 19-latka z Bydgoszczy, który w marcu 1996 r. z zimną krwią zamordował młodszego kuzyna, a po trzech latach - nastoletnią sąsiadkę. Nie wiadomo, co bardziej poruszyło opinię publiczną: bestialstwo chłopaka czy indolencja policji, której nie udało się wykryć sprawcy pierwszego mordu i w efekcie zapobiec drugiemu. Orbitowski świetnie uchwycił moment konstytuowania się społeczeństwa konsumpcyjnego w III RP, pokazał, jak pieniądz wchodzi w świat ukształtowany wedle starych zasad, jak dezorientuje nie tylko młodziutkich bohaterów. Kapitalna powieść. (Dariusz Nowacki)
Lata 80. ubiegłego wieku, dekada, w której dojrzewa tytułowy skoruń, czyli niesforny chłopak, trochę łobuz, trochę leń. Konkretu historycznego mamy tu niewiele. Ojciec chłopięcego narratora jest działaczem "Solidarności". Mimo że zasadniczo jest sadownikiem, pracuje także jako nauczyciel w jednej z sandomierskich zawodówek. Gdzieś daleko w tle pojawiają się echa stanu wojennego, nad wyraz wątłe. Wiadomo - czas w takiej opowieści musi być inny, a więc mierzony rytmem pór roku i prac gospodarskich. Zwraca też uwagę niezwykła żywotność spraw przeszłych - związanych z II wojną światową czy nawet z okresem, kiedy okolica należała do ziemiańskiego rodu Siekierskich, nie mówiąc o ciągle na nowo przeżywanych konfliktach rodzinnych czy sporach o miedzę. Płaza z wyczuciem odświeża te stare, po części archetypiczne motywy. (Dariusz Nowacki)
W poezji Uty Przyboś znajdą się odwołania do ważnych dla poetki tradycji literackich: "Twardym ołówkiem i giętkim słowem/ wymówił ze świateł prawdę swojego istnienia" (o Schulzu), "Wśród drzew jesiennych/ dom pusty tłumem ludzi i zwierząt umarłych... (to o Stawisku Iwaszkiewicza)".
W innych miejscach będzie przeważać doświadczenie osobiste, prywatne, jak w wierszu "Stanąć": "W drodze stanąć, najlepiej o zmierzchu. Gdzieś, gdzie nie ma ludzi/ albo z bliskim człowiekiem". Albo jak w wierszu "Wtedy: "wtedy przede mną pies biegł/ las wokół wzrastał/ ślady zostawiała z tyłu/ górą chmury wzbierały".
Ale lepiej uważać z interpretacjami: "Panowie krytycy zgięci nad słowami/ najbardziej lubią znaki zapytania" - czytamy w wierszu. (Marek Radziwon)
"Chrześcijaństwo pochodzi ze Wschodu. Wszystko zaczęło się w Antiochii, Jerozolimie, Aleksandrii, Konstantynopolu" - pisze we wstępie do swojego zbioru reportaży Dariusz Rosiak. I jedzie na Bliski Wschód, żeby zobaczyć i opisać współczesny, coraz bardziej kurczący się świat tamtejszych chrześcijan: iracki Kurdystan i pogranicze z Turcją, Koptowie i Egipt, do którego chrześcijanie dotarli około 40 roku po śmierci Chrystusa, rządzony przez Hamas i Fatah Zachodni Brzeg, Liban z sięgającą VI wieku tradycją maronicką. "W Egipcie niełatwo się żyje, ale jesteśmy przyzwyczajeni do muzułmanów. Modlimy się za nich i za to, żeby zrozumieli, że Chrystus przyszedł zbawić wszystkich, nie tylko Koptów, ale także ich i Żydów" - powiada jedne z bohaterów Rosiaka. (Marek Radziwon)
"'Dom z witrażem' ma jakby kilka warstw: historię kraju i historię rodziny, osobistą mapę Lwowa, przewodnik po emocjonalności bohaterek. (...) Uwielbiam słuchać o tym, co kto odkrył w mojej książce, bo każdy czyta przecież przez siebie" - mówiła Słoniowska w jednym z wywiadów.
