Ludzie znajdą

'Ludzie i Bogowie' odcinek 1 - niedziela, 13.09.2020, o godz. 20.15 w TVP1. Bohaterami nowego serialu TVP1 'Ludzie i Bogowie' są dwaj przyjaciele i oficerowie oddziału AK, który podczas II ... Ludzie, znajdzcie sobie w koncu spolke z fundamentami!!! Zgłoś do moderatora. dajecie sie rolowac niemilosiernie: Ekobox, Comeco, Mineral, Pf cos tam, juz nie wspomne o 4Mass i wiele innych Płyta indukcyjna to niezawodny sprzęt w każdej nowoczesnej kuchni. Umożliwia przygotowanie smacznych posiłków w znacznie krótszym czasie. Co więcej, pozwala gotować szybciej, a także bezpieczniej. Szwedzka marka Electrolux posiada w swojej ofercie płyty indukcyjne, które zachwycą Cię ... – Bo macie stosunkowo skomplikowaną sytuację na jej odrabianie. „My za chwilę stąd wyjedziemy, a wy zostaniecie z antysemityzmem sami. I to będzie tylko wasz problem”. Jeden z moich recenzentów komentował, że ludzie, którzy potrzebują nienawiści, znajdą sobie nowych Żydów do nienawidzenia. Na tę chwilę wybrali sobie LGBT. Monika Borzym była gościem Beaty Tadli w programie 'Onet Rano'. Popularna wokalistka jazzowa, która nie wstydzi się swoich kobiecych kształtów, zauważyła, że w obecnych czasach ludzie ... Ludzie poddają się po 2 minutach! Alicja Górka 02.09.2020 Fotografia: Shutterstock. Wiele osób nie jest w stanie wykonać tej prostej łamigłówki. Sprawdź, czy uda ci się znaleźć psa ukrytego wśród krów. W ostatnim czasie w sieci bardzo popularne stały się logiczne łamigłówki czy psychotesty. ... Zapraszamy na naszą stronę www.prokratki.pl gdzie znajdą Państwo największy wybór wkładów kominkowych oraza pieców wolnostojących ( żeliwnych oraz stalowych). ... stosowaną do złocenia chemicznego i polerowania w biżuterii, niektórzy ludzie mają ją dla spokojnych zmarłych. Cyjanek jest oferowany w postaci proszku lub cylindr .. LGBT to ludzie . Średnia Recenzji. Zapraszamy. Opis. Kampania społeczna o osobach LGBT . Polecane strony. 212 Wyświetleń ...

Upiór rodu Canterville'ów – Oscar Wilde

2020.09.04 14:38 Katsukyun Upiór rodu Canterville'ów – Oscar Wilde

'Upiór rodu Canterville'ów' to łącząca w sobie dwa opowiadania książka, będąca bardziej próbą zabawy formą niż dojrzałym tekstem wybitnego pisarza. Paranormalność w tych dwóch historiach gra raczej drugą rolę, stawiając na pierwszy plan niezbyt rozbudowaną emocjonalność postaci.
Pierwsze, a zarazem tytułowe opowiadanie przenosi nas do nawiedzonego zamku – Canterville Chase – zakupionego przez ministra Stanów Zjednoczonych, pana Hirama B. Otisa, który zakupił go świadomie z zawartością całego inwentarza, łącznie z upiorem. Przytoczony upiór, morderca własnej żony, będący od setek lat postrachchem tego miejsca szybko doświadcza jednak, że Amerykanie to nie ci sami ludzie co przesądni Anglicy i duchy im nie straszne. Staje się on obiektem śmieszności wśród domowników, którzy sami zaczęli robić mu kawały, odwracając standardową konwencję tego typu historii. Naszemu rozpaczonymu duchowi przychodzi na ratunek młodziutka Virginia, pokazując mu, że zawsze jest właściwy moment na odkupienie swoich win.
Uogólniając jest to króciutka, ale zarazem wciągająca historia o tym, że zło zawsze do nas wraca niezależnie od tego kim lub czym jesteśmy z ciekawym przełamaniem panujących reguł tego rodzaju powieści, jak na tamte czasy. Dzisiaj to niestety chyba za mało żeby zaimponować czytelnikowi
Drugie opowiadanie (już dużo lepsze) jest z kolei historią o Lordzie Arturze, mającego sposobność poznania na ostatnim przyjęciu u Lady Windermer Pana Podgersa – jej osobistego Chiromantę – który wywróżył mu z ręki mord. Ta wizja tak pochłonęła Lorda Artura, że w obronie czystości swojej narzeczonej za wszelką cenę dąży do jej spełnienia jeszcze przed zaślubinami.
Myślę, że Oscar Wilde chciał nam przekazać, że niezależnie od tego jak piękną by fasadę tytułami i bogactwem człowiek stworzył, to nadal kieruje nim ułomna natura ludzka. W tym przypadku akurat widzimy świat oczami człowieka 'zdroworozsądkowego', tak zaślepionego miłością, że jest w stanie zrobić dla niej wszystko, pokazując tym samym, że ludzie są zdolni do najgorszego jeśli tylko znajdą osobiste moralne usprawiedliwienie dla swoich czynów.
Opinia na lubimyczytac.pl
submitted by Katsukyun to ksiazki [link] [comments]


2020.08.03 10:54 removalbot 08-03 08:54 - 'To że masz takie skłonności nie ma nic do rzeczy. Z całym szacunkiem, ale to co robisz jest czymś nietypowym("*nienormalnym*"), ale to tylko i wyłącznie Twoja sprawa!! / Jako ludzie żyjący w społeczeństwie, zawsze będziemy p...' by /u/Koks321koks removed from /r/europe within 26-36min

'''
To że masz takie skłonności nie ma nic do rzeczy. Z całym szacunkiem, ale to co robisz jest czymś nietypowym("nienormalnym"), ale to tylko i wyłącznie Twoja sprawa!!
Jako ludzie żyjący w społeczeństwie, zawsze będziemy próbowali jakoś oceniać/szufladkować innych ludzi. Taka nasza natura. Patologia zostanie patologią. Tacy.. ehm.. ludzie, niestety zawsze znajdą powód do znęcania się.
Środowisko LGBT rości sobie niestety prawo do monopolu bycia ofiarą prześladowań. Co z ludźmi którzy mają wadę wymowy czy noszą okulary? Co wreszcie z osobami brzydkimi? Może powinni maszerować co miesiąc blokując miasto, by ludzie w końcu o nich sobie przypomnieli(przy okazji skłócając kolejne grupy społeczne)?
Myślę że jasno to przedstawiłem. Uważam że za bardzo się skupiacie na sobie, nie zauważając że współczucie powinno wypływać dla każdego bez względu na cechy charakteru, wygląd czy poglądy. Tego prawdopodobnie nie potrafi 80% społeczeństwa. Nacjonaliści także potrzebują współczucia i przewodnika.
Pozdrawiam oraz życzę siły i wytrwałości. Mam nadzieję że jednak nie wyjedziesz z tego pięknego kraju i uda Ci się stworzyć w swoim otoczeniu rzeczywistość jakiej oczekujesz.
'''
Context Link
Go1dfish undelete link
unreddit undelete link
Author: Koks321koks
submitted by removalbot to removalbot [link] [comments]


2020.04.21 13:29 leBuska Prosty sposób na przeprowadzenie wyborów - Demokratyczny Losowizm

Nieubłaganie zbliżają się wybory prezydenckie, które mają się odbyć mimo panującej epidemii i braku kampanii wyborczej. Opozycja krytykuje organizację wyborów 10 maja, ale jedyne co proponuje, to przesunięcie ich na inny termin. Potrzebna jest prawdziwa zmiana i to idealny moment na jej dokonanie – demokratyczny losowizm. Losujemy Prezydenta. Co może się najgorszego stać?
Wiem, co możecie teraz pomyśleć – to niesprawiedliwe! Nie może być tak, że o tym, kto z obecnych kandydatów wygra wybory zadecyduje rzut kością! Nie doceniacie mnie. To nie jest mój plan. W moich wyborach każdy może wygrać. Każdy kto spełnia konstytucyjne wymagania by zostać Prezydentem. 35 lat, pełne prawa wyborcze, wiadomo. Wszyscy zostają wrzuceni do wielkiej maszyny losującej. Serio to będzie spora maszyna. I 10 maja ktoś, kto zostanie wylosowany będzie Prezydentem przez następne 5 lat. Czy to nie jest genialne?
Wielu ludzi obawia się o to, czy wybory przeprowadzone bez kampanii wyborczej, z zagrożeniem epidemicznym i koszmarną organizacją są sprawiedliwe i zgodnie z konstytucją. W sytuacji wyborów losowych, przekażemy organizację komisji kontroli gier i zakładów. Spójrzcie na nich, czy oni mogliby zrobić coś złego? Czy ktoś słyszał kiedyś, żeby byli stronniczy? Czy kiedykolwiek wyrażali poglądy, które zagrażają demokracji? To idealni sędziowie, z milczącym spojrzeniem obserwują wydarzenia w studio lotto i w kraju, reagują tylko wtedy, gdy przychodzi na to potrzeba. To ludzie których teraz potrzebujemy.
Już w szkole podstawowej uczy się dzieci, że demokracja to władza ludu. Każdy może zostać Prezydentem, nie musisz należeć do elity, ani dynastii, która utrzymuje władzę na fikcyjnych podstawach. To piękne hasło, ale coraz mniej ludzi w nie wierzy. Kampania wyborcza pochłania ogromne środki, na które stać nielicznych obywateli. Wystąpienie jako kandydat niezależny jest niezwykle trudne i daje niemal zerowe szanse na zwycięstwo. Wystąpienie jako kandydat partyjny oznacza ograniczenie swojego działania do realizacji programu partii. Demokratyczny losowizm likwiduje te problemy. Władza powraca w ręce obywateli. A właściwie to jednego obywatela, którego wylosujemy.
Być może demokratyczny losowizm spotka się z negatywną reakcją obecnych kandydatów. Ale bądźmy szczerzy. Andrzej Duda – wszyscy widzimy, że go nie lubicie, ma mniej znaczenia w Partii od Kurskiego, wystarczy się przyznać, może wylosujecie kogoś, kto Wam się spodoba. Małgorzata Kidawa Błońska – gdybym dzisiaj się dowiedział, że tak naprawdę nie istnieje i jest hologramem wyświetlanym przez Schetynę to byłbym zbytnio zdziwiony. Zresztą – każdy z kandydatów nadal będzie miał szanse na wygranie losowania. W sumie taki Paweł Tanajno będzie miał większą szansę na wygraną niż wcześniej. Wiem, że jesteś po mojej stronie Paweł. Zróbmy to razem!
Niektórzy mogą krytykować ten system uznając, że wybierając Prezydenta w systemie demokratycznego losowizmu, nie ma jakiejkolwiek gwarancji na wybranie dobrego Prezydenta. Jeżeli wybierzemy Prezydenta przez losowanie, to może nim zostać ktoś pozbawiony ambicji politycznych, kto nie ma żadnej wizji i nie ma pojęcia, w jakim kierunku poprowadzić kraj, przez co stanie się podatny na manipulacje i jedyne co będzie robił, to wykonywanie poleceń od tych, którzy znajdą się w jego otoczeniu. No i... Zbyt wiele się nie zmieni co nie?
Demokratyczny losowizm może dokonać innych, naprawdę ważnych zmian. W Polsce i we wszystkich krajach demokratycznych polityka sprowadza się do wiecznego konfliktu. Tworzy to wiele problemów, największym, moim zdaniem, jest fakt, że ten konflikt mogą wygrać wyłącznie najbardziej bezwzględni, najbardziej brutalni politycy. Ci, którzy są gotowi do kłamstw, manipulacji i szerzenia strachu wobec słabszych stają na czele. Ci, którzy chcą kompromisu, stawiają współpracę wyżej od osobistego zysku i skupiają się na problemach, a nie emocjach zostają z tyłu. Na szczęście jest na to sposób. Możemy sprawić, że władzy nie zdobędzie ten, kto walczy o nią za wszelką cenę, tylko ten, kto dostał ją przez przypadek podczas losowania.
To tylko kilka powodów, dla których demokratyczny losowizm jest najlepszym sposobem na przeprowadzenie wyborów. Koniec z ogromną ilością plakatów i bilboardów – nie zwiększą szansy na wygraną, jeżeli wygrywa się przez losowanie. Być może po raz pierwszy Prezydentem będzie kobieta – w końcu prawdziwy parytet, 50% szans, kto wie? Przyszły Prezydent będzie musiał słuchać propozycji ekspertów – bo prawdopodobnie nie będzie miał pojęcia co robić, więc nie będzie innego wyjścia. Mam nadzieję, że niedługo wszyscy poznają siłę demokratycznego losowizmu. Pora oddać władzę w ręce obywateli! A tak naprawdę to jednego obywatela który wygra przez przypadek.
submitted by leBuska to Polska [link] [comments]


2020.03.25 18:31 shymone "Mistrz Naturoterapii oraz Kosmoenergetyki" radzi na temat koronawirusa.

Z uwagi na coraz większe rozpowszechnianie filmu Pani „Biodoktor” w serwisie Facebook oraz rosnącą liczbę obserwatorów ww. osoby (ponad 2 mln. wyświetleń filmu oraz 48 tys. obserwujących) chciałbym zabrać głos i przeciwdziałać publikowaniu nieprawdziwych informacji nt. koronawirusa. Głównie z jednego powodu – jest to niebezpieczne. Z oczywistych względów nie załączam bezpośredniego linku do materiału.
Na początek garść wiedzy na temat „Biodoktor”:
Opis z oficjalnej strony kliniki, w której przyjmuje ww. Pani.
Pod filmami ww. osoby znajduje się wiele próśb o poradę, związaną z leczeniem chorób przewlekłych, postępowaniem w danej sytuacji. Obawiam się, że kolejne informacje przekazywane przez tę Panią mogą spowodować negatywne skutki zdrowotne u osób liczących na jakąkolwiek pomoc. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji, przy ograniczonym dostępie do lekarza.
Przedstawiam kilka sprostowań lekarza, odnośnie wiadomości przekazywanych przez Panią „Biodoktor” w jednym z ostatnich filmów tj. „4 etapy zarażenia Coronavirusem”:
„Chciałabym żebyście wysłuchali znowu o 4 etapach, 4 fazach zarażenia się koronawirusem. Ominę po prostu te informacje, które mogą być potencjalnie niewygodne dla niektórych – czyli jak sobie z tym radzić, co możesz zrobić już teraz.”
Nie spotkałam się z wiedzą medyczną, która wyodrębniałaby cztery fazy rozwoju objawów zakażenia, przedstawione w filmie. Ponadto na podstawie samych objawów nie możemy stwierdzić, czy infekcja wywołana jest koronawirusem, czy np. wirusami paragrypy, grypy itp.
„Koronowirus o którym dziś słyszymy czyli COVID-19, to właśnie też jest COVID należący do grupy beta-koronowirusów. Podobny do tego, który był też w 2003 roku w Chinach i Sars, który był w 2012 roku w Arabii Saudyjskiej. Podobny no to nie znaczy też taki sam. Oczywiście doznał wielu mutacji w trakcie tego czasu np. tym, że różni się też 16 nukleoidytami.”
COVID-19 nie jest nazwą wirusa, lecz chorobą wywołaną przez koronawirusa SARS-COV-2.„Nukleoidyty” nie istnieją. Istnieją za to „nukleotydy”.
„Jeśli mamy słaby system odpornościowy to na początku będą reakcje alergiczne, takie… zapalne. Przechodzą szybko w zapalenie płuc, układ krwionośny wtedy nie zasila naszych płuc.”
Cokolwiek to oznacza… Gdyby układ krwionośny w tym momencie „nie zasilał” naszych płuc to człowiek by po prostu nie oddychał, a co za tym idzie – nie żył.
„Atak koronawirusa na organizm człowieka właśnie ma cztery etapy. Etap pierwszy to jest ten gdzie człowiek jeszcze nie ma objawów, nosiciele mogą mieć jeden lub kilka objawów pojedynczych.”
To w końcu jest bezobjawowy czy objawowy?
„Antybiotyk będzie działał na wirusy, nie na bakterie. Ktoś ostatnio mi podpowiedział, że antybiotyk, tzw. „Sunamet” we Francji podany na koronawirusa pomógł.”
Być może to przejęzyczenie, ale dla sprostowania – antybiotyk nie jest lekiem przeciwwirusowym. Nie ma również takiego antybiotyku jak „Sunamet”. Poprawna nazwa handlowa ww. leku to „Sumamed”.
Ciąg dalszy wypowiedzi lekarza — Do końca filmu zostało jeszcze prawie 5 minut, a ja już nie mam siły i cierpliwości, by wymieniać kolejne niepoprawne treści przekazywane przez Panią „Biodoktor”. Nie wspomnę o braku logiki w wielu kwestiach medycznych wyjaśnianych przez kobietę. Czym jest tajemniczy protokół, wysyłany wszystkim zainteresowanym? A może znajdą się w nim zalecenia odnośnie stosowania „preparatów” ze sklepu ww. Pani?
Kilka komentarzy z fanpage'a ww. Pani.
Kto to jest biodoktor? Wzbogacanie się na naiwności, niewiedzy ludzi jest nieetyczne, a leczenie ludzi przez osoby niewykształcone w tym kierunku – niebezpieczne.
submitted by shymone to Polska [link] [comments]


2020.02.18 21:23 KurnaNicNieWchodzi Plz sthap

Cześć! Wiem, że takimi rzeczami nie powinienem zawracać sobię głowy... Jednak zawsze kiedy widze jakiś randomowy post na flocie to momentami łeb mi pęka. Dlaczego? Facebook.. Niektórzy ludzie traktują Reddit'a jak Facebook'a. Na tym sub'ie trafiają się posty żywcem wyjęte z tamtej platformy. Najgorsze jest to, że kiedy zwróci się twórcy posta uwagę ten najczęściej reaguje negatywnie. Oczywiście znajdą się osoby które umieją przyjąć tą krytykę. Disclamer. Przez tego posta nie chce powiedzieć że ten subreddit to gówno i trzeba spalić to ogniem. Wręcz odwrotnie. Jest tu tona ciekawych artów i raz na jakiś czas znajdzie się spoko mem ale community jest już średnie. Ponownie, nie mówię tutaj o wszystkich. Więc that was just a friendly reminder i guess... Podsumowując proszę was w imieniu całej floty, nie dawajcie takich postów...
submitted by KurnaNicNieWchodzi to Kosmiczna_Flota [link] [comments]


2020.02.17 15:49 BlackDevil13 Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze
W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki.