"Dom z witrażem" jest debiutem Żanny Słoniowskiej - pisarki, tłumaczki, Ukrainki. To rodzinna mikrohistoria, opowieść o kilku pokoleniach sięgająca lat radzieckich: matce i babci narratorki. Jest głównie o kobietach, ponieważ mężczyźni w tym świecie odchodzą albo giną wcześnie, wielu w czasie wojny. Tytułowy lwowski dom z witrażem jest więc szeroką panoramą, w której przegląda się historia Ukrainy ostatniego stulecia. (Marek Radziwon)
Zbiór esejów o wierze świeckich. "Myślałem, że jesteś... mądrzejszy - mruknął przed laty ksiądz, opiekun ministrantów, na wiadomość, że przychodzę służyć do mszy niewyspany, bom minioną noc spędził na festiwalu Jazz Jamboree". Czy możliwe jest sacrum w sztuce niereligijnej? Opisuje "swoistą alergię naszej kultury: mechanizm obronny skierowany przeciwko wszystkim postaciom, którym skłonni bylibyśmy przypisać status proroka naszych czasów", czyli pyta o chrześcijaństwo człowieka współczesnego i o wiarę praktyczną, nie zamkniętą w tekstach i wyobrażeniach sprzed dwóch tysięcy lat. Kilkanaście tekstów poświęca interpretacjom Ewangelii, bo "nasze doświadczenia wpływają na to, jak ją rozumiemy". Cały czas mówi sobie: sprawdzam. (Marek Radziwon)
Psy i koty bez jednej czarnej plamki, idealnie biały lukier do ciasta, rewolwer trzymany w dziecięcym wózku, a gdy się komuś wypsnie, to pochwała Hitlera. Surmiak-Domańska zabiera nas do Pasa Biblijnego, czyli do tej części amerykańskiego Południa, która zawiązała Konfederację, co rozpoczęło amerykańską wojnę domową. Zatrzymuje się w miasteczku tak sielskim, że aż czujemy, iż coś tu nie gra. Na ulicy nie uświadczysz ani jednej czarnoskórej osoby. Ten reportaż to coś więcej niż tylko panoramiczny obraz historii Klanu. To uniwersalna opowieść o narodzinach i zaklętym kręgu przemocy ożywianej przez poczucie krzywdy, wykluczenia i chęć rewanżu. Nie znajdziemy tu biało-czarnej (nomen omen) opowieści a rebours. Za to dowiemy się np., jak absurdy poprawności politycznej pogłębiają rasowe podziały w Ameryce. (Juliusz Kurkiewicz)
"Wiedziałem, czym była Radziecja, i uważałem, że trzeba było całe to imperium posłać do piachu, ale faktem też, że to, co rodziło się na jej gruzach, to na razie były krew, pot i łzy wsiąkające w zimny, podchodzący wodą step i pokruszony beton, i popękany asfalt".
Reporterskie obrazy z Donbasu - Słowiańska i Kramatorska, Kijowa oraz z Ukrainy Zachodniej - ze Lwowa, z granicy z Polską, czyli niby z Zachodem i z tzw. jedenastki, drogi prowadzącej do Lwowa od granicy z Polską. "Ukraina naprawdę tworzy się na nowo. To państwo dopiero teraz się konstruuje. Wcześniej niepodległość Ukrainy nie zależała od samych Ukraińców. Teraz to oni zdecydowali, że przebudują swoje państwo i je stworzą. Dzieje się to na naszych oczach" - powiada Szczerek. (Marek Radziwon)
Julia Fiedorczuk, "Nieważkość", Marginesy Magdalena Grzebałkowska, "1945. Wojna i pokój", Agora Łukasz Jarosz, "Kardonia i Faber", Biuro Literackie Piotr Ibrahim Kalwas, "Egipt. Haram Halal", Dowody na Istnienie Marcin Kącki, "Białystok. Biała siła czarna pamięć", Czarne Angelika Kuźniak, "Stryjeńska. Diabli nadali", Czarne Ewa Lipska, "Czytnik linii papilarnych", Wydawnictwo Literackie Renata Lis, "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu", Sic! Piotr Matywiecki, "Którędy na zawsze", Wydawnictwo Literackie Weronika Murek, "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Czarne Bronka Nowicka, "Nakarmić kamień", Biuro Literackie Joanna Olczak-Ronikier, "Wtedy. O powojennym Krakowie" Łukasz Orbitowski, "Inna dusza", Od Deski do Deski Maciej Płaza "Skoruń", WAB Uta Przyboś "Prosta" Forma Dariusz Rosiak, "Ziarno i krew", Czarne Żanna Słoniowska, "Dom z witrażem", Znak Jerzy Sosnowski, "Co Bóg zrobił szympansom", Wielka Litera Katarzyna Surmiak-Domańska, "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość", Czarne Ziemowit Szczerek, "Tatuaż z trybuzem", Czarne
Źródłó: http://wyborcza.pl/1,75410,20101677,nagroda-nike-2016-nominacje-oto-20-ksiazek-roku.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.01.21 13:58 SoleWanderer Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów - Konrad Oprzędek

Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Młoda Polska prawicowa
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
Wyklęci i niesprowokowani. Uliczna lekcja patriotyzmu
Czas patriotów
Wychodzi do drugiego pokoju, żeby się przebrać, a jego żona mnie uspokaja: - Szymon to potulny misio, tylko łatwo się denerwuje.