Zdjęcie: Były dowódca JW GROM płk Piotr Gąstał z oficerami – przestępcami.
To odpowiedź na haniebny i kłamliwy paszkwil portalu Onet.pl który, pojawił się na pierwszej stronie tego prestiżowego serwisu pod hasłem #wybieramyprawdę. Pod tekstem podpisali się Kamil Dziubka, Marcin Wyrwał i Edyta Żemła.
Bardziej kłamliwego i oszczerczego materiału od dawna nie można było zobaczyć. To ewenement, za którym kryje się fascynująca historia z osobami z pierwszych stron gazet w roli głównej.
Mowa o tekście, który znajdował się na pierwszej stronie Onetu – „Bogdan Węgrzynek, Giermek Księżnej Angeliki”. Już sam wstęp niczym z harlequina miał zbudować atmosferę.
Dlaczego taki tekst był przez Onet promowany jako numer jeden?
Dlaczego trójka dziennikarzy napisała obszerny tekst o rzekomym drobnym oszuście? – bo tak rysuje tę postać tekst.
Dlaczego człowiek, który nie jest osobą publiczną, tylko drobnym prywatnym przedsiębiorcą staje się tematem nr. 1 na całą Polskę?
I dlaczego w artykule dotyczącym niby Węgrzynka, na samym środku widzimy zdjęcie Angeliki Jarosławskiej Sapiehy?
Sprawa jest fascynująca, a w tym tekście znajdziecie odpowiedz na znacznie więcej pytań.
Bogdan Węgrzynek, którego przedstawiono w artykule Onetu, którego próbowano w ten sposób zdyskredytować, ośmieszyć, pozbyć wiarygodności, to człowiek, który w cieniu przez kilkanaście lat służył na rzecz Polski. Dzięki niemu zatrzymani zostali groźni przestępcy.
Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?
To bardzo niepokoi. Czy Ci niby rzetelni dziennikarze są opłacani przez przestępców?
Poniżej opisane są historie zatrzymania przestępców i osoby z pierwszych stron gazet oraz piastujące najważniejsze stanowiska w kraju, które są z nimi związane
Zanim do tego przejdziemy, zadajmy pytanie dotyczące paszkwilu Onetu.
Dziennikarze w tekście przytaczają szereg rzekomych wydarzeń, mających zdyskredytować Bogdana Węgrzynka.
Tekst może i robiłby wrażenie, ale ma pewną słabość – Ani jeden przytoczony świadek kluczowych wydarzeń, ani jeden bohater tej opowieści nie jest wymieniany z imienia i nazwiska (w odróżnieniu od Bogdana Węgrzynka i Angeliki Jarosławskiej Sapiehy), nie ma żadnych dokumentów, ani nagrań, mających poświadczyć rzetelność tych informacji, nie ma podanych miejsc i adresów, żadnych zdjęć.
Tekst pod kątem merytorycznym jest zupełnie bezwartościowy.
Tak napisać można o każdym, kogo się nie lubi lub na kogo dostało się zlecenie.
Znajdują się za to fragmenty mające zohydzić głównego bohatera, sprawdzić, by stracono do niego zaufanie. To czyni tekst zwykłym paszkwilem.
Zapytajmy więc dziennikarzy tego tekstu – Dlaczego nie podajecie nazwisk bohaterów, którzy wyprowadzali Węgrzynka, z jakiego miejsca? Z jakiego biura? Może zdradzicie publiczności, gdzie pracował w 2017 roku Węgrzynek? I gdzie tamtej wiosny miał biuro i rzekome barwnie opisane naszywki GROMu?
Nie odpowiecie. Bo to wszystko są kłamstwa, które opisujemy bardzo skrupulatnie w naszym prawdziwym artykule
#Bronimyprawdy.
Warto jeszcze nadmienić, iż niejaki Kamil Dziubka, autor tekstu, od jakiegoś czasu nękał i stalkował Angelikę Jarosławską Sapiehę. Codziennie wchodził na jej profile społecznościowe i próbował za wszelką cenę zdobyć serce jasnowłosej bussineswoman. Kiedy odrzucony absztyfikant poczuł gorzki smak porażki, zaczął atakować w sposób niebywały młodą kobietę, wykorzystując do tego narzędzia medialne.
Zacznijmy więc odkrywać fakty, podając – w odróżnieniu od dziennikarzy Onetu – nazwiska, daty i miejsca:
Za pieniądze, kupują stanowiska, funkcjonariuszy, ba – nawet ministrów.
Potrafią finansować bankiety, na których bawią się prokuratorzy, sędziowie czy komornicy.
Opłacają dziennikarzy, czy nawet sponsorują media by pokazać rzekomą uczciwość tych, których natychmiast powinno się odizolować od społeczeństwa.
W Polsce można nawet kupić akt łaski u Prezydenta RP.
Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość nieświadomych Polaków.
Dzisiaj w Polsce można zniszczyć każdego. Powstają fundacje i organizacje, które na zlecenie uruchamiają farmę trolli, by te niszczyły niewygodnych działaczy, konkurentów czy polityków. Ba nawet w samym Sejmie RP takie fabryki trolli skopiowano i pieniądze publiczne, pochodzące z pieniędzy ciężko wypracowanych przez Polaków przekazywane są na niszczenie… niewygodnych Polaków.
Dzisiaj publikujemy kolejną część informacji na temat osób, przestępców, których dosięgła ręka sprawiedliwości. Osób, które postanowiły za wszelką cenę zniszczyć człowieka, który przez lata pracował na rzecz Rzeczypospolitej.
Dariusz Wójcik często chwali się, że do chrztu podawał go sam Kiszczak.
Jak to się stało, że taki młokos otwiera w sercu Stolicy ekskluzywne burdele z byłymi oficerami Urzędu Ochrony Państwa, a w spółkach ma osoby z różnych służb?
Do burdeli, gdzie zatrudniane są Polki, Ukrainki i Tajki dołączony jest serwis wyjazdowy, którego ochroną zajmują się byli policjanci i GROM-owcy.
Burdele wyposażone są w ukryte kamery – takie same jak w burdelach afery podkarpackiej, aby zachowywać w pamięci (często potem wykorzystywane) upojne chwile; polityków, księży, funkcjonariuszy a także biznesmenów z pierwszych stron gazet.
Dariusz Wójcik do swego burdelu sprowadza często niepełnoletnie Ukrainki i Tajki; jako wyborny czy ekskluzywny towar. Również trunki są nie byle jakie.
Dziewczyny wiedzą co zamówić, a barman w zasobach ma unikalne medykamenty, które doprowadzają mężczyzn do szaleństwa.
Kiedyś okradzeni prezesi oskarżali te miejsca, gdy pod wpływem narkotyków czy tabletek zostawiali w tych lokalach za noc po kilkaset tysięcy złotych.
Parę lat temu było głośno o tym procederze z członkami rady nadzorczej jednej ze spółek skarbu państwa.
Do agencji towarzyskich – burdeli „Hustler” i „VegasClub” często zaglądają nietuzinkowi goście.
Wójcik dba o nich jak o perełki – pielęgnuje, częstuje szampanami za kilkaset złotych. Dariusz Wójcik- suteren opowiada swoim gościom różne nieprawdopodobne historie, ale też dzięki swojej wyobraźni i fantazji rozwija kolejne firmy.

Zdj – zródło: PAP
Szczyci się Centrum Nurkowym Dive4Fan, firmę eventową Loft44, zakłada salon urody i kosmetyczny, pizzerie, firmę IT, a także działalność detektywistyczną.
Często wymienia barmanów i bramkarzy, choć jednego sobie upodobał najbardziej.
Z bramkarzami często się nie rozlicza twierdząc, że wszyscy go oszukują. Trzeba przyznać, że bramkarz za noc w pracy u Wójcika potrafił wyciągnąć całkiem sporą sumę.
Wójcik dorabia się wielkich pieniędzy, w jego stajni samochodów znajdują się bardzo ekskluzywne limuzyny: Maybachy, BMW, czy AUDI.
Dariusz Wójcik to niewysoki, szczupły blondyn, cherlawy i bojaźliwy. Dlatego opłaca funkcjonariuszy, którzy pilnują jego biznesu, zwłaszcza kiedy dostarczany jest „towar”.
Ekskluzywny „towar” kosztuje oczywiście sporo więcej i jest dla najwyższych elit.
Kiedy poznaje Jacka Kowalika, byłego oficera GROMu zaczyna się między nimi wielka przyjaźń. Oczywiście oparta o kasę.
Kowalik jest częstym gościem nocnych klubów Wójcika, korzysta z wszystkich atrakcji burdelowych komnat. Często robi w nich burdy, kiedy wypije za dużo. Chwaląc się historią jak z Jamesa Bonda
Wójcik wtajemnicza Kowalika w przestępczy proceder. Zakładają też fundację poświęconą byłemu założycielowi GROM ppłk Leszkowi Drewniakowi.
Wójcik wyposaża fundację w sprzęt, samochody. Kowalikowi kupuje nową brykę AUDI Q7.
Pracownicy nocnych klubów Dariusza Wójcika – barmani oraz zaufane dziewczyny faszerowali nieświadomych niczego klientów substancjami odurzającymi, aby Ci tracili kontrolę i wydawali więcej pieniędzy.
Dariusz Wójcik chwali się na lewo i prawo burdelowskimi zdobyczami, pozostawionymi przez gości domu uciech. Sam często korzysta z blachy policyjnej.
Wśród klejnotów koronnych pozostawionych przez bywalców można było znaleźć legitymacje poselskie, paszporty dyplomatyczne, odznaki funkcjonariuszów Policji, ABW, Urzędów Skarbowych i innych.
Ekipa X zaczyna swoją przestępczą działalność. Kowalik do współpracy zaprasza byłych komandosów, którzy są oskarżeni w procesie zabójstwa cywili w Nangar Khel – plutonowego awansowanego do stopnia sierżanta (chyba za mord na cywilach) Tomasza Borysiewicza i starszego szeregowego rez. Damiana Ligockiego. Tak dorabiali żołnierze, którzy żalili się prasie, że, nie mają na chleb. Błagali Dudę o ułaskawienie.
W Nangar Khel tak naprawdę strzelali do cywili jak do kaczek. Sam Petelicki czytając scenariusz walk i przeprowadzenie ataku przez Polaków wycofał swoje poparcie dla morderców. Obwiniał kadrę szkoleniową, za zbyt krótkie i mało profesjonalne przeszkolenie żołnierzy, którzy wyjechali na misję. Nikt z wioski nie wybaczył polskim żołnierzom mordu na cywilach, jak pisała Żemła w swoim artykule. Cywile ginęli w okropny sposób, a rannym nikt nie udzielił pomocy. Sami Amerykanie żądali ukarania Polaków, którzy nie podporządkowali się ani procedurom, a atak przeprowadzili bez pozwolenia.
Jednym z wielu przykładów przestępczej działalności Jacka Kowalika i Dariusza Wójcika jest relacja z Iwoną Gaweł – właścicielką Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wielokrotnie karaną za wyłudzenia kredytów bankowych i fałszowanie dokumentacji finansowej oraz ubezpieczeniowej.
W 2014 roku, w okresie, kiedy Gaweł była skazana prawomocnymi wyrokami, ze swojej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości pozbywa się niewygodnego dyrektora zarządzającego mieszkańca Szczecina.

![img](zoi4g0ibyhh41 " Zdjęcie: Dokumenty – kolejny wyrok skazujący Iwonę Gaweł za przestępstwa finansowe. Zdjęcie operacyjne.")
Jacek Kowalik z fałszywymi GROMowcami, pod bronią zmuszają dyrektora, aby podpisał wiele dokumentów, a następnie wyprowadzają go z firmy, grożąc, iż jeśli kiedykolwiek zbliży się do Iwony Gaweł znajdą go na końcu świata i „upierdolą”.

![img](ug4eax69yhh41 " Zdjęcie: Były dowódca JW GROM płk Piotr Gąstał z oficerami – przestępcami.")
Potem Iwona Gaweł płaci haracz. Można to nazwać ryczałtową opłatą za ochronę Jacka Kowalika.
W 2015 roku, już po tych wydarzeniach, Bogdan Węgrzynek zostaje prezesem zarządu ARP (pełni funkcję prezesa ARP, 8 miesięcy, następnie po wykryciu poważnych nieprawidłowości zgłasza odpowiednim organom kontrolnym spółkę ARP).
Gdy dołącza do firmy na prestiżowe stanowisko, spółka z pozoru wygląda wzorowo, co więcej – jest promowana przez agencje rządowe, takie jak PARP i NCBR, czy nawet Ministerstwo Gospodarki co skutecznie zachęca go do podjęcia tego wyzwania.
Po jakimś czasie i analizie sytuacji firmy, widzi, iż w firmie są nieprawidłowości, a co więcej – wyłudzone zostały milionowe dotacje unijne, oszukiwani są podwykonawcy. Na zaproszenie Iwony Gaweł w firmie pojawiają się wątpliwe osoby.
Bogdana Węgrzynka przed działalnością Iwony Gaweł zaczyna także ostrzegać wiele osób.
Kiedy Węgrzynek dla Iwony Gaweł i Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości organizuje pierwszy Światowy Kongres Klastrów w Dąbrowie Górniczej, przed wydarzeniem odbywa się konferencja prasowa. Po transmisji konferencji przez TVP, Węgrzynek dostaje wiele informacji iż Iwona Gaweł oszukała wiele osób i jest w świecie śląskiego biznesu „persona non grata”.
Bogdan Węgrzynek zarządza kontrolę w spółce ARP.
Iwona Gaweł zaczyna go szantażować, iż jeśli nie zatrzyma kontroli, to ona nie wypłaci pieniędzy za Światowy Kongres Klastrów, które zostały przelane na konto ARP od partnerów m.in. od Marszałka Woj. Śląskiego, Prezydenta Dąbrowy Górniczej czy innych sponsorów w wysokości kilkuset tysięcy złotych.
Pod nieobecność Węgrzynka do firmy wchodzą – jak oznajmia Iwona Gaweł – „funkcjonariusze CBŚP”, którzy zabierają komputer i twardy dysk z gabinetu Węgrzynka.
Potem okazuje się, iż byli to podający się za funkcjonariuszy Policji: Jacek Kowalik oraz Dariusz Wójcik…
Rzekomo chodziło o współpracę ARP z Prezydentem Żor. Faktycznie – Gaweł angażowała się w kampanię wyborczą prezydenta Żor Waldemara Sochy, a sam Prezydent pojawiał się w ARP kilkukrotnie na spotkaniach w cztery oczy z Gaweł. Socha, jak i przewodniczący rady maiasta bardzo blisko współpracowali z ARP. Sam przewodniczący Kosztyła był mecenasem w ARP.
Kiedy Węgrzynek wrócił z wyjazdu do ARP, Iwona Gaweł pokazała dokumenty z policji z nakazem wejścia i przeszukania pomieszczeń. Węgrzynek w tajemnicy przed Gaweł skontaktował się z policją. Okazało się, że nic takiego nie miało miejsca.
Po tym fakcie, powiadomił także ABW i funkcjonariuszy o sytuacji, która miała miejsce w ARP, szantażach Iwony Gaweł oraz o wszystkich nieprawidłowościach spółki, które jak należy zaznaczyć, miały miejsce przed jego dołączeniem do spółki ARP.
Iwona Gaweł informuje, że ktoś zgłosił donos i pokazuje dokument wystawiony przez CBŚ. Jak się okazało, dokument był podrobiony przez grafika Dariusza Wójcika.
Od swoich informatorów B.W. dostaje informacje, iż w burdelu Dariusza Wójcika wymieniane są maile między Iwoną Gaweł a Dariuszem Wójcikiem i Jackiem Kowalikiem. W klubie Hustler spotykają się także byli żołnierze z Nangar Khel. Razem obmyślają plan wejścia do ARP i strategię zastraszenia prezesa Bogdana Węgrzynka.
Kiedy Węgrzynek przesyła otrzymane informacje do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zaczyna się pełny monitoring działalności Iwony Gaweł, Dariusza Wójcika, Jacka Kowalika oraz opłacanych przez przestępców funkcjonariuszy policji i ABW.

Zdjęcie: Dokumenty – kolejny wyrok skazujący Iwonę Gaweł za przestępstwa finansowe. Zdjęcie operacyjne.
Pod nieobecność Węgrzynka, do ARP przyjeżdżają Wójcik i Kowalik. Iwona Gaweł żali się, iż jest osaczona przez Węgrzynka.
Panowie przyjeżdżają swoimi Q7, opowiadają, że zaangażują do tego więcej osób, zwłaszcza byłych funkcjonariuszy służb, oraz byłych oficerów Policji i ABW.
Za kwotę 500 000 zł chce pozbyć się Węgrzynka z Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Iwona Gaweł zdradza również, iż jej życiowym partnerem jest były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.
Stało się jasne, dlaczego Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości Iwony Gaweł tak dobrze wyglądała na pierwszy rzut oka. I dlaczego miała tak dobre referencje.
Jerzy Stępień skutecznie wspierał swoją kochankę. Pomagał Iwonie Gaweł uniknąć wyroków skazujących za swoje poczynania, bowiem za swoją przestępczą działalność powinna bezwarunkowo siedzieć w zakładzie karnym.
15 kwietnia 2015 roku odbywa się w Katowicach kolejna edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Funkcjonariusze monitorujący Gaweł, Kowalika i Wójcika montują swoje urządzenia w II budynku należącym do ARP, który wynajmowany jest przez firmę SYRION.
W Katowicach agenci ABW spotykają się z Węgrzynkiem informując, iż tego dnia planowana jest akcja w ARP, ale funkcjonariusze informują go, że wszystko monitorują i zabezpieczają.
W momencie, kiedy Węgrzynek rozmawia z funkcjonariuszami dzwoni Iwona Gaweł, myśląc iż Węgrzynek jest obecny na kongresie. Faktycznie Węgrzynek brał udział w kongresie, ale funkcjonariusze poinformowali go, iż to idealna okazja, by rozpracować Iwonę Gaweł i jej kolesi.
Już w Katowicach funkcjonariusze ABW podłączają i zabezpieczają podsłuch i radiolokator Węgrzynkowi. Do ARP jedzie zgodnie ze wskazówkami z drugą osobą, aby pokazał obiekt i przeszedł się po się po inwestycji. Chodzi o to, aby funkcjonariusze mieli czas dokładnie sprawdzić sprzęt i odsłuch zainstalowany na Bogdanie Węgrzynku.
Kiedy przyjeżdża do Agencji służbowym samochodem i z auta wychodzi z nim kolejna osoba, Gaweł, Kowalik i Wójcik są w wielkiej konsternacji.
Węgrzynek wchodzi do ARP i przedstawia Iwonę Gaweł. Rozmawiają chwilę, ale nie sposób nie zauważyć bladej, jąkającej się Iwony Gaweł, która jest wręcz sparaliżowana.
Węgrzynek znów zgodnie ze wskazówkami agentów ABW wychodzi z budynku głównego. Wchodzi do budynku, który wynajmuje SYRION, znajdującego się naprzeciw biura Gaweł. Funkcjonariusze ponownie sprawdzają sprzęt, odsłuchują, kiedy Węgrzynek rozmawia z właścicielami Syrionu. Agenci proszą, aby przeszedł się on jeszcze po inwestycji, elektrociepłowni ORC, budowanej przez Gaweł aby mieli trochę więcej czasu. Agenci czekają na kolejnego operacyjnego busa. Ustalają porządek działań wedle wcześniejszych procedur. Agenci ABW informują, że są w gotowości do natychmiastowego wejścia.
Proszą o rozwagę, ponieważ przestępcy są wyposażeni w broń palną.
Kiedy Węgrzynek wchodzi na plac budowy, widzi rozlokowane samochody: dwa AUDI Q7 Kowalika i Wójcika, oraz samochody byłych żołnierzy Nangar Khel oraz dwóch innych osób. Funkcjonariusze postawili na ochronie również swoich ludzi, aby mogli na bieżąco śledzić rozwój sytuacji.
Kiedy Bogdan Węgrzynek dostaje właściwy sygnał, z zaproszonym gościem wchodzą do Agencji.
Po chwili rozmowy Węgrzynek prosi dyrektora zarządzającego Jerzego Kozubskiego, aby z gościem pojechał do restauracji na obiad.
Iwona Gaweł zaczyna szlochać, że już nie ma siły na to wszystko, że agencja jest w fatalnym stanie, że te oskarżenia co do niej są wymyślone, że nigdy nie była karana, etc.
Iwona Gaweł chce zapłacić nawet milion złotych, aby Bogdan Węgrzynek wyniósł się z Agencji.
Ten staje się dla niej bardzo niewygodny. Węgrzynek naciska na Iwonę Gaweł, aby ta rozliczyła się ze swoimi podwykonawcami np. TT SOLAR, z panem Gutowskim, z Toper Bud, panem Nieużytkiem z firmy budowlanej, z firmą SYRION, gdzie posługiwała się fałszywymi fakturami, firmą od ociepleń czy firmy cateringowej Gastro oraz firmy, która instalowała elektrykę. Oszukanych firm przez Iwonę Gaweł jest naprawdę wiele. Jednym z prawników, którzy prowadzą procesy przeciwko Iwonie Gaweł i ARP jest kancelaria adwokacka KBZ i Partnerzy, Krzysztofa Żuradzkiego z Katowic.
Węgrzynek prosił, aby ta spłaciła Światowy Kongres Klastrów, który odbył się w Dąbrowej Górniczej. Na ten kongres klastrów bowiem pieniądze od partnerów i sponsorów wpływały na konto ARP do których dostęp miała Iwona Gaweł i jej córka Dominika Gaweł, która w tym czasie była członkiem zarządu i jedną z księgowych ARP. Były to pieniądze m.in. od Marszałka Woj. Śląskiego, Prezydenta Dąbrowy Górniczej oraz innych sponsorów. W sumie ponad kilkaset tysięcy złotych.
Po przyjeździe dyrektora Kozubskiego z gościem, Węgrzynek miał pojechać do Katowic i kontynuować udział w kongresie. Jednak poprosił dyrektora, aby ten odwiózł gościa na miejsce Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Iwona Gaweł i jej grupa amatorów oddychają z ulgą, nie mają pojęcia, że od samego rana są na pełnym monitoringu.
W sekretariacie zostaje asystentka Iwony Gaweł, Magdalena Mazurek.
Hasłem do wejścia funkcjonariuszy ABW, miało być wypowiedzenie słów „co robisz schowaj tą broń”.
Po kilku minutach do biura Iwony Gaweł wchodzi sutener z Warszawy Dariusz Wójcik z Jackiem Kowalikiem.
Od zewnątrz blokują drzwi Borysiewicz i Ligocki.
Sutener przedstawia się jako były GROM-owiec i człowiek ze służb, który z Kowalikiem brał udział w operacjach w Iraku i Afganistanie. Kompletnie nie ma pojęcia, iż Węgrzynek dokładnie wie kim on jest.
Wymachuje odznaką ABW i mówi o „Kisielu” (byłym operatorze GROM), który zawsze był nieudacznikiem i alkoholikiem, który w GROMie jest nikim.
Kowalik mówi jasno, że Iwona Gaweł jest pod ich ochroną.
Gaweł przynosi dokumenty do podpisu, aby ten złożył podpisy i wyniósł się z Agencji.
Dokładnie tak jak w scenariuszu, kiedy właścicielka ARP pozbywała się rok wcześniej byłego dyrektora.
Niestety nic nie idzie po jej myśli.
Jacek Kowalik prosi, aby Bogdan Węgrzynek nie robił zamętu i problemów. Wójcik zaczyna się histerycznie zachowywać, widząc, że Węgrzynek pozostaje na te groźby obojętny.
Do pokoju wchodzą Borysiewicz i Ligocki. Ligocki, wytatuowany goguś stara się być groźny, ale to Borysiewicz zamierza skraść show i zaimponować zebranym.
Skazani za morderstwa cywilów Borysiewicz i Ligocki mają przy sobie broń krótką.
Borysiewicz, prezentuje się jak największy cham klnąc i sapiąc. Takim kowbojskim grymasem wykrzyczał, iż zabijał już ludzi na misjach i nie zawaha się zabić kolejnej osoby.
Węgrzynek krótko skwitował przebierańca słowami: Jesteś za wielkie zero i nie rzucaj kurw tutaj przy mnie.”
Wywiązała się mała szarpanina, w trakcie której Węgrzynek chwycił za szyję nieustraszonego Borysa, który w sekundzie był blady jak właścicielka ARP Iwona Gaweł. Ligocki pchnął Węgrzynka, a Wójcik podwinął ogon i ulotnił się z gabinetu. Uspokoił sytuację Kowalik, który grzecznie mówił o tym, aby zapanować nad nerwami.
Węgrzynkowi nigdzie się nie spieszyło. Iwonie Gaweł i wynajętym bandytom również. Węgrzynek wiedział, że ta amatorka nie będzie trwać wiecznie.
– Funkcjonariusze mieli odsłuch wszystkiego co się dzieje w ARP, a panowie byli bardzo wylewni, dając tym samym bogaty materiał nagraniowy.
Potem Węgrzynek z przestępcami wyszli tylnymi drzwiami. Wsiedli do samochodu i pojechali w kierunku mieszkania należącego do Iwony Gaweł, które znajdowało się na jednym z osiedli w Chorzowie.
Było to mieszkanie, tzw. służbowe w którym mieszkał Węgrzynek. Właścicielka ARP Iwona Gaweł wieczorami kilkukrotnie przyjeżdżała do tego miejsca, aby odwiedzić Węgrzynka, którego darzyła bardzo głębokim sentymentem.
Nie był on jeszcze wtedy świadomy żadnych jej przestępstw, a tym bardziej planów na kolejne.
Za samochodem, w którym znajdował się Węgrzynek jechał samochód operacyjny ABW, gotowy do interwencji. Kiedy przyjechali do Chorzowa, udali się w kierunku mieszkania śmiejąc się pod nosem. Węgrzynek zabrał swoje rzeczy i wyszedł.
Borysiewicz i Ligocki, którzy towarzyszyli Węgrzynkowi nawet byli zdziwieni zachowaniem Węgrzynka. Nagrana została z tego momentu ciekawa rozmowa:
Kiedy zostawili go na parkingu, Borysiewicz powiedział Węgrzynkowi, żeby zapamiętał, że „Petelicki był skończoną kurwą i złamasem. Czarny też się wyłamał.” (Czarny – to pseudonim Sławomira Berdychowskiego, byłego GROMowca, założyciela i pierwszego dowódcy JW. AGAT.)
Ligocki dodał, że Petelicki niby wstawił się za nimi w procesie, ale w rzeczywistości nie zabierał głosu, kiedy go o to prosili. Na koniec dodał: „Kowalik i Wójcik ciebie zniszczą i pamiętaj, że pomimo, że trzymasz się blisko z GROMowcami, to jest ekipa, która w tym świecie rządzi.”
Węgrzynek odpowiedział grzecznie – Jestem wychowankiem Petelickiego, jestem człowiekiem honoru – dopadnę Was wszędzie. Gdyby Petelicki żył, pokazałby Wam, co to znaczy podszywać się pod GROM, a Kowalika nauczyłby pokory.
W służbach specjalnych o Borysiewiczu i Ligockim mówiono mało delikatnie – „chujopląty”, co oznaczać miało przebierańców, podających się za rzekomych specjalsów.
Po odjeździe przebierańców, po kilku minutach podjechał samochód operacyjny ABW i zabrał Bogdana Węgrzynka do Katowic do hotelu, gdzie spisali całą sytuację.
Następnego dnia Węgrzynek złożył szerokie zeznanie w prokuraturze.
Trzy dni później, złożył także zawiadomienie do CBA, Urzędu Skarbowego, NFOŚiGW, WFOŚiGW, PARP, oraz NCBiR.
Od tego czasu Kowalik, Wójcik, Ligocki i Borysiewicz byli pod kontrolą funkcjonariuszy.
Panowie posługiwali się fałszywymi dokumentami przeprowadzali kolejne usługi.
Powoływali się na wpływy w Instytucjach państwowych i u znanych polityków. Podszywali się pod funkcjonariuszy służb i policji.
Sam Węgrzynek 10 października 2017 r. doprowadził do głośnego zatrzymania na gorącym uczynku 4 osób w tym Dariusza Wójcika, kiedy ci przyjmowali 100 000 EURO łapówki w burdelu ochranianym przez Kowalika o nazwie HUSTLER. Tym razem powoływali się na wpływy w Ministerstwie Sprawiedliwości. To była tylko część pieniędzy z 4 000 000 nowego haraczu którego zażądał Wójcik.
Podczas tej zakrojonej akcji funkcjonariuszy CBA na Nowym Świecie, otoczyli burdel HUSTLER, ze wszystkich stron. W akcji brało udział wielu antyterrorystów. Kiedy w centrum Warszawy słychać było potężny huk ładunków wybuchowych to był sygnał rozpoczęcia nietuzinkowej akcji antyterrorystów. Drzwi niemal rozniosły się na strzępy, słychać było dźwięki rozbijanego szkła.
Tętniący życiem Nowy Świat usłyszał dźwięk rozbijającego się szkła i huk strzałów.
Wejście było wielkim pokazem kunsztu antyterrorystów – mówił Dawid S.
Uzbrojeni przestępcy byli zaskoczeni całą sytuacją.
Zatrzymano także funkcjonariusza policji, który współpracował z bandytami.
Kiedy Dariusz Wójcik, po dłuższych „wakacjach” wyszedł z więzienia, oznajmił wszem i wobec, że dopadnie Węgrzynka za wszelką cenę.
Nawiązał kontakt z kolejnym przestępcą, którego również rozpracował Bogdan Węgrzynek – Jackiem Pieńczakiem.
Pieńczak to przestępca mieszkający w Wolsztynie koło Poznania.
Jacek Pieńczak trudni się m.in. handlem bronią, wyłudzaniem podatku VAT i AutoCasco poprzez rozbijanie ekskluzywnych samochodów należących do swojej małżonki, Anity Karcz. Pieńczak współpracuje także z GROM-owcami, z jednym z nich – Wiesławem Woźnicą ma również spółkę BERLOPAC.
Pieńczak opłacał funkcjonariuszy CBA z Lubelskiej Delegatury strasząc najpierw swojego szwagra, a potem GROMowca Andrzeja Kusiołka „Kisiela”.
Coś musiało pójść nie tak z Iwoną Gaweł. Może przestała płacić haracz?
Ponieważ bandyci, którzy mieli zajmować się jej ochroną zaczęli publikować jej filmy erotyczne, na różnych portalach społecznościowych.
Sam Jacek Pieńczak zaczął opłacać dziennikarzy w tym znanego w świecie dziennikarstwa Piotra Nisztora, który dosyć, że zaprosił Pieńczaka na audycję do Polskiego Radia, prezentując go jako biznesmena to niejednokrotnie na swoim oficjalnym Twitterze pisał pochwalne peany o nim samym.
Nisztor również na jednym ze swoich oficjalnych portali społecznościowym chwalił się zdjęciem z karabinkiem ze strzelnicy należącej do Jacka Pieńczaka.
Tak właśnie wygląda dziennikarstwo w wykonaniu Nisztora.
Kilka dni później Nisztor opublikuje na Twitterze jedno z prywatnych zdjęć, okraszone komentarzem pełnym insynuacji. Zdjęcie jest skradzione z komputera pewnej osoby, która na nim widnieje. Nisztor opisuje zdjęcie jakoby było wykonane na Mazurach, co okazuje się nieprawdą.
Co ciekawe, zdjęcie to najpierw opublikowane było pod fikcyjnym kontem z nickiem WhiteDevil – opublikował je Jacek Pieńczak.
Erotyczny film w roli głównej z Iwoną Gaweł opublikowany w internecie przez Jacka Pieńczaka na profilu, który został dzięki prokuraturze usunięty, również obnażył innego dziennikarza mediów publicznych – Jacka Łęskiego.
W programie TVP Alarm! Jacek Łęski przedstawia Iwonę Gaweł jako ofiarę Bogdana Węgrzynka. W tle programu słychać przestraszony głos Gaweł. Ciekawe jest jednak to, że współpracownik UOP tzw redaktor Łęski nie natrafił na rzeczywistych poszkodowanych przez Iwonę Gaweł.
Były współpracownik UOPu i ABW Jacek „REDAKTOR” Łęski szykanował i próbował zdyskredytować Węgrzynka, umieszczając wypowiedź Iwony Gaweł o tym, jak to jest przez niego prześladowana. Łęski oprócz programu TVP Alarm, współprowadzi w TVP kontrowersyjny program „Studio Polska” z prominentką PiSu, a prywatnie nawet bardzo bliską jego przyjaciółką Magdaleną Ogórek. Wielokrotnie z tego programu usuwano niewygodnych gości, którym za wszelką cenę chciano zamknąć usta. W jednym z programów jeden z uczestników nie wytrzymał i przed kamerami na żywo powiedział, że Łęski szczuje na Polaków. Bardzo blisko zaprzyjaźniona z Łęskim współprowadząca stanęła w obronie Łęskiego strasząc gościa PiSowskimi sądami.
Dariusz Szymczyk i Waldemar Bozigórski
![img](ekm5nig2yhh41 " Zdjęcie – Bandyci zatrzymani na gorącym uczynku przez agentów CBA. Zródło: Gazeta.pl")
#grom #piotrgąstał #jwgrom #nangarkhel #kłamstwoonetu #onet #bogdanwęgrzynek #onetbogdanwęgrzynek
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2020.02.17 15:39 BlackDevil13 Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą oraz seryjnym oszustem.
Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem?
O tym, jak sprzedajny pseudodziennikarz godzi w Państwo Polskie.
Opisywaliśmy przestępcę Jacka Pieńczaka, a przede wszystkim rozpracowywaliśmy go od paru lat, kiedy to doprowadził wraz ze skorumpowanymi funkcjonariuszami CBA do pokazowego zatrzymania i pomówienia naszego przyjaciela Andrzeja K. Kisiela za rzekome przyjęcie łapówki.
Po naszym ostatnim artykule, przestępca Jacek Pieńczak pisał oświadczenia na swoich profilach. Pisała też także jego żona Anita Karcz, która za paznokciami ma nie tylko układowy związek małżeński z Pieńczakiem, ale też na nią zarejestrowane są firmy, którymi zarządza Pieńczak, jak i ekskluzywne samochody, które były rozbijane, aby wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia AutoCasco.
Jeśli chodzi o Rafała Miałkińskiego vel Witkowskiego to Bogdan Węgrzynek starał się pomóc – „schorowanemu na raka”, jak się później okazało – seryjnemu naciągaczowi, który naciągnął na przygotowane na bardzo niskim poziomie, lub niewykonane wcale realizacje telewizyjne kilkanaście osób oraz poważne instytucje państwowe.
W tej chwili dostajemy dziesiątki maili w związku z przekrętami zarówno Jacka Pieńczaka, jak i Rafała Witkowskiego.
Witkowski się nie spodziewał, że Węgrzynek ma tak wiele osób, które będą walczyć o jego dobre imię.
W pewnej chwili i sami myśleliśmy, że Witkowski będzie sprzedawał produkcje TV do Polsatu, ale i to okazało się oszustwem producenckim Witkowski Team.
Co łączy ich z Piotrem Nisztorem – Samozwańczym dziennikarzem śledczym?
Ano łączy ich między innymi opłacane przez przestępców audycje radiowe w publicznym radiu, prowadzone właśnie przez Piotra Nisztora.
Czy w Polsce dziennikarz, wykorzystując publiczne radio, może przestawiać zmanipulowane informacje?
Czy może manipulować informacją, czy wprost kłamać tak, aby oczernić, czy wyśmiewać osoby, które dla Rzeczypospolitej Polskiej społecznie pracowały przez wiele lat?
Czy dziennikarz publicznego radia może nie sprawdzać informacji, które pojawiają się w tak szanowanej polskiej instytucji, na której dobre imię solidnie pracowały przez dziesiątki lat pokolenia polskich dziennikarzy, w tym wiele znakomitych osobistości?
Piotr Nisztor wpisał się tym w propagandę, jaką uprawia dziś Telewizja Polska, która raz za razem przeprasza na swojej antenie zaszczutych polityków opozycji.
Chcemy przytoczyć kolejne fakty z życia zarówno Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego.
Rafał Witkowski, działając z byłym tajnym współpracownikiem i donosicielem Urzędu Ochrony Państwa jak i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jackiem Łęskim, posługiwał się kłamstwami w systemie dokładnie takim, jak to dawniej robiły komunistyczne służby.
Jacek Łęski był szeroko opisywany przez rzetelnych dziennikarzy, jak i oficerów operacyjnych dla których pracował. Oszukiwał też Skarb Państwa, gdy prowadził agencję PRową współpracując przy tym z gangsterami ze wschody w tym Rosji. Dziś prowadzi programy telewizyjne w TVP, które starają się wykończyć czy też zniszczyć inaczej myślących niż Jarosław Kaczyński czy Jacek Kurski.
Jest o nim i teraz głośno, ponieważ ostatnio wyrzucił ze studia Telewizji Polskiej przedstawiciela opozycji, który stwierdził fakt, iż Jacek Łęski wykorzystując „program TVP szczuje na Polaków”.
W związku z tym, iż przekazaliśmy do Prokuratury Krajowej i Ministra Sprawiedliwości oraz innych służb zajmujących się bezpieczeństwem Państwa informacje i zdjęcia dotyczące zarówno działalności Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego, przekazujemy tylko parę zdjęć na dowód wiarygodności przedstawianych faktów, w którym uczestniczą również funkcjonariusze służb.
Jacek Pieńczak na co dzień przemieszcza się po ulicach z ostrą bronią zastraszając niewygodnych świadków.
Warto dodać, że Jacek Pieńczak jest narkomanem i alkoholikiem. Przyjmuje heroinę.
Toczą się właśnie kolejne postępowania, mówiące o tym, iż Jacek Pieńczak poprzez swoje stowarzyszenie wyłudza dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej na rzekome szkolenia przeprowadzane przez nieuprawnione do tego osoby.
Dlaczego dziennikarz Polskiego Radia zaprasza do czasu antenowego seryjnego naciągacza?
Czy chodzi tylko o pieniądze?

Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Aresztowanie Jacka Pieńczaka. Pomimo że aresztowany był kilkanaście razy, m.in. 5 kwietnia, nie przeszkadzało to Piotrowi Nisztorowi aby zapraszać go jako gościa głównego na antenę Polskiego Radia.
Zdj: Radosław Wajs – pracownik firmy CampX Jacka Pieńczaka. Na polecenie Jacka Pieńczaka rozbijał samochody. Woził również pieniądze dla skorumpowanych funkcjonariuszy CBA.
Zdj: Samochód marki Machindra, załatwiony przez Dowódcę GROMU Piotra Gąstała dla Jacka Pieńczaka za kwotę 12 000 zł.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Wracając do Rafała Witkowskiego, w audycji Piotra Nisztora Witkowski opowiada, jak to poznał Bogdana Węgrzynka i jak przebiegała współpraca z nim.
Interesującym jest, iż na antenie Polskiego Radia poświęca się tak wiele cennego czasu rzekomo nic nieznaczącemu przedsiębiorcy, jakim jest Bogdan Węgrzynek.
To jednak ma wielkie znaczenie. Piotr Nisztor i Rafał Witkowski mają w tym cel.
Jak łatwo sprawdzić i o czym mówią dostępne dowody, Witkowski od początku z premedytacją kłamał we współpracy z Węgrzynkiem.
Wieloletnie działanie Rafała Witkowskiego, które opisują oszukane przez niego osoby, to naciąganie przedsiębiorców na zakup rzekomych realizacji telewizyjnych. Część osób nigdy tych realizacji nie otrzymała (Jak Pan Radosław Pyffel, Bogdan Węgrzynek, Rafał Zborowski), część otrzymała materiał na tak niskim poziomie, że domagała się reklamacji i zwrotu pieniędzy.
Nowa Tożsamość
To nie wszystkie „osiągnięcia” Rafała Witkowskiego.
Witkowski do klubu POLONIA przyprowadził rzekomych inwestorów z Afryki. Mało tego, to posługiwał się wtedy (czyli w 2012 roku) zmyślonym nazwiskiem, przedstawiając się jako Rafał Małkiński.
Zdradza to między innymi także profil na Goldenline.
Wtedy Rafał Witkowski chodził z koszulką Mistrzostw Świata w Kick-boxingu i wszystkim rozpowiadał, że to właśnie było uwieńczenie jego kariery sportowej, że dla Polski zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Świata, które odbywały się w Budapeszcie.
Myślał, że wszyscy wierzyli w te bajki, tyle tylko, że Marian Scyborowski, który zadawał mu pytania na Polonii odnośnie kick-boxingu, zauważył, że Witkowski nie umiał odpowiedzieć na pytania, kto to jest Marek Piotrowski, czy w jakiej sekcji trenował.
Z klubu POLONIA pogonili go zarówno działacze jak i kibice…
Przekręt antenowej gwiazdy Piotra Nisztora w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej
Podobno kłamca mówi prawdę tylko wtedy, kiedy się pomyli.
Rafał Witkowski na antenie Polskiego Radia mówił także o realizacji telewizyjnej z Kongresu Klastrów w Sejmie RP, którą podobno przeprowadził.
Kolejne kłamstwo. Ponieważ choć przyjął pieniądze od wiceprezesa zarządu Związku Pracodawców Klastry Polskie Jarosława Bulandy, to nigdy wykonywana przez oszusta realizacja nie ujrzała światła dziennego (co swoją drogą było typowym modus operandi Witkowskiego).
Co więcej, nikt kto żyw nie miał okazji zobaczyć zrealizowanego przez Witkowskiego materiału, choć ten wymienił kilka swoich domen, na których oglądalność była fenomenalna. Tam miały pojawić się materiały. Miały, ale się nie pojawiły.
Wtedy też Rafał Witkowski przepraszał za swoja pracownicę Ewę Adamus, która wydzwaniała do Węgrzynka i Sobieraja, ostrzegając przed swym pracodawcą i mówiąc, że i ją oszukał.
Rafał Witkowski – Nikodem Dyzma Szklanego Ekranu
Rafał Witkowski wiedział dokładnie jak robić, by się nie narobić\*
*i jak wykorzystać do tego Sejm RP.
Na żywo relacja z kongresu była prowadzona za pośrednictwem umieszczonej na stałe sejmowej kamery w Sali Kolumnowej, a nie – jak twierdził Witkowski – za jego pośrednictwem.
Ba – Witkowski nie umiał się wpiąć w kabel techników pracujących w Sejmie.
Natomiast realizację z Kongresu Klastrów zrobiła inna firma, współpracująca z rzeszowskim klastrem pod przewodnictwem Dariusza Tworzydło, który zajmował się public relations kongresu.
Rafał Witkowski aka Dyzma znów chciał wyciągnąć łatwe pieniądze od organizatorów, ale Ci zwyczajnie go pogonili.
Dariusz Tworzydło odpowiedzialny z public relations nawet nie odpisał Witkowskiemu na propozycję współpracy. Choć w materiałach, które rozsyła do potencjalnych klientów Witkowski chwali się stałą współpracą z Kongresem Klastrów od 2012 roku, to należy wyraźnie zauważyć, że tak naprawdę nigdy jej nie było.
W ten sposób Rafał Witkowski przedstawia współpracę z ministerstwami czy Kancelarią Premiera, pomimo, że nawet nie chciano go wpuścić ze sprzętem nagraniowym do Sejmu RP.

Zdj: Kłamstwa w portfolio Rafała Witkowskiego vel Małkińskiego.