Potulny misio ma 186 cm wzrostu i 91 kg wagi. Jego ciało jest tak wielkie, że mieści się na nim prawie cała historia męczeństwa narodu polskiego. Na ręce wytatuował sobie napis "1940 Katyń - 2010 Smoleńsk", na plecach - daty powstania listopadowego, styczniowego i warszawskiego, a na piersi - kotwicę Polski Walczącej.
Szymon prowadzi mnie na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie w długich rzędach białych grobów leżą legioniści. Często to jedyne miejsce, jakie przychodzi mu do głowy, gdy Paulina każe wziąć dzieciaki na spacer.
Jeśli macie dość nazioli plugawiących swoim hołdem pamięć pomordowanych dzieci z Woli, sybiraków i "leśnych" z AK, zawalczcie o serca i dusze
Szymon zna je od dzieciństwa. Jeszcze zanim usłyszał o nich w szkole, wkuwał je na polecenie ojca. Bo Henryk był synem żołnierza kampanii wrześniowej i nie wyobrażał sobie, że można być Polakiem, nie znając dat zrywów wolnościowych swoich przodków. Dlatego podsuwał Szymonowi czytanki o Traugucie, Chłopickim, Borze-Komorowskim, a potem z nich odpytywał. Karą za nieprawidłowe odpowiedzi był szlaban na grę w piłkę.
Historię męczeństwa Polaków Szymon wytatuował sobie po katastrofie w Smoleńsku. Wierzy w teorię o zamachu. Zaczął zakładać koszulki na ramiączkach, bo polubił sytuacje, gdy na widok jego dziar ludzie w autobusach poważnieją, jakby się go bali. Dzięki temu czuje się silny. Ale tylko na wiosnę i w lecie, bo gdy robi się zimno, musi zakryć tatuaże ubraniami.
Szymon jest dumny, że ma dwoje dzieci, żonę patriotkę i tatuaże. Ale jego zdaniem to za mało, żeby umrzeć jako dumny Polak. Marzy o własnym serwisie samochodowym, wybudowaniu domu i skrzyknięciu znajomych patriotów, którzy spotykaliby się co tydzień i gadali o Polsce. Chce, żeby jego dzieci widziały, jak coś tworzy.
W razie "W" - przeżyję. Preppersi przygotowani na każdą apokalipsę
W kolejkach
Marcin ma astmę, więc co kilka tygodni musi stanąć w kolejce do lekarza. Ale żeby mieć prawo do niej wejść, wcześniej musiał zająć miejsce w innym ogonku - do rejestracji na bezrobociu. Bo pracuje na czarno w sklepie internetowym i nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Urząd pracy o tym nie wie, dlatego co jakiś czas wzywa Marcina, żeby stawił się w kolejce - po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną do jakiejś firmy. Chłopak bierze świstek i idzie do pracodawcy, gdzie czeka już rządek bezrobotnych - po zaświadczenie o braku kwalifikacji. Gdy Gorączko je dostanie, musi jeszcze wrócić do kolejki w pośredniaku - do gabinetu urzędniczki, która odbierze od niego świstek.
W różnych kolejkach czeka już sześć lat, czyli całą dorosłość. Gdy tak opiera się o ściany gabinetów, urzędów i sekretariatów, myśli o powstańcu, który wykrwawia mu się na plecach.
Ziemowit Szczerek: Lemingi zapewnią światu pokój
Polska zaczęła wkurzać Marcina po katastrofie smoleńskiej. Nie myślał, że to zamach, raczej przesilenie, do którego musiało doprowadzić dziadowskie państwo. Wcześniej słuchał o nim setki razy, gdy media donosiły o firmach, które upadały przez błędy urzędników skarbowych. O świeżo zbudowanych drogach, które kończyły się w szczerym polu. O przedsiębiorstwach, które były prywatyzowane za grosze, bo wszyscy zgodnie twierdzili, że w rękach państwa i tak by splajtowały. Słyszał, ale nie przejmował się dziadowską Polską. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy odkrył prawicowy internet. Felietony o potrzebie przeorania państwa i zbudowania go na nowo mieszały się tam z esejami o Piłsudskim, powstaniu warszawskim i żołnierzach wyklętych. Utknął w tych tekstach na długie lata i nadrabiał zaległości. Ze szkoły, bo jako uczeń jeszcze nie miał głowy do historii. I z domu: - Mój tata jest hydraulikiem, mama kucharką, a prości ludzie w starszym pokoleniu nic o historii nie wiedzą i nie mogą zaszczepić dzieciom patriotyzmu.
Gdy zrobił tatuaż, miał opory, żeby pójść na basen, ściągnąć koszulkę i pokazać krwawiącego powstańca. Bał się, że ludzie będą patrzeć na niego jak na oszołoma. Teraz już się nie boi. - Bo naród się obudził, patriotów jest coraz więcej - mówi. - Od ostatnich wyborów czuję się w Polsce całkiem nieźle. Nie chcę zapeszać, ale teraz nawet nie wzywają mnie do urzędu pracy, żebym odstał swoje w kolejkach. Może wreszcie Polska zmusi takich szefów jak mój do płacenia pracownikom ubezpieczenia. I pozwoli nam żyć.
Laski chcą dotknąć dziary
Z okna widzi dwóch "zielonych ludzików". Omiatając ulicę spojrzeniem, upewniają się, że jest bezpiecznie. Potem przechodzą pod mur kamienicy spod piątki. Przewieszają kałachy przez ramię, ściągają hełmy i kominiarki, żeby zapalić szlugi. Wojtek szybko wyciąga z szafy pistolet maszynowy Sten, kultową broń powstańców warszawskich, otwiera okno i oddaje do ludzików serię strzałów. Trafia, ale czuje niedosyt. Bierze z kuchni nóż, wybiega na ulicę, żeby poderżnąć trupom gardła.
Ten krwawy sen to ślad, jaki w głowie Wojtka Szlachetki zostawili Rosjanie, zajmując Krym. Pomyślał wtedy, że "zielone ludziki" nie poprzestaną na Ukrainie, pójdą dalej - na Litwę, Łotwę, Estonię, a w końcu dotrą do Polski. Zaczął więc czytać o walkach, które polscy partyzanci toczyli z okupantami. Zapisał się na kurs strzelecki i wytatuował na łydce kotwicę Polski Walczącej.
Już od maleńkości w Polsce przesiąkamy skrajnie nieprawdziwym obrazem wojny - romantycznej, młodzieńczej przygody
Wojtek ma żal do swoich dziadków, bo nie chcieli mu opowiadać o wojnie. Podejrzewa, że zamiast wykorzystać szansę na bohaterstwo, jaką daje okupacja, orali pole, karmili kury i doili krowy. Na swoje podobieństwo ulepili jego rodziców, którzy zamiast sprzeciwiać się komunie, pokornie podbijali kartę - ojciec w stolarni, a matka w zakładzie fryzjerskim. Dla Wojtka umieranie za ojczyznę jest ważniejsze niż życie. Twierdzi, że gdyby dostał szansę na przelewanie krwi za Polskę, umiałby ją wykorzystać. Ani chwili nie wahałby się z rzuceniem posady agenta nieruchomości.
Pensja starcza mu na wynajem kawalerki w Krakowie, koszule z modnych sieciówek, steki z najlepszej wołowiny, wakacje w Hiszpanii i balowanie w weekendy na mieście. Uważa, że żyje w dostatku, ale nie czuje, że coś od niego w świecie zależy ani że coś po nim zostanie. Gdy się zastanawia, jak naznaczyć sobą świat, do głowy przychodzi mu scena ze snu, w którym patroszy "zielone ludziki".
Od kiedy Wojtek jest prawdziwym mężczyzną, o wiele rzadziej ściele łóżko.
1600 brutto i potęga PiS-owskiej propagandy
Tam, gdzie każdy Polak się zaczyna
Orzełka Eweliny nikt z obcych nie zobaczy, bo schowała go pod majtkami. - Miałam wątpliwości, czy jeśli wytatuuję go koło pachwiny, nie sprofanuję godła Polski, ale potem pomyślałam, że to miejsce u kobiety jest jakoś święte, bo każdy Polak tam się zaczyna - uśmiecha się 21-letnia studentka. - Chciałam, żeby orzełek był tylko dla oczu mojego chłopaka. Maciek poczuł się tym wyróżniony, ale i tak później odszedł do innej.