Zdj: Kłamstwa Rafała Witkowskiego w portfolio ciąg dalszy.
Musiał interweniować Bartłomiej Bodio, który w tym czasie był przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Polityki Klastrowej.
Zresztą sprawdziliśmy i w kancelarii premiera i ministerstwach, także w instytucjach państwowych, jak wyglądała współpraca z producentem TV Rafałem Witkowskim vel Małkińskim.
Jerzy Buzek
Kolejną realizacją miało być nagranie wypowiedzi profesora Jerzego Buzka w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej dla Bogdana Węgrzynka i współtworzonego przez niego klastrowego programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski lub jak kto woli – Rafał Małkiński znów znalazł sposób.
Udało się tylko dzięki realizatorowi z Polsatu.
To właśnie on ustawił Witkowskiemu odpowiednie światło, przygotował kamery, by później w końcu samemu stanąć za kamerą i nakręcić cenną dla programu Polska 3.0 wypowiedz Premiera.
Kamerzysta ze śmiechem parsknął „-chłopie kogo ty udajesz? do pługa, a nie do kamery” , co stało się znaną do dziś anegdotą, powtarzaną w kontekście oceny profesjonalizmu Rafała Witkowskiego w branży.
Witkowski za to nagranie oczywiście zainkasował pieniądze.
W tym samym dniu porzuciła Witkowskiego inna pracownica, która miała przeprowadzać profesjonalne wywiady w Sejmie. Witkowski wtedy stwierdził, że się do tej pracy w ogóle nie nadawała…
Kolejnymi realizacjami było nakręcenie wywiadów z cenionymi ekspertami programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski zaprosił sporą grupę ludzi związanych z programem Polska 3.0 do rzekomego „studia” na Ulicy Madalińskiego. Było to po jednej z konferencji w Sejmie RP.
Okazało się, iż rzekome studio to kawalerka wynajmowana przez Witkowskiego, z niedziałającą toaletą w małym pomieszczeniu ze stęchniętym powietrzem i obskurnym wnętrzem.
– Taki obraz ukazał się osobom, które przyjechały do Rafała Witkowskiego specjalnie na rzekomo profesjonalne przygotowane przez niego nagranie dotyczące programu POLSKA 3.0.
Oczywiście Witkowski, przed realizacją, zażądał z góry zapłaty. Było to 5 000 zł.
Jednak wstyd, którego trzeba było się najeść, zespół programu Polska 3.0 wycenił na znacznie więcej. Wszystkich doświadczonych i profesjonalnych ekspertów trzeba było przemieścić do restauracji, aby w klimatyzowanym pomieszczeniu mogli się przygotować do wywiadów, które nota bene przeprowadzała Angelika Jarosławska-Sapieha.
Witkowski Vel Dyzma i Przemysław Saleta
Wracając do rzekomego studia Rafała Witkowskiego – okazało się, że musiał od sąsiadów pożyczać stół i krzesła.
Były tak obskurne, że eksperci programu Polska 3.0 wątpili we wszystko co mówił do nich zapewniający o sukcesie przygotowywanego nagranie producent Rafał Witkowski.
Witkowski, aby podnieść morale zniesmaczonych klientów, zaczął pokazywać nagranie studia, w którym był Przemysław Saleta. Podobno był nagrywany właśnie w tej samej kawalerce, na tych samych krzesłach. Jak się później okazało, było to kolejne kłamstwo Witkowskiego, mające podziałać na wyobraźnię i morale zebranych.
Kiedy specjalista od wizerunku (jak siebie również określał) Rafał Witkowski zmontował i opublikował pierwsze nagrania, eksperci programu Polska 3.0 żądali natychmiastowego zdjęcia wszystkich materiałów, które wychodziły z tej realizacji. Wizualnie wszystko to wyglądało naprawdę bardzo źle. Angelika Jarosławska wielokrotnie pisała do Rafała Witkowskiego, aby ten ściągnął te materiały ze swojego profilu na youtube.com.
Nigdy tego nie zrobił.
Materiałów potrzebował, aby naciągać potencjalnych kolejnych nieszczęśników.
Witkowski chciał się zrehabilitować i zrobić nowe, dużo lepsze materiały. Znów za parę tysięcy złotych miał zrobić realizację w Toruniu na Welconomy Forum. Tym razem miał być pełen profesjonalizm.
Zespół programu Polska 3.0 pokrył noclegi w hotelu dla osób związanych z realizacją. Choć miał być tam tylko zespół realizacyjny, sam Witkowski zabrał ze sobą kochankę o imieniu Anita, z produkcją nie mającą nic wspólnego.
Również za to realizację dostał wynagrodzenie, ale cóż – kolejna również była nie do zaakceptowania a standard utrzymał na dotychczasowym poziomie.
Potem Rafał Witkowski pojawił się na Kongresie Klastrów, organizowanych przez Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, której właścicielem jest Iwona Gaweł.
Iwona Gaweł od razu poznała się na Witkowskim, której również Witkowski, zgodnie ze swoim standardowym modelem działania – nigdy nie pokazał żadnej realizacji.
Choć faktycznie z ekipą przyjechał.
Wtedy do organizatorów kongresu wydzwaniali ludzie, że podobno Witkowski nie rozliczył się z jakiegoś sprzętu, a dwie kamery zostały uszkodzone, chodziło o kwotę prawie 800 000 zł
Za realizację kongresu wtedy zażądał ponad 20 tysięcy zł.
Co ciekawe, realizacja ta nigdy nie pojawiła się w internecie, choć Witkowski przysięgał, że oglądalność była niesamowita.
Wtedy też Rafał Witkowski przyjechał z inną kochanką, tym razem Ukrainką.
Tak jak w poprzednim przypadku Witkowski zajmuje jeden pokój, za który tym razem to Iwona Gaweł pokrywa koszty.
I Światowy Kongres Klastrów
Organizatorzy I Światowego Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej. Wtedy okazało się, że Rafał Witkowski jest chory na białaczkę – tak przynajmniej mówił, i że te pieniądze, które jest mu winna Iwona Gaweł były przeznaczone na chemię, która akurat w jego przypadku jest jedynym wyjściem, aby mógł przeżyć.
Bogdanowi Węgrzynkowi zrobiło się Rafała Witkowskiego po prostu żal. Przyjaciółka Witkowskiego, Małgorzata Ligas przekonywała go, aby znów skorzystać z usług Rafała Witkowskiego i pomóc człowiekowi w potrzebie, dając mu zlecenie.
Rafał Witkowski obiecał wtedy, że wszystkie jego błędy zostaną naprawione i nie tylko przekaże zaległy materiał z pierwszego kongresu klastrów, ale także na najwyższym poziomie zrealizuje materiał z II Kongresu Klastrów.
Witkowski i Ligas czyli perfekcyjny Duet Krętaczy
Dyrektorem zarówno pierwszego i drugiego kongresu klastrów była Małgorzata Ligas, która miała dostęp do maili organizatorów i jak się później okazało – na prośbę Rafała Witkowskiego podrabiała podpisy osób decyzyjnych na kongresowych zleceniach.
Za to też została skazana.
To właśnie Małgorzata Ligas zaprzyjaźnia się z Witkowskim i jego żoną. Witkowski przeprowadza wszystko bardzo sprytnie.
Mami wielkimi sukcesami dwudziestoparoletnią, mieszkającą w małej wsi pod Zakopanem Małgorzatę Ligas. Dziewczyna ma marzenia, która właśnie zaczął spełniać Rafał Witkowski.
Rafał Witkowski, pomimo niewywiązywania się z umów i niezrealizowania zamówienia, wygrywa procesy sądowe.
Dziwi to organizatorów, ponieważ nigdy ani jeden, ani drugi kongres nie został przez Witkowskiego zrealizowany.
Nie dostarczył – tak jak obiecywał – żadnej realizacji nagrania na twardym dysku, ani do dnia dzisiejszego nie można znaleźć nagrań internecie (choć Witkowski zarzekał się, że nagrania tam się znajdą).
Tylko dzięki Telewizji Polskiej – profesjonalnemu nadawcy, można było oglądać I i II Kongres Klastrów, który był pokazywany na TVP Info, w wiadomościach i panoramie TVP.
Wszystkie realizacje zostały sumiennie i o czasie rozliczone z Telewizją Polską – zarówno z pierwszego, jak i z drugiego Kongresu Klastrów. Węgrzynek płaci zobowiązania chociaż na zleceniach Małgorzata Ligas podrabiała podpisy Bogdana Węgrzynka.
Kiedy Węgrzynek skierował sprawę do sądu, okazało się, iż Małgorzata Ligas nie tylko podrobiła setki podpisów pod szkoleniami i innymi dokumentami, ale także wyłudziła od Iwony Gaweł 70 000 zł.
I za ten preceder Małgorzata Ligas zostaje skazana.
Nie ma już nic do stracenia.
W tej chwili Małgorzata Ligas wraz z Rafałem Witkowskim pomawiają osoby, a Witkowski manipulując faktami, przypisuje długi Iwony Gaweł i Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości zupełnie niezależnej osobie – Bogdanowi Węgrzynkowi.
O co chodzi?
O to, aby zaatakować Bogdana Węgrzynka (który wie, jakich przekrętów dopuszcza się Rafał Witkowski) medialnie, zanim ktokolwiek zdąży sprawdzić, że są to tylko pomówienia i kłamstwa.
Witkowski nie ma problemu, aby kłamać wprost do kamery naciąga tym razem kolejne osoby dając zlecenia swojej żonie, która jest prawnikiem.
Jak nam powiedział oszukany przez Rafała Witkowskiego Norbert Pyffel – nigdy nie spotkał takiej gnidy i notorycznego kłamcy, który wprowadza w problemy finansowe i wizerunkowe przedsiębiorców i poważne organizacje.
Bogdan Węgrzynek, poprzez Rafała Witkowskiego stracił nie tylko pieniądze, ale też niektórych partnerów.
Okazało się, że poszkodowanych osób i instytucji na jego tzw. produkcji telewizyjnej jest dużo więcej…
Kolejna Tożsamość
Marzena Chołydyńska to osoba, która miała również nieprzyjemność współpracować z Witkowskim Vel Miałkińskim:
-„Ten człowiek najpierw proponował mi pracę, a potem próbował proponować mi sex. Byłam w trudnej sytuacji finansowej, a Witkowski obiecywał mi pracę w TV Polsat. Mówił, że za jego pośrednictwem na profilach facebook’owych prowadzone są transmisje premiera rządu Donalda Tuska.
Pojechaliśmy nad zalew Zegrzyński, gdzie miał mnie przygotowywać do wywiadów. Opowiadał, że administruje portal Prawy.pl i pomaga osobom w trudnych sytuacjach – zwłaszcza poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości.
Mówił, że osobiście zna się ze Zbigniewem Ziobro i ma zostać jego najbliższym doradcą, kiedy PiS dojdzie do władzy.
Świetnie nam się rozmawiało – do czasu, kiedy z samochodu Witkowski wyjął koc i mocniejsze trunki.
Powiedział, że muszę się rozluźnić, że jutro jest mój wielki dzień. Nagle zaczął się do mnie dobierać i mówić, że od pierwszego wejrzenia się we mnie zakochał. Byłam sparaliżowana. Dostał ode mnie w twarz i zaczęłam krzyczeć. Potem próbował przepraszać, a potem mnie straszyć. Mój partner podjechał pod jego studio, ale Witkowski z przerażenia nawet nie otworzył bramki.”
Krzysztof Tobisz twierdzi, iż „dobrze, że Bogdan Węgrzynek nie zapłacił Witkowskiemu za rzekomą realizację telewizyjną.
Przynajmniej on jeden, nie dał się naciągnąć. Choć i tak zapłacił Witkowskiemu za inne realizacje, z których wypłynęła amatorszczyzna.
Przy mnie Witkowski grał profesjonalistę, choć później się okazało, że wynajmował amatorów, którzy z filmowaniem nie mieli nic wspólnego, lub też sam szkolił osoby – nie mając żadnego doświadczenia.
Mnie naciągnął na produkcję telewizyjną, która miała promować sportowe wakacje. Wyszło jak wyszło…”
Sam Rafał Witkowski – powołując się iż jest dziennikarzem Onetu, wydzwaniał do osób, które rzekomo miał oszukać Bogdan Węgrzynek. – Tak Witkowski zadzwonił do mnie 21 sierpnia i przekazywał, że Węgrzynek oszukał wiele osób i zbiera informacje, kogo jeszcze mógł naciągnąć. Witkowski dostał telefon do mnie od mojej koleżanki, pracującej w Akademii Piłki Ręcznej, z którą Bogdan Węgrzynek organizował event kończący karierę Artura Siódmiaka.
To było wspaniałe przedsięwzięcie. W wypełnionej hali w Gdańsku ponad 10 000 widzów oglądało pokaz polskich piłkarzy ręcznych z najlepszymi na świecie zawodnikami tej dyscypliny. Była drużyna VIP-ów, w której zagrali w niej najlepsi sportowcy; medaliści olimpijscy i mistrzowie świata. Był także koncert nowosądeckiego zespołu. To było głośne wydarzenie, które relacjonowała Telewizja Polsat.
Sam Węgrzynek za organizację tego wydarzenia dostał wyróżnienie od ówczesnego Ministra Sportu.
Witkowski zaczął mnie straszyć, że i ja będę miała kłopoty. Zadzwoniłam wtedy do Onetu i okazało się, że Rafał Witkowski nigdy nie pracował w Onecie i nie ma z tym portalem nic wspólnego.
Widziano potem Rafał Witkowskiego kilkakrotnie z Jackiem Łęskim, w tym na konferencji prasowej, gdzie Łęski pojawił się z Witkowskim by zaatakować Angelika Jarosławską-Sapiehę.
Jak powiedział nam dziennikarz śledczy rozpracowujący Witkowskiego, Jacek Łęski wraz z Witkowskim przygotowali atak, który miał spowodować pogrążenie Jarosławskiej-Sapiehy.
Atakowano ją oczywiście bezpodstawnymi zarzutami – kłamstwami, ale nie o to chodziło. Zgodnie z dawnymi, komunistycznymi praktykami, chodzi o to, aby kłamstwo powtarzać wiele razy. Aby ludzie pomyśleli, że „coś musi być na rzeczy”.
Okazało się, że ten wytatuowany goguś, tak nazywają Witkowskiego nawet dobrze gęby nie umiał otworzyć. Wymachiwał jak to w jego stylu jakimiś wydrukowanymi papierami i mailami. Dziennikarze newsowi, zaproszeni na konferencję Angeliki Jarosławskiej-Sapiehy określili go mianem mitomana współpracującego z bandą agentów Łęskiego.
Nikt o nim nie napisał. Cel nie został osiągnięty.
Kolejna manipulacja Rafała Witkowskiego Vel Dyzmy
Rafał Kamiński, który oczekiwał obrobionego materiału z I i II Kongresów Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał zapłacić za relacje zrealizowane przez Witkowskiego. Nigdy ich nie zobaczył i już na II Kongresie Klastrów, widząc jak Witkowski realizuje zadania, powiedział, że z tego nic nie będzie.
To właśnie w rozmowie z Bogdanem Węgrzynkiem usłyszał: – „jeżeli nie dostaniesz zrealizowanego materiału Kongresu na twardym dysku lub innym nośniku nie wypłacaj Witkowskiemu ani centa. Bo nigdy tego materiału nie zobaczysz. Na pierwszy rzut oka to ściemniacz.”
Materiał z II Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał być tłumaczony na język angielski.
Niestety Witkowski nie podpiął kamer do tłumaczeń symultanicznych, choć miał wszystko z firmą zajmującą się tłumaczeniami ustalić. Dlatego zarówno Witkowski jak i firma od tłumaczeń nie zostały rozliczone.
Jak powiedział Bogdan Węgrzynek:
„Rafałowi Witkowskiemu za II Kongres Klastrów w Dąbrowie Górniczej nie wypłacę ani jednej złotówki. Nie wypłacę, ponieważ na żadnym nośniku nie dostałem materiału. Ba – jak mnie informowała Małgorzata Ligas, Witkowski nawet nie miał zamiaru wywiązać się z danej umowy.
Jest oczywiście stuprocentowym kłamstwem, że Witkowskiemu zalegam 100 000 zł. Zresztą -może Rafał Witkowski, który pojawiał się na różnych realizacjach z kochankami nie jest chory na raka, ale ma po prostu coś z głową. „
Zastanawiamy się też jak wielka przyjaźń łączy Rafała Witkowskiego z Jackiem Pieńczakiem. Czy może obaj panowie robili między sobą także tzw. Biznesy na samochodach. Jak pisaliśmy we wcześniejszym artykule, Jackowi Pieńczakowi ginęły zatowarowane tiry, zarejestrowane na Marka Pieńczaka. A może Witkowski pomagał Pieńczakowi rozbijać kolejne samochody, aby wyłudzić ubezpieczenie z Auto Casco?
Bo przecież na produkcji telewizyjnej to chyba Rafał Witkowski kariery nie zrobi, no chyba że taką w stylu Nikodema Dyzmy…
Krzysztof Magiera krótko skwitował znajomość Rafała Witkowskiego i Jacka Pieńczaka: „Powinni oni wystąpić w drugiej części popularnej komedii „Głupi i Głupszy”. Zresztą – to zdjęcie profilowe faktycznie mówi o wszystkim…”
Za to podsumowanie bardzo dziękujemy….
Bogdan Węgrzynek, Damian Michalski, Radosław Janik
ZDJĘCIA:
Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo…

Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo.
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Kradzione samochody Jacka Pieńczaka na CampX. Wśród nich jest też skradziony autobus, który został zdewastowany na strzelnicy CampX.

Zdj: Auto należące do Anity Karcz, drugiej żony Jacka Pieńczaka. Na ten samochód Pieńczak podrabiał dokumenty jak również akcyzę.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Wyłudzane dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej.
Zdj: Jacek Pieńczak ma też sprawę korupcyjną z dowódcą jednej z Jednostek Specjalnych.

Zdj: Porshe należące do małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco.

Zdj: Porshe należące do Anity Karcz, małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2019.03.13 08:32 SoleWanderer [wywiad z dzbanem]Jak pięściarz wagi ciężkiej chce zmienić świat na lepsze

Radosław Leniarski: Zaskoczyłeś mnie zainteresowaniami. Z Twittera dowiedziałem się, że oprócz boksowania zajmujesz się kryptowalutami... Adam Kownacki: Dawno temu przeczytałem o bitcoinach i o człowieku, który je wprowadził – podobno za bitcoina można było kupić najwyżej pizzę. Zainteresowało mnie, bo to było coś nowego, a ja lubię nowości. Ludzie je wymyślają cały czas i ja się cieszę, że świat nie stoi w miejscu. Ale wtedy nie kupiłem nic. Dopiero dwa lata temu z jednym kolegą zaczęliśmy o tym znowu rozmawiać. I postanowiłem spróbować.
Teraz zainteresował mnie Lightning Network Torch. To narzędzie, które ułatwia transakcje za pomocą bitcoinów. Nie trwają tak długo, łatwiej je zarejestrować na blockchainie [rodzaj księgowania cyfrowego].
Traktuję to jako hobby. Bardziej interesuje mnie w tym technologia niż robienie interesów. Tak czy siak, robię to z przekonania.
Jak to z przekonania?
– No bo kryptowaluty są, jak to powiedzieć, takie... uczciwe. To znaczy bitcoin jest uczciwy. Nie zależy od banków. Gdy jadę do Polski, muszę wymieniać dolary na złotówki. Każdy chce mnie w tym momencie wykorzystać, zarobić na mnie. Przeliczniki, prowizje – to wszystko działa na moją niekorzyść. W bitcoinach nikt mnie nie oszuka. Wiem, na co się piszę, jaka jest wartość bitcoina. Każdy to wie, kto się tym zaczyna zajmować.
W ciągu ostatniego roku wartość bitcoina spadła ponadczterokrotnie... – Wcześniej szybko rosła, potem spadła. Wszystko spada. Widzę, ile zarabiają moi rodzice i co mogą za to kupić. On ma taką wartość, jaką ludzie chcą za niego zapłacić. Chcieli płacić nieprzytomnie dużo. Bitcoin był bańką. Ale nie jest ściemą. Internet jest ściemą, czy nie jest? Nie jest, bez niego nie da się żyć. A bańka internetowa pękła – tak czy nie? Firmy internetowe padały, traciły nie połowę wartości, ale więcej, bo ludzie wierzyli, że mają nierealną wartość.
Ja się trzymam bitcoina. Mam też kilka kryptowalut – ethereum i inne, nazw nawet nie pamiętam, ale bitcoin jest pewniejszy, porządny. Mam nadzieję, że będzie w przyszłości globalną walutą. Teraz możesz w to nie wierzyć, ale kiedyś nie wierzyłeś w samochody, które same jeżdżą.
Nie wierzyłem, ale taki samochód to jednak co innego niż nowy dziwny pieniądz, który wypiera ten prawdziwy.
– No właśnie, a to wszystko to sprawa wiary. Jeżeli ludzie uwierzą, to bitcoin będzie światowym pieniądzem. Nie w takie rzeczy ludzkość uwierzyła. Jestem chrześcijaninem. Wierzę w Boga. Nie chodzę do kościoła tak często, jak bym chciał, ale wierzę, że dziewica urodziła Syna Bożego. A przecież nie da się tego wytłumaczyć. Trzeba uwierzyć. Czytam „Sapiens” [„Sapiens. Od zwierząt do bogów”, światowy bestseller Yuvala Noaha Harariego, izraelskiego historyka], tam jest wszystko bardzo dobrze wyjaśnione – ludzkość rozwija się, bo kiedyś wymyśliła wiarę.
Czyżby ludzie wierzący byli bardziej podatni na promocję kryptowaluty?
– Nie. Ale wiara jest ważna i zaufanie: dawno, dawno temu wręczano komuś papier i po drugiej stronie morza za ten papier wydawano mu pieniądze. Świat idzie do przodu. Trzeba go zmieniać. Tylko trzeba go zmieniać na lepsze, zaczynając od siebie. Nie zanieczyszczać. Takie rzeczy jak na przykład elektryczna Tesla rozwijają go w dobrą stronę.
Adam, jakim samochodem jeździsz?
– BMW.
Jakiej pojemności?
– Dużej. Tak, źle – wiem. Ale kupię Teslę. Właśnie wyszedł nowy model. Elektryczne robią też BMW, Audi. Jak jeden zobaczy u drugiego Teslę, to się przekona do tego, żeby też mieć elektryczny samochód.
Jednak wielu ludzi wykształconych ekonomicznie sądzi, że kryptowaluta to ściema. Dwaj biznesmeni, którzy wykorzystali do promocji swojej nowej kryptowaluty Floyda Mayweathera Jr., od niemal roku siedzą w więzieniu. Amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd ostrzega przed wykorzystywaniem celebrytów do promocji nowych kryptowalut.
– Floyd został wykorzystany. W każdym systemie znajdą się nieuczciwi ludzie. Będą chcieli cię wykiwać. A Mayweather nie kupował, nie sprzedawał. Był promotorem waluty. Natomiast ludzie powinni mieć rozum. Ja niczego nie promuję, nikt mi nic nie kazał ani za nic nie zapłacił. Rozumiem ludzi, którzy uważają kryptowaluty za ściemę. Tak myślą moi rodzeni bracia – często dyskutujemy o kryptowalutach w domu. Uważają, że to szemrany biznes, szydzą ze mnie, a ja im się odgryzam.
Dlaczego Manny Pacquiao zrezygnował z „wydobycia” swojej waluty? – Nie wiem. Bo to bardzo trudne do zrobienia?
Może tak. A może dlatego, że przypomina piramidę finansową. Nowi ludzie podbijają kurs, system żywi się nowymi uczestnikami. Ważne, aby być blisko w chwili „wydobycia” nowej waluty, wtedy można zarobić. – No, a jak jest na giełdzie z akcjami? Nie tak samo? Gdy jest wielu chętnych, którzy wierzą w jakąś giełdową firmę, to chcą płacić za akcje więcej. Kiedy kupiłem bitcoina, był wart kilkaset dolarów. Dziś kosztuje 3800.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.12.19 18:06 Gazetawarszawska Żydzi chcą bezkarności przy grabieży polskich kościołów.