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać. Twierdzi, że dzisiaj mężczyznom wzrasta poziom testosteronu, dlatego trudno jej znaleźć chłopaka, który już na pierwszej randce nie proponowałby "wjazdu na chatę". A najbardziej niecierpliwi są faceci z tatuażami patriotycznymi.
Ewelina wyciąga z szafki zdjęcie, na którym dziadek Jan wtula się w babcię Jadwigę. Już wtedy cierpiał na demencję. Zapominał, jak to było, gdy walczył w AK i gdy siedział u komunistów w więzieniu. Pewnie zdrowo dostał w skórę, domyśla się Ewelina, widział krwawe sceny, ale na starość prawie o wszystkim zapominał. Została mu tylko miłość.
Ewelina szuka stowarzyszenia, do którego mogłaby się zapisać i działać na rzecz zniesienia umów śmieciowych. Wyobraża to sobie tak: ktoś stworzy projekt ustawy, inny skonsultuje z ekspertami, ona i jej podobni będą zbierać podpisy na ulicach i w internecie, a potem wyślą to politykom.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


CZY TO MOŻLIWE?!  EKSPERYMENTY NA SLAJMACH  - Slime ... andrzejt163 - YouTube W Tonacji Trójki: Product placement - YouTube MAGNETYCZNY eyeliner i rzęsy na MAGNES 🤔 Czy to działa ... giełda IDEX + Ledger Nano S, czyli tutorial, opis i jak kupić kryptowalutę na tej giełdzie

8 błędów w tekstach na stronie, które mogą obniżyć ...

  1. CZY TO MOŻLIWE?! EKSPERYMENTY NA SLAJMACH - Slime ...
  2. andrzejt163 - YouTube
  3. W Tonacji Trójki: Product placement - YouTube
  4. MAGNETYCZNY eyeliner i rzęsy na MAGNES 🤔 Czy to działa ...
  5. giełda IDEX + Ledger Nano S, czyli tutorial, opis i jak kupić kryptowalutę na tej giełdzie
  6. Excel - Funkcje tekstowe, operacje na tekście - YouTube
  7. Eksperymentowanie z łatwymi i ciekawymi pomysłami na filmy ...
  8. Szybkie czytanie - czy to w ogóle działa?
  9. 227. Temat zniewolenia w literaturze... Jak można to rozumieć?

Ciekawe tylko, czy na myśli miał słynną amerykańską markę, czy też jej PRL-owski substytut, Polo Cocktę, która pojawia się w utworze 'Stories From Dogland' Pati Yang. Formuły i mechanizmy które wykonują operacje na tekście lub wykorzystują funkcje tekstowe, między innymi: LEWY, PRAWY, FRAGMENT.TEKSTU, ZNAJDŹ, PODSTAW, DŁ, ... - Od zawsze stawiałem na prawdę w tekstach, dużo emocji i ciężkie tematy życiowe, to to co możesz znaleźć na tym kanale' Udało mi się wystąpić w programie Must be the music i Mam ... W książkach i na kursach stacjonarnych poleca się naukę szybkiego czytania na prostych tekstach. Moja pierwsza trenerka wręcz kazała nam czytać harlekiny. Czy to nie wydaje się trochę ... KUP GRĘ: https://www.g2a.com/r/aguslime Kod Cashback: AGU INSTAGRAM: http://www.instagram.com/agus6w/ SKLEP: https://agu.teetres.com SNAPCHAT: agus6w ... Paint the Sky Red - Not All Who Wonder Are Lost (Full Album) - Duration: 54:36. 9eCn3 Recommended for you Wszystkie informacje zawarte na filmach oraz tekstach nie są poradą inwestycyjną. ... czy to będzie etat, biznes tradycyjny, inwestycja, czy wreszcie biznes online nie dają nigdy 100% ... Fani chętnie śledzą nowe i ważne dla nich treści. Oto kilka pomysłów na filmy, które można przygotować szybko i wygodnie – nawet za pomocą telefonu. Dzięki proponowanym tutaj formatom wideo możesz udostępnić fanom więcej materiałów, które nie wymagają tak dużego nakładu pracy, jak dopracowane teledyski. Test rzęs magnetycznych. Czy to naprawdę działa? Czy to może ułatwić życie? I najważniejsze: czy to ma sens?! :) 📷 Social media • Instagram: http://www ...