„Lud shalom'u” chce ścigania i karania obrońców katolickich świątyń w Polsce. Żydzi chcą koniecznie napić się tej polskiej krwi, stygmatyzować to przestępstwo popełnione przeciwko żydowskim wampirom — tak chcą, bo tak muszą. Po żydowskim rozgrabieniu majątku ruchomego, po makabrycznym zadłużeniu tak instytucjonalnym Polski, jak i prywatnym Polaków, po dosłownej eksterytorialności w „w miejscach żydowskiego męczeństwa” oraz na niezliczonych budowach deweloperskich będącymi faktycznymi miniizraelami, żydzi zajmują teraz polskie kościoły – to ostanie enklawy czegoś, co kiedyś było Polską.
Robią to coraz bezczelniej, są przy tym absolutnie bezkarni.
Jan Paweł II wypędzając Karmelitanki z ich klasztoru na Żwirowisku w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zdradziecko otworzył żydom bramy Polski, polskich miast i wsi, polskich domów. Tam w Oświęcimiu rozpoczęła się ta obecna, kolejna już polska zagłada, a jej ojcem jest Karol Wojtyła, posoborowy święty Jan Paweł II. Polacy nic jednak nie zrobili, aby przewrócić porządek Boży w tym klasztorze, a skutkiem tej bierności bluźnierstwo Wojtyły spadło na cały naród przekleństwem utraty państwa i domów, wypędzeniem – Pan Bóg zdjął płaszcz ochronny z Polski i Polaków.
Bo zdrada Chrystusa dokonana przez Jana Pawła II, zdrada cichych Karmelitanek Bosych, stała się naszą zdradą i naszą winą, jest naszym grzechem pierworodnym naszej demokracji i wolności. To, co dzieje się teraz z Polską i Polakami jest skutkiem tamtej zbrodni Jana Pawła II, której konsekwencje teraz spadły na Polskę. Bo tolerowane grzechy władców zawsze spadają na barki narodu, który takich przestępczych despotów i zdrajców toleruje. Bo każdy naród ma moc od Pana Boga, aby takiego przestępczego władcę obalić, a jeśli tego nie robi, to znaczy, że się z nim zgadza.
Polacy zgodzili się na hańbę w Oświęcimiu i teraz otrzymują sprawiedliwą zapłatę.
Rabini będą nachodzić polskie kościoły, przerabiać je na miejsce kultu diabla, od którego to ojca pochodzą, a katolicy będą siedzieć cicho. Niedługo, krok po kroku, krucyfiksy zostaną usunięte, a rozmodlony lud polskich moherów, przekraczając próg takich byłych katolickich świątyń, będzie zakładał jarmułki na głowy. W końcu proces jarmułkowy już się dawno zaczął, bo te piękne polskie pawie, typu „Bractwa Kurkowe” i inni umundurowani patrioci już od dawna wchodzą do kościołów – żeby się modlić podczas mszy – w czapach na głowach (diabelskie bydło).
W lubelskiej Bazylice stała się rzecz straszna: Rabin targnął się na Chrystusa...... a w Polsce panuje cisza. W tej sprawie milczy cały kler, milczą mohery, którym różaniec nie wypada z ręki.
A co ciekawe, na temat zaboru Bazyliki przez rabina milczy zgodnie cały internet prawicowo-nacjonalistyno-patriotyczny! Patrioci na YT, którzy chętnie dzielą włos na czworo w innych sprawach, tu teraz milczą, milczy Facebook, Twitter i niezliczone blogi. Daje to niewątpliwie świadectwo rasowego pochodzenia tamtych mentorów.
Biada!
Red. Gazeta Warszawska
000000000000000000000000000000000000
"Wypałować tych bandziorów". Antysemicki atak na arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co robi prokuratura?
Alina Pospischil18 grudnia 2018 00:00
Arcybiskup Grzegorz Ryś (fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta)
Prokuratura namierzyła serwer internetowej "Gazety Warszawskiej". Znany z antysemickich treści portal we wrześniu nawoływał do pobicia arcybiskupa Grzegorz Rysia i rabina Boaza Pasha. Drugiej z tych osób groził śmiercią. Sprawę ujawniła "Gazeta Wyborcza".

Metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś i rabin Boaz Pash z Jerozolimy byli gośćmi debaty dwóch ambon pt. "Przełom czasu w judaizmie i chrześcijaństwie”, która odbyła się w bazylice oo. Dominikanów w Lublinie 27 września.

„Dominikanów wypędzić z Lublina”

Dwa tygodnie przed wydarzeniem debatę potępił antysemicki portal "Gazeta Warszawska". Wezwał czytelników do reakcji: „Czy polscy katolicy w Lublinie, a i chyba w całej Polsce, upadli tak nisko, że na to pozwolą?” - napisano w artykule, który w zdecydowanej większości negatywnie odnosił się do postaci arcybiskupa Grzegorza Rysia.
Powodem miało być jego uczestnictwo w obchodach likwidacji getta żydowskiego w Łodzi, podczas których przyznał, że Zagładę w dużej mierze stworzyli ludzie wychowani przez Kościoły chrześcijańskie. „Tego bydlaka nie wolno tolerować, no chyba że los Polski jest nam obojętny. Należy desakralizować ubiór biskupi Rysia poprzez zerwanie łańcucha z krzyżem i koloratki. Wziąć pały, wypałować tych dwóch bandziorów, dominikanów wypędzić z Lublina! Banicja!!!” - grzmiała redakcja portalu gazetawarszawska.com. Artykuł wciąż jest dostępny na stronie.
Czytaj także:Antysemicki atak i groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co na to prokuratura?
Na groźby w internecie natknęli się organizatorzy wydarzenia. Poprosili o pomoc policję. Sprawą zajął się działający przy Urzędzie Miasta Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Debata w bazylice odbyła się w towarzystwie ochraniających ją policjantów.
„Gazeta Wyborcza” powiadomiła o wszystkim prokuraturę i opisała sprawę. Artykuł spotkał się z dużym odzewem. - Nienawiść wobec abp. Rysia i rabina Pasha jest odrażająca, to grzech przeciw Bogu i bliźniemu - oświadczył ks. Paweł Rytel-Andrianik, przedstawiając stanowisko Konferencji Episkopatu Polski. W geście solidarności z uczestnikami debaty na wydarzenie przyjechał z Płocka biskup Marek Babi z Kościoła Mariawitów. Sama dyskusja przebiegała bez zakłóceń.

„Rabin musi zginąć”

Dzień po debacie na portalu gazetawarszawska.com opublikowano kolejne kontrowersyjne treści. Autor artykułu pt. "Rabin Boaz Pash musi zginąć" stwierdził, że rabin poprzez swoją obecność w bazylice chciał „uderzyć Pana Jezusa Chrystusa w twarz”. „Jeżeli rabin Boaz Pash przekroczy próg Bazyliki jako żyd sakralny, to musi zostać stracony z woli Boga Ojca Najwyższego w Trójcy Przenajświętszej Jedynego” - czytamy w tekście, pod którym nikt się nie podpisał. Tak jak w przypadku każdego artykułu na stronie gazetawarszawska.com, zamiast nazwisk widnieje podpis „redakcja”.
5 października policja wszczęła dochodzenie. Przesłuchano lubelskich dominikanów, rabina i kanclerza metropolity, a także autorkę artykułu w „Gazecie Wyborczej”. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe.

Serwer w Toronto

Postępowanie dotyczy czynów z artykułów 255 (par. 1 i 2), 256 (par. 1) i 257 kodeksu karnego. Chodzi o „publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różni narodowościowych i wyznaniowych” wobec rabina, łódzkiego metropolity i lubelskich dominikanów oraz „publiczne nawoływanie do popełniania zbrodni pozbawienia życia rabina Pasha, a także występku pobicia rabina i arcybiskupa Rysia” i „publiczne znieważenie słowami pogardliwymi rabina i arcybiskupa z powodu ich przynależności narodowej i wyznaniowej”.

Czytaj także:"Rabin Boaz Pash musi zginąć" - coraz ostrzejsze groźby portalu "Gazeta Warszawska". Dlaczego prokuratura działa tak wolno?
Prokuratura nie ma łatwego zadania w dotarciu do autorów artykułu w „Gazecie Warszawskiej”. Strona działa na zagranicznym serwerze. - Według wstępnych ustaleń, domena została sprzedana przez firmę z siedzibą w Toronto w Kanadzie - informuje Katarzyna Czekaj, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.
Podjęto już czynności mające doprowadzić do zaangażowania strony kanadyjskiej. - To pomoże w ustaleniu danych osobowych właściciela lub użytkownika oraz administratora domeny. Czekamy na odpowiedź, która warunkuje dalszy tok postępowania - wyjaśnia prokurator.
Jeżeli uda się namierzyć autora tekstu, będzie groziła mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Inne dochodzenia zawieszono

Nie tylko „Gazeta Wyborcza” poinformowała o sprawie prokuraturę. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wpłynęło też m.in. ze stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” zajmującego się zwalczaniem antysemityzmu i ksenofobii. Organizacja nie pierwszy raz interweniowała w sprawie treści na stronie gazetawarszawska.com.
Groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Episkopat wydaje oświadczenie. A co robi prokuratura?
- 15 listopada 2014 roku portal zamieścił artykuł: „Wojna Marszu Niepodległości a Żydzi” oskarżający osoby pochodzenia żydowskiego o masowe zbrodnie na Polakach i przedstawianie ich jako zagrożenie. Dochodzenie zawieszono bez podania przyczyn, ale podejrzewam, że powód tkwi w niemożliwości ustalenia osób redagujących tę stronę - przyznaje Damian Wutke, sekretarz zarządu stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”.
Inne zgłoszenie „Otwartej Rzeczpospolitej” dotyczyło zaprzeczania holocaustu. Jesienią 2017 roku w serwisie pojawiło sformułowanie: "Nie ma żadnego dowodu na mord 600.000 Żydów w Bełżcu, ani jednego niemieckiego dokumentu. Nie znaleziono żadnych masowych grobów, ani popiołów po zamordowaniu 600.000 [osób] i spaleniu ich. Nigdzie nie znaleziono komór gazowych". Śledztwo zostało umorzone przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Nie znaleziono znamion przestępstwa.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
106b7 18.12.2018, 09:15 Jeśli tak zwana gazeta warszawska występuje przeciw kościołowi katolickiemu i przeciw Żydom (a przypomnijmy, że Jezus był Żydem, podobnie jak całkiem spore grono świętych) to albo są to fundamentaliści albo moskiewskie komuchy. Albo jedno i drugie, bo coś mi się zdaje, że bandziory islamskie są finansowane przez ....
obds 18.12.2018, 09:13 Zadziwia mnie, ilekroć na stacji benzynowej w kiosku czy supermerkecie widzę tego antysemickiego szmatławca, który powinien być przez prokuraturę ścigany z urzędu, za rasizm, anmtysemityzm, propagowanie faszyzmu i zwyczajne fejknewsy. Będzie dla mnie znakiem powrotu do normalność kiedy nie będę widział w legalnym obrocie tej ... nie wiem, brak mi cenzuralnych słów dla tego czegoś.
larg7 18.12.2018, 09:33 Przeprowadźmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie Polskę marzeń Gazety Warszawskiej. Jeśli wszyscy, z którymi ta redakcja się nie zgadza lub jej się nie podobają mieliby zostać wypędzeni z kraju to ilu obywateli, "prawdziwych Polaków" zostałoby żeby pracować i np. utrzymywać emerytów ? Taka wyludniona Polska szybko by zbankrutowała i najpewniej utraciła niepodległość. A to oznacza, że Gazeta Warszwska jest jak najprawdziwszym wrogiem Polski. Czego należało dowieść.
Katoliccy faszyści w sutannach, największe zło
tad-tad18.12.2018, 11:22 Nic nie znajdą ,Ta opcja ma bardzo dużo zwolenników, gdyby ktoś zamieścił groźby karajne dotyczące naszych władców, to uwinęli by się w kilka chwil, ale ścigający mający w korzeniach i przekazach rodzinnych ''światłe '' nauki dotyczące żydów w Małym Dzienniku ,''prawdziwego'' Polaka Kolbe, nie będą nic robić wbrew swoim przekonaniom, przekonaniem Polaka ,Katolika, Antysemity,
catanga18.12.2018, 11:45 Strzelać bez ostrzeżenia... profilaktycznie...
http://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,24288290,wypalowac-tych-bandziorow-antysemicki-atak-na-arcybiskupa.html
bp Ryś powinien posłuchać tego i pomyśleć kogo zaprasza by Słowo Boże było głoszone. Dlaczego żydowski rabin???? i dlaczego w kościele i to katolickim??? czy mało jest kapłanów katolickich??? I czy bp Ryś jest jeszcze księdzem katolickim czy konwertytą na judaizm??? za dużo jest tego żydowskiego akcentu w Polsce i panoszenia się... Na debaty są sale konferencyjne i salki przy kościołach. Przecież żydzi nie nawidzili Jezusa, nie uznają Go jako Jedynego Mesjasza i Zbawiciela, więc co ma nam ten rabin do powiedzenia??????????? ZWIEDZENIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jake GV 2 months ago To zwodziciele wyslannicy diabla jeden z drugim nie sluchajcie tego jadu to wszystko pod przykrywka falszywego ekumenizmu chca wam wmowic ze Jedyny Król Pan i Znawca Jezus Chrystus jest tak zwanym mesajachem ten mesajach to nikt inny jak syn zatracenia antychryst wszystko ugrane Biskupie Rysiu zwodzisz wielu wilku w owczej skorze biada Tobie
katoliczka777 2 weeks ago Co za skandal. Żyd na ambonie. wróg Chrystusa na ambonie. Zwolennik Talmudu. Ryś sprzedał nas za krwawe srebrniki. Ludzie! Polacy! Opamiętajcie się. Nie dajcie się ogłupiać temu zwolennikowi sekt, muslimów i żydów.
Danuta Zgrzeba 2 weeks ago Nawet mycki nie zdjal przed NAJWYZSZYM NASZYM PANEM - zdrada na calego !!! podwazaja nasza inteligencje, wiemy, co planujecie, ale nie damy sie, szatanski talmud nie zwyciezy !!!
Prawda nas wyzwoli 1 month ago Pan pastor Ryś POWINIEN uważnie wysłuchać analizy i komentarza ks. prof. Guza do ksiązki "Zbawienie bierze początek od Żydów" konwertyty żyda Schoeman Roy H.wydanej przez s.s. Loretanki: https://www.youtube.com/watch?time\_continue=1&v=hhT\_l3MU-uo
katoliczka777 2 weeks ago Ryś won z katedry. Nie jesteś naszym biskupem. Won!
sławo mir 2 months ago kościół to nie miejsce na dyskusje od tego są świetlice, lub salki katechetyczne
strek323 2 months ago Co ten szatański pomiot robi w katolickiej świątyni?? W obowiązującym nas prawie kanonicznym z 1917 roku wyraźnie jest napisane że akatolicy mają zakaz wstępu do katolickich świątyń. Żydowska soborowa sekta antychrysta która podszywa się pod Kościół katolicki zwodzi katolików i plugawi miejsca święte.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Cztery przekleństwa rzucone na judaizm: Klątwę Drzewa Figowego, Klątwę Wydziedziczenia, Klątwę Pustki, Klątwę Bogobójstwa. ================================== Kiedy Jezus powiedział żydom, że ich królestwo zostanie im odebrane i oddane poganom to żydzi odpowiedzieli: „Boże uchowaj”. Ale przekleństwo obowiązuje. Kościół dziedziczy błogosławieństwo Boga a Synagoga została porzucona. To jest Klątwa Wydziedziczenia. Kiedy Jezus zbliżył się do drzewa figowego, symbolu Izraela, zobaczył On, że nie ma żadnego owocu na nim. Przeklął je i drzewo uschło. Kościół jest nowym Izraelem mającym wiele owoców a Synagoga jest uschniętym drzewem. Możecie to nawet ujrzeć na ich twarzach. To jest Klątwa Drzewa Figowego. Kiedy Jezus ujrzał Jeruzalem odrzucające Go jako Mesjasza to oświadczył: „Oto zostanie dom wasz pusty”. To Kościół ofiarowuje życie wieczne natomiast Synagoga nie ma niczego do zaofiarowania. To jest Klątwa Pustki. Kiedy Piłat pragnął uwolnić Jezusa to żydzi zawrzasnęli: „Ukrzyżuj Go! Krew Jego na nas i na syny nasze”. To jest Klątwa Bogobójstwa, która spada na każdego żyda z powodu zbiorowej winy ukrzyżowania Boga Wcielonego, Pana Jezusa Chrystusa. Sarah Silverman powiększa tę klątwę: (videoclip: „Każdy oskarża żydów o zabicie Chrystusa. I wówczas żydzi próbują przerzucić winę na Rzymian. Jestem jedną z niewielu osób, które wierzą, że to było zamierzone. Nie obchodzi mnie, dobra, mam nadzieję, że to żydzi zabili Chrystusa. Zrobiłabym to jeszcze raz. Zrobiłabym to pie…ny jeszcze raz bez namysłu”). Kogo Bóg porzuca w tego wstępują demony. Spójrzcie tylko w jej oczy. Wychwalanie judaizmu zyskuje aplauz, głosy i poparcie, zyskuje dobrą prasę. Ale według Jezusa doprowadzi was to do Piekła. WZYWAM WSZYSTKICH ŻYDÓW DO SKRUCHY I NAWRÓCENIA A KLĄTWY ZOSTANĄ COFNIĘTE. Ja się nawróciłem. Ale czemu nie oni? Brat Nathanael Kapner - żyd nawrócony na prawosławie
Marek Koralewski 2 months ago Życie to wieczne teraz , w którym możemy rozmawiać z Bogiem ...
Prawda nas wyzwoli 2 months ago https://janusz.neon24.pl/post/114658,szatanskie-sekty-zydowskie-rzadza-swiatem Dysputa Lwowska — druga dysputa publiczna, jaką sabbatajczycy podolscy odbyli z rabinami. Toczyła się ona miejsce w katedrze lwowskiej w okresie 19.VII-10.IX.1759. Z jej inicjatywą wystąpili sabbatajczycy, którzy latem 1758 złożyli w konsystorzu lwowskim odpowiednią suplikę w tej sprawie. Zgłaszali w niej, w imieniu Żydów „polskich, węgierskich, tureckich, mlatańskich i wołoskich”, gotowość chrztu domagając się jednak przedtem odbycia jeszcze jednej, po Dyspucie Kamienieckiej, dysputy publicznej z rabinami. Ich tezy brzmiały następująco: 1. Proroctwa wszystkich proroków o przyjściu Mesjasza już się spełniły. 2. Mesjasz był Bogiem prawdziwym, któremu na imię Adonaj, ten wziął ciało nasze i wedle niego cierpiał dla odkupienia i zbawienia naszego. 3. Od przyjścia Mesjasza Prawdziwego ofiary i ceremonie ustały. 4. Krzyż Święty jest wyrażeniem Trójcy Przenajświętszej i pieczęcią Mesjasza. 5. Każdy człowiek powinien być posłuszny zakonowi Mesjasza, bo w nim zbawienie. 6. Do wiary w Mesjasza Króla żaden przyjść nie może, jedno przez chrzest. 7. Talmud naucza, iż potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w Talmud, musi jej potrzebować.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Papież Pius XI, Mortalium Animos (#2), 6 stycznia 1928r.:” W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań,ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania.Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.” (źródło: Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie, Nr. 2, Luty 1928, s.42-50, za www.opoka.org.pl ) Papież Pius XI, Mortalium Animos (#10):” Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich.
Dorka Ja 4 days ago Odsluchalam 3 czesci tego spotkania i musze przyznac, ze nic nie rozumiem....dla mnie to slowotok, z ktorego nic nie wynika. Jaki byl cel tego spotkania? Przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl: oswojenie katolikow z judaizmem. Byc moze sie myle i prosze pokornie o wytlumaczenie sensu tej debaty.
KAROLINA_23 11 5 days ago Zmartwychstanie juz bylo panie Rabinie I zbawienie jest tylko przez Jezusa Chrystusa Naszego Pana ! Czy ci ludzie ktorzy siedza w lawkach to katolicy ? Bsp Rys ty zdrajco do czego jeszcze sie posuniesz !!!! Jak mozecie obrazac naszego Pana Jezusa w jego Swiatyni !!! Poczytajcie Talmud moze zrozumiecie jak zydzi nazywaja naszego Pana I jego Matke Naj Marie Panne . Opamietajcie sie !!!!!!!
KAROLINA_23 11 5 days ago Zdrajca Rys !!!
Wojciech Laskowski 2 weeks ago Nie 5579, ale 5779. Pomyłka biskupa tylko o 200 lat.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Diabeł za plecami rabina: "istny Niemiec, sztuczka kusa..."

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.16 11:57 Gazetawarszawska Gazeta Warszawska - GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. r1 cz.1/4

GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. r1
JUDAISM & ISLAM 15 DECEMBER 2018
GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”.
ROZDZIAŁ 1. ANIOŁOWIE ŚWIATŁA
Rozdział 1. Aniołowie światła
Wprowadzenie ▪ "Kwestia żydowska" ▪ Żydzi byli główną siłą napędową obu rewolucji "rosyjskich" ▪ Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem
▪ Po histerycznym pół-Żydzie Kiereńskim przychodzi pół-maniakalny pół-Żyd Lenin ▪ Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin ▪ Pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn ▪ Pierwsza żona Sołżenicyna, Rieszietowskaja była również pół-Żydówką, a jego druga żona Natalia Swietłowa, była pełną (100% - wą) Żydówką ▪Trzy wieloryby syjonizmu ▪ Zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł ▪ "Protokoły Mędrców Syjonu", napisane przez Aszera Ginsberga jako program polityczny chasydyzmu (najbardziej nieludzkiej sekty judaizmu) ▪ Głównym zadaniem tej serii wykładów jest ratowanie Żydów przed antysemityzmem ▪ Książę tego świata, według Biblii - to diabeł ▪ Bierdiajew był żonaty z Żydówką ▪ Biechtierew - diagnoza Stalina: typowy paranoik ▪ Oto kto prowadził niezwykle krwawą i niszczycielską wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi ▪ Biechtierew w wieku około 70 lat poślubił młodą Żydówkę. Ponownie związek Szatana i Antychrysta ▪ Dostojewski - jeśli ktokolwiek zniszczy Rosję, to będą to nie komuniści, nie anarchiści, a przeklęci liberałowie ▪ Całe to zło w Związku Radzieckim utrzymywało się na Żydach ▪ Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan ▪ Do "Głosu Ameryki" ​​biorą tylko ludzi z kompleksem pederastii Lenina ▪ Andriej Dikij - najsłynniejszy antysemita emigracji rosyjskiej ożenił się z Żydówką! ▪ Kuprin, gdy studiował w Korpusie Kadetów, został przyłapany na pederastii
Listy (spisy)
1. Komisariat Wojskowy 2. Komisariat Spraw Wewnętrznych (tj. do spraw egzekucji) 3. Listy tajnej policji Związku Radzieckiego ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Piotrogrodu ▪ Członkowie Piotrogrodzkiej Komuny ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Moskwy 4. KOMISARIAT SPRAW ZAGRANICZNYCH 5. KOMISARIAT FINANSÓW ▪ AGENCI FINANSOWI ▪ CZŁONKOWIE KOMISJI TECHNICZNEJ DO SPRAW LIKWIDACJI BANKÓW PRYWATNYCH 6. KOMISARIAT SPRAWIEDLIWOŚCI 7. Lista społecznych obrońców 8. KOMISARIAT EDUKACJI NARODOWEJ 9. Lista dziennikarzy i pracowników centralnych gazet 10. Komisja d/s śledztwa w sprawie zabójstwa Imperatora Mikołaja II 11. Główna Rada Gospodarki Narodowej ▪ Biuro Wyższej Rady Sekcji Ekonomicznej ▪ Rada Komitetu Donieckiego ▪ Członkowie Sekcji Spółdzielczej ▪ Członkowie Sekcji Węglowej 12. Biuro Pierwszej Rady Delegatów Robotników i Żołnierzy w Moskwie 13. Centralny Komitet Wykonawczy 4-go Rosyjskiego Kongresu Delegatów Robotniczych i Wiejskich 14. Komitet Centralny V Kongresu 15. Komitet Centralny Socjaldemokratycznej Partii Pracy
Lista Komitetu Centralnego Socjaldemokratycznej Partii Mieńszewików
17. Lista Komitetu Centralnego Prawego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 18. Lista Komitetu Centralnego Lewego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 19. Komitet Anarchistów w Moskwie 20. Reprezentacja w Lidze Narodów, czyli twarz Związku Sowieckiego 21. Lista dyplomatów ZSRR w Europie 22. Polityczni Przedstawiciele w państwach pozaeuropejskich 23. Rząd ZSRR 24. ŻYDZI W SKŁADZIE OGPU (NKWD) 25. NAJWYŻSZE ORGANA NKWD ▪ KOMISARZE BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWOWEGO 1 STOPNIA ▪ Leningradzkiego Zarządu NKWD ▪ KOMISARZE ZABEZPIECZENIA PAŃSTWOWEGO 2 STOPNIA ▪ To, co robił Jagoda i to, co robił Stalin - było dziecinną igraszką w porównaniu z dyktaturą, panującą wewnątrz żydowskich gett ▪ ŻYDZI W GŁÓWNYM ZARZĄDZIE ŁAGRÓW I OSIEDLI NKWD ▪ ŻYDZI – NACZELNICY ZARZĄDÓW NKWD W TERENIE
ROZDZIAŁ 1. ANIOŁOWIE ŚWIATŁA
Wprowadzenie
Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl wykładów o WYŻSZEJ SOCJOLOGII pod wspólnym tytułem "Naród Boży".
„Kwestia żydowska”
W tej serii wykładów przeanalizujemy to, co nazywa się "kwestią żydowską". Ten temat, trzeba powiedzieć, jest niezwykle trudny dla obiektywnych badań. Nawet tak wybitny specjalista jak F.M. Dostojewski, mówiąc o kwestii żydowskiej w swoim "Dzienniku pisarza", ostrzegał, że "nie może on w pełni naświetlić tego fatalnego problemu całej ludzkości" i że "nawet nie czuje w sobie takiej siły" ...
Na przykład w oryginale rękopisu „Braci Karamazow” została podana prawdziwa przyczyna zabójstwa przez Smierdiakowa swego ojca – F.P. Karamazowa. Okazuje się, że zabił on swego ojca za to, że ten nieustannie w dzieciństwie gwałcił go w sposób sodomicki (uprawiał stosunki analne – A.L.) ... A w oryginale rękopisu powieści "Biesy" było podane przyznanie się Stawrogina, że ​​zgwałcił on 9-letnią dziewczynkę, która po tym powiesiła się ...
Dostojewski później usunął to wszystko, tłumacząc, że grzech ojcobójstwa spowodowany był abstrakcyjnym rozumowaniem ateisty Iwana, a hardy i zbrodniczy charakter Stawrogina okazał się w ogóle niezrozumiały ...
Dlaczego to zrobił? O tym właśnie dzisiaj będziemy mówić.
Podczas całego tego cyklu wykładów, podobnie jak i w poprzednich dwóch cyklach - "Protokoły sowieckich mędrców" i "Czerwona Kabała", będziemy się trzymać akademickiej tradycji swobodnej wymiany poglądów, idei i faktów. Pytania z sali i wszelkie uzupełnienia do tematu będą mile widziane.
Tak więc, w tej serii wykładów opowiemy o wszystkim, o czym nawet F.M. Dostojewski nie mógł powiedzieć. Przede wszystkim dlaczego on nie mógł wszystkiego powiedzieć? Oczywiście, Fiodor Michajłowicz doskonale o tym wszystkim wiedział, ale ponieważ sam był człowiekiem bionegatywnym, po prostu nie mógł o tym mówić. Gdyby zaczął ujawniać WSZYSTKIE tajemnice "narodu Bożego", to musiałby jednocześnie ujawnić również swoje własne tajemnice. A tego tacy ludzie uczynić nie mogą ...
Żydzi byli główną siłą napędową obu rewolucji "rosyjskich"
Dla nas, Rosjan, ta kwestia żydowska jest szczególnie ważna, ponieważ Żydzi byli główną siłą napędową obu "rosyjskich" rewolucji. Teorię komunizmu, jak wszyscy o tym wiedzą, stworzył Karol Marks (z domu - Mordechaj Levy). Żyd, którego sami Żydzi nazywają antysemitą. Jeśli otworzą Państwo jakąkolwiek żydowską encyklopedię, to z pewnością znajdą tam, że Karol Marks był antysemitą. Ale dlaczego był on antysemitą? Zagadka ...
A więc - Mordechaj Levy (Karol Marks) stworzył dla nas teorię komunizmu. Cała późniejsza historia obu rewolucji w Rosji była również związana z Żydami.
Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem
Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem. Tutaj spotykamy kolejną zagadkę - kapitalistyczni historycy na Zachodzie i komunistyczni historycy w Związku Sowieckim milczą na ten temat. Z jakiegoś powodu niemożliwe jest mówienie o Żydach w aspekcie rosyjskiej rewolucji, jak gdyby na ten temat zostały narzucone TABU.
Kontynuujmy naszą analizę - po histerycznym pół-Żydzie Kiereńskim przychodzi pół-maniakalny pół-Żyd Lenin. I oto ciekawostka - o historii rosyjskiej rewolucji i o Leninie napisano setki książek, ale wszędzie, zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie, starannie unika się pytania o tym, że ​​Lenin był pół – Żydem po matce. A zgodnie z rabinicznym, izraelskim prawem dzisiaj z takim pochodzeniem człowiek jest uważany za pełnego (100% - go) Żyda.
Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin
No, dobrze. A kto przychodzi do władzy po Leninie? Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin. Jeszcze jeden pół-Żyd. Znowu zagadka. Okazuje się, że cała historia "rosyjskiej" rewolucji jest nierozerwalnie związana z Żydami.
Można ze mną się spierać - tak, to prawda, ale oni byli przecież pół-Żydami, nie Żydami. W tym jest cały sens. Pół-Żydzi prawie zawsze czują się bardziej Żydami, niż Rosjanami.
Istnieje cały szereg legend o Antychryście, w których mówi się wprost, że Antychryst, jako symbol, narodzi się z żydowskiej matki i ojca nie-Żyda.
Zapamiętajcie dobrze tę formułę. Będzie ona kluczem do całego cyklu. W ciągu stuleci ludzie dostrzegli jakąś tajemniczą, fatalną rolę takich oto pół-Żydów.
Pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn
W naszych czasach pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn, który na cały świat krzyczy, że "rosyjska" rewolucja kosztowała naród rosyjski 60 milionów ludzkich istnień.
Ale znowu i tutaj jest zagadka - sam Sołżenicyn ukrywa, że ​​jest pół-Żydem, w tym przypadku po swoim ojcu. Jego ojciec był Żydem-przechrztą, z Izaaka stał się Isajem (pol. Izajaszem) i w ten sposób pojawił się Aleksander Isajewicz Sołżenicyn.
Pierwsza żona Sołżenicyna, Rieszietowskaja była również pół-Żydówką, a jego druga żona, Natalia Swietłowa, była pełną (100% - wą) Żydówką
Tutaj trzeba jeszcze raz zwrócić uwagę na nieco dziwną rzecz - jego pierwsza żona Rieszietowskaja również była pół-Żydówką. Co jest charakterystyczne – pół-Żyda ciągnie do pół-Żydówki. A jego druga, obecna żona, Natalia Świetłowa, jest pełną Żydówką. Zgodnie z prawami rabinicznymi, dzieci tego "wielkiego kochającego prawdę i troszczącego się o Rosję człowieka" mogą nawet w tej chwili stać się obywatelami Izraela (czego prawdopodobnie nie zrobią).
Widzą Państwo, istnieje jakaś określona prawidłowość, wzajemny związek między "rosyjską" rewolucją a "kwestią żydowską". Ale wszyscy - nie tylko Żydzi, ale także antysemici - ten problem starannie pomijają. TABU! Znowu zagadka ...
Mówiąc o kwestii żydowskiej, zawsze się będzie spotykało z problemem antysemityzmu. Tutaj znowu – i śmiech i grzech. Oczywiście, zaczną oskarżać mnie o antysemityzm, ale mam trzech silnych adwokatów. I żadnych innych, tylko trzech wielorybów syjonizmu.
Trzy wieloryby syjonizmu
Moim pierwszym adwokatem jest syjonistyczny ideolog Theodor Herzl, syjonista numer jeden, który w swoim dzienniku napisał, że uważa antysemityzm za przydatny dla sprawy narodu żydowskiego.
Mój drugi adwokat – to Władimir Żabotyński (ros. – Жаботинский). Jeszcze w 1905 roku, czyli w czasie pierwszej "rosyjskiej" rewolucji, pisał:
"Jako dowód dla agitacji syjonistycznej antysemityzm, szczególnie podniesiony do zasady, jest oczywiście bardzo wygodny i użyteczny".
No i mój trzeci adwokat - to sam premier Izraela, Ben Gurion. Napisał kiedyś w żydowskiej gazecie Kempfer w Nowym Jorku:
Zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł
„Gdybym miał nie tylko wolę, ale i władzę, to wybrałbym grupę silnych młodych ludzi”.
Zadanie tych młodych ludzi polegałoby na tym, aby zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł.
Mogę zaręczyć, że wyniki, z punktu widzenia znacznego napływu imigrantów do Izraela z tych krajów, byłyby 10 razy większe, niż wyniki osiągnięte przez tysiące emisariuszy, czytających bezowocne kazania".
„Protokoły Mędrców Syjonu”, napisane przez Ashera Ginsberga
Z tymi moimi trzema adwokatami, wielorybami syjonizmu, mają ścisły związek słynne Protokoły Mędrców Syjonu, napisane, jak wiadomo, przez Ashera Ginsberga jako program polityczny Chasydyzmu (najbardziej nieludzkiej sekty judaizmu) dla swoich europejskich współwyznawców – jako kolejna próba zjednoczenia sił, podjęta przez Ashera jeszcze przed pierwszym kongresem Syjonistów.
W tym historycznym dokumencie jasno stwierdza się, że antysemityzm ​​potrzebny jest im dla lepszego kierowania swoimi mniejszymi braćmi.
Głównym zadaniem tej serii wykładów jest ratowanie Żydów przed antysemityzmem
Tak więc postawimy sobie za główne zadanie tej serii wykładów - ratowanie Żydów przed antysemityzmem. I nie ma co ukrywać, przecież wielu Żydów nie wie nic o problemach, związanych z tą "kwestią żydowską".
Aby rozwiązać problem antysemityzmu, powinniśmy my oraz sami Żydzi dokładnie rozeznać korzenie tego zjawiska. Oto dlaczego będę głosił te wykłady z punktu widzenia obrony Żydów przed antysemityzmem.
\ - Grigoriju Piotrowiczu, ale Szulgin napisał w swojej książce, że uważa antysemityzm za zdrowe i naturalne uczucie każdego narodu, jako naturalną reakcję obronną.*
- Zgadza się. Jednak książka Szulgina "Co nam się w nich nie podoba", po uważnym, a szczególnie po powtórnym czytaniu, sprawia wrażenie, że on wielu rzeczy nie dopowiada, zresztą jak i większość książek na ten temat. Zasadniczo zajmuje on takie same stanowisko, jak i Dostojewski –że niby nie mogę wam wszystkiego powiedzieć ...
Podobnie jak i słynny na Zachodzie filozof - Bierdiajew (ja nazywam go - Bierdiczewskij). On również przez cały czas mówi o związku Szatana i Antychrysta, w wyniku którego będzie królestwo księcia tego świata.
Książę tego świata według Biblii – to diabeł.
Książę tego świata według Biblii – to diabeł. Zobaczcie - on też wie, ale nie dopowiada. A przecież Antychryst - to Żydzi, a Szatan jest tym, co nazywamy degeneracją w naszych wykładach. Tj. wynaturzenie, choroby psychiczne i zboczenia (perwersje) seksualne. Są to, że tak powiemy, zboczeńcy - tubylcy z otaczającego środowiska.
Bierdiajew był żonaty z Żydówką
Tak więc Bierdiajew-Bierdiczewskij twierdzi, że ten, który urodzi się z tego związku, będzie rządził światem. A przecież i sam Bierdiajew był żonaty z Żydówką ...
Więc co wtedy z tego wychodzi? A wychodzi oto co - gdy tylko spróbujecie pisać, krytykować lub analizować Żydów, kwestię żydowską - natychmiast podniosą krzyk degeneraci z otaczającego środowiska i zaczną aktywnie występować w obronie Żydów.
Kiedy czasami musiałem wygłaszać moje wykłady dla pracowników intelektualnej elity, to wśród 12-15 osób zawsze znajdzie 2-3-ch, którzy zaczną histerycznie krzyczeć, że to wszystko jest bzdurą, nonsensem itd. itp.
Nie chciałem ich obrażać, ale musiałem powiedzieć - "Dlaczego się zdradzacie?". A potem okazuje się, że są żonaci z Żydówkami. Ale oni sami oraz ich żony starannie ukrywają to przed wszystkimi. Dlaczego? W końcu wydawałoby się, że należy być dumnym, przecież oni – to Naród Boży? Jeszcze jedna zagadka ...
Weźmy inny dobry przykład związku Szatana i Antychrysta. Sprawa słynnego psychiatry Biechtierewa. Obecnie w Związku Sowieckim zaczęto demaskować Stalina. Dyskredytuje się go całkowicie, ale jednak nie wspomina się o tym, że był on kaukaskim pół-Żydem. Nałożono na to tabu, choć jest to właśnie główny klucz do psychologii Stalina.
W prasie sowieckiej piszą teraz, że w 1927 r. Stalin zaprosił do siebie słynnego przedrewolucyjnego psychiatrę Biechtierewa na konsultację z powodu męczącej go bezsenności. I tutaj interesujące jest oto co – jeszcze w moich czasach każdy w Związku Radzieckim wiedział, że Stalin pracuje w nocy. Kiedy służyłem w Berlinie, w administracji wojskowej, nasi generałowie siedzieli do późna, oczekując, że może być telefon z Kremla, ponieważ Stalin i całe jego otocznie pracowali w nocy.
Wyjaśniano nam, że towarzysz Stalin jest tak wielkim człowiekiem pracy, że pracuje on w dniu i w nocy. A teraz wychodzi na jaw i ta tajemnica. Okazuje się, że Stalin przez całe życie cierpiał na bezsenność, dlatego pracował nocą i dręczył całe swoje otoczenie. A podczas badania Biechtierew oprócz bezsenności zdiagnozował jeszcze postępujący paraliż lewego ramienia Stalina. Stalin był „suchą rączką” (ros. – „сухоручкой”). W medycynie nazywa się to kacheksją (wrodzona „сухоручка” – charłactwo kostne, uschnięta ręka, tu lewego ramienia).
Biechtierew – diagnoza Stalina: Typowy paranoik
Zbadawszy Stalina, Biechtierew, wyszedł z gabinetu i od razu szczerze wyraził swoją diagnozę: "Typowy paranoik".
A paranoja jest jedną z najbardziej podstępnych i poważnych chorób psychicznych. Różnica między schizofrenią a paranoją jest raczej niejasna, ale paranoja jest gorsza. Jest to rodzaj agresywnej schizofrenii, której towarzyszy szereg manii - maniakalno-obsesyjnych idei, w tym mania wielkości i mania prześladowcza.
Z manii wielkości zrodził się kult jednostki Stalina, a z manii prześladowczej – niekończące się aresztowania i wieczne czystki. Dla doświadczonego psychiatry było to od razu widoczne.
Stalin miał również 155 centymetrów wzrostu. W Armii Sowieckiej istniało ograniczenie - ludzi poniżej 150 cm nie brano do wojska (karabin byłby wyższy od takiego żołnierza). A Stalin na niewiele przerósł to ograniczenie.
Mój wzrost - to 180 cm, a 155 cm - to wzrost niewielki nawet dla kobiet. Mam specjalną kartę dla karzełków. Co ciekawe, markiz de Sade był także karzełkiem, jakieś 155 cm wzrostu. Spędził połowę życia w więzieniu i w zakładzie dla obłąkanych, gdzie napisał kupę opowiadań, opisujących to, co później nazwano sadyzmem.
\ - A Fromm postawił diagnozę Stalinowi – aseksualny (bezpłciowy) sadyzm.*
Oto kto prowadził niezwykle krwawą i wyniszczającą wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi.
- Tak, Fromm - to był znany psychiatra. Weźmy teraz generała Franco, który toczył wojnę domową w Hiszpanii. Zginęła tam niemal jedna trzecia narodu hiszpańskiego. Według krwi generał Franco był czystym Żydem. I po ojcu i po matce. Był z przechrztów, co znowu dokładnie się ukrywa.
A od strony komunistycznej prowodyrem była Passjonaria. Dokładnie taka sama historia. Rasowa, pełnej krwi Żydówka z przechrztów i żona republikańskiego premiera Negrina. Oto kto prowadził niezwykle krwawą i wyniszczającą wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi.
Biechtierew w wieku około 70 lat ożenił się z młodą Żydówką. Ponownie, związek Szatana i Antychrysta.
Franco miał 157 cm wzrostu, Napoleon miał 151 cm wzrostu. Pamiętacie - kompleks Napoleona? I wszystko to w większości przypadków jest związane z agresywnością. Tak więc Biechtierew dokonał trafnej diagnozy. A teraz w prasie sowieckiej piszą, że po takiej diagnozie Stalin go otruł. Po 3 dniach Biechtierew zmarł w tajemniczych okolicznościach. Krewni Biechtierewa wprost oskarżają o to jego nową młodą żonę. Okazuje się, że w wieku około 70 lat ożenił się on z młodą Żydówką. Ponownie, związek Szatana i Antychrysta.
Ta młoda Żydówka, wydaje się, że nazywała Berta Jakowlewna, była siostrzenicą szefa NKWD Jagody, czystej krwi Żyda. I, jak pisze prasa sowiecka, na rozkaz Stalina poprzez Jagodę jego siostrzenica otruła swego czcigodnego męża. A żydowska gazeta w Nowym Jorku, „New Russian Word” („Nowe Słowo Rosyjskie”), to wszystko przedrukowuje.
Przy bliższym zbadaniu tej sprawy ujawniają się następujące dziwne rzeczy. Okazuje się, że podczas słynnej sprawy Schneersona-Beilisa, która dla Rosji była odpowiednikiem słynnej głośnej sprawy Dreyfusa we Francji, w tym procesie w obronie Beilisa występował nie kto inny, jak tylko słynny psychiatra Biechtierew. To znaczy, był on Żydofilem.
Biechtierew urodził się w 1857 roku. Proces Schneersona-Beilisa miał miejsce w 1910 roku. Zwykle osoba w wieku 50 lat nie powinna popełniać pochopnych czynów. Oto jeszcze jeden żywy przykład tego, że jak tylko dotknie się kwestii żydowskiej, to pojawiają się degeneraci i natychmiast przystępują do obrony Żydów. Instynktownie.
Kontynuujmy naszą analizę przypadku Biechtierewa i przyjrzymy się innej książce. Aleksander Sielaninow, "Tajna siła masonerii", St. Petersburg, 1911 rok. Tutaj znowu, na stronie 99, spotykamy naszego dobrego znajomego. Znany mason Guczkow, jako Przewodniczący Dumy Państwowej wraz z profesorem Biechtierewem udał się do Konstantynopola, gdzie Młodzi Turcy (tj. tureccy masoni, którzy dokonali rewolucji w Turcji) uhonorowali ich z niezwykłą pompą. Na tej podstawie możemy wywnioskować, że Biechtierew był masonem i to wielkim masonem.
Według wielu źródeł, przed rewolucją Biechtierew był nie tylko lewicowcem, ale najbardziej, jak to się mówi, zażartym liberałem. Zachęcał studentów do brania udziału w ruchu rewolucyjnym, a nawet miał nieprzyjemności w służbie po roku 1905 z powodu swego skrajnego liberalizmu.
Dostojewski - jeśli ktokolwiek zniszczy Rosję, to będą to nie komuniści, nie anarchiści, a przeklęci liberałowie
A co mówił o liberałach F.M. Dostojewski? Powiedział, że jeśli ktoś zniszczy Rosję, to nie będą to komuniści, nie anarchiści, ale przeklęci liberałowie.
Ponieważ oni zawsze podkopują fundamenty państwa. Oto takim cholernym liberałem i był słynny profesor psychiatrii Biechtierew. I nie ma tu nic niezwykłego. Po przeanalizowaniu wielu znanych psychiatrów przekonałem się, że psychopatów wśród psychiatrów jest znacznie więcej niż w jakimkolwiek innym zawodzie.
Nasz Biechtierew, który w wieku 70 lat ożenił się z młodą Żydówką, jest dobrą ilustracją do definicji Bierdiajewa o związku Szatana i Antychrysta. Na początku wydawało nam się, że obrzydliwy be - Stalin otruł dobrego słynnego przedrewolucyjnego profesora psychiatrii Biechtierewa, prawdziwego miłośnika prawdy i patriotę. Który niby oto wyszedł i wyłożył całą prawdę: "Stalin – to paranoik".
Ale przy głębszej analizie widzimy, że Biechtierew był takim samym degeneracyjnym paskudztwem, jak sam Stalin, ale paskudztwem o dużo większym stażu. Znowu potwierdza się powiedzenie, według którego wąż gryzie siebie za ogon. Więc widzą Państwo, wszędzie szukamy prawidłowości i wszędzie je znajdujemy.
Powtarzam, robimy to wszystko po to, aby chronić Żydów przed antysemityzmem, a także innych normalnych ludzi, którzy bezmyślnie są oskarżani o antysemityzm.
Powróćmy do naszego dzisiejszego tematu - udziału Żydów w "rosyjskiej" rewolucji. Prezydent Reagan wielokrotnie powtarzał w ciągu swojej kariery, że Związek Sowiecki - to imperium zła. To stało się jego hasłem, ale żeby odkryć korzenie tego imperium zła, nikt w Ameryce nic nie zrobił. Dlaczego? Kolejna zagadka ...
Całe to zło w Związku Radzieckim utrzymywało się na Żydach
A przecież całe to zło w Związku Sowieckim utrzymywało się na Żydach. Teoria – na Karolu Marksie, a praktyka – na sowieckim rządzie, który w 80% składał się z jawnych Żydów, a pozostałe 20% - to zamaskowani pół-Żydzi lub ludzie żonaci z Żydówkami.
Dzisiaj Żydzi prawie każdego dnia podnoszą wycie do Niebios - holokaust, katastrofa ... O tym, jak Hitler zniszczył około 6 milionów Żydów (liczba ta jest przesadzona co najmniej dziesięć razy, patrz: Jürgen Graf. "Mit o Holokauście" Russian Gazette , - Русский вестник numer 32-34, 1996).
Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan
Nikt jednak nie krzyczy o tym, że Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan i że są tu trochę winni. Teraz zajmiemy się tą kwestią bardziej szczegółowo.
Najbardziej znanym badaczem kwestii żydowskiej na emigracji rosyjskiej był niejaki Andriej Dikij (ros. - Андрей Дикий, pol. - Dziki), który napisał bardzo dobrą książkę "Żydzi w Rosji i w ZSRR". Książka ta została wydana w Nowym Jorku w 1967 roku. Uważnie ją przestudiowałem i uważam za bardzo interesującą i bardzo wartościową książkę.
Ale zaczniemy naszą analizę, przede wszystkim od autora. Andrieja Iwanowicza Dikiego, to jego pseudonim, a prawdziwe nazwisko autora - Zankiewicz. Być może Białorus, a może i nie - nie wiem. Jednak sam pseudonim jest dość charakterystyczny - Dikij - Dziki. Jeszcze słynny francuski pisarz Balzac zupełnie poważnie pisał: "Imię człowieka często wpływa na jego los". Sołżenicyn również to powtarza. Zwłaszcza, gdy dany człowiek sam wybiera sobie imię - pseudonim. Na przykład,- Maksim Gorkij. Jego prawdziwe nazwisko - to Pieszkow. Mało dźwięczne nazwisko. Jaki wybiera sobie pseudonim? Gorkij. (pol. – Gorzki). Dlaczego? Ten pseudonim odpowiadał goryczy, która była w jego duszy.
Specjalnie zajmowałem się tym problemem. Znam kilka przykładów na to, jak człowiek, który przyjął pseudonim Dikij, w swojej duszy był anarchistą. Na przykład, - Boris Wilde, literacki pseudonim Dikij, członek francuskiego ruchu oporu, rozstrzelany przez Niemców w 1942 roku. Z jego dzienników jasno widać, że ​​był on prawdziwym psychopatą, mono-maniakiem z kompleksem samozniszczenia, samobójstwa.
Oto inny przykład - kanclerz Niemiec Zachodnich Willy Brandt. Ale Brandt - okazało się, że to jego pseudonim, co oznacza pożar, a jego prawdziwe nazwisko to Fromm. Dzisiaj jest prezydentem Światowej Międzynarodówki Socjalistycznej, gdzie gromadzą się wszyscy lewicowcy i liberałowie.
Wróćmy do naszego Dikiego - Dzikiego. Okazuje się, że miał młodszego brata – „suchą-rączkę” – z uschniętą ręką (ros. – „сухоручкy”).
A nieubłagane prawo natury mówi - jeśli jeden brat lub siostra ma znaki degeneracyjne (zwyrodnieniowe), to z reguły rozprzestrzeniają się one na wszystkich braci i siostry, ponieważ jest to genetyczne. W ciągu kilku pokoleń ginie cały ród, ponieważ źródłem tego wszystkiego jest zwyrodnienie (degeneracja).
Czasami na wykładach zamiast terminu – degeneracja będę mówił zboczenie, zwyrodnienie, aby nie było elementu zniewagi. Jeden z największych badaczy degeneracji, uczeń profesora Lombroso, Max Nordau, nazywał Lwa Tołstoja zboczeńcem (zwyrodnialcem) najwyższego rzędu. Nordau napisał nawet książkę „Degeneracja”, która została kilkakrotnie wydana przed rewolucją w języku rosyjskim. W swojej pracy analizował on degenerację w dziedzinie literatury i poświęcił wiele miejsca L. N. Tołstojowi. W rzeczy samej – niezręcznie jest nazywać światowej sławy pisarza degeneratem, więc wymyślił on nowy termin – zboczeniec najwyższego rzędu.
Do „Głosu Ameryki” byli brani tylko ludzie z kompleksem pederastii Lenina
A więc, na mojej fiszce na Andrieja Dikiego jest napisane - brat „sucha-rączka”. Informacja otrzymana od Georgesa Kostina (ros.- Жоржа Костина) 25 grudnia 1972 roku. Georges wyglądał na mniej niż 50 lat, był taki pomarszczony ... no, w ogóle nieciekawy. A obok niego siedziała młoda piękna żona. Potem okazało się, że to było takie samo fikcyjne małżeństwo, jak i u profesora Biechtierewa.
Ten George Kostin pracował dla „Głosu Ameryki” i wiem, że tylko ludzie z kompleksem pederastii Lenina byli brani do „Głosu Ameryki”. Tak więc - informację o bracie „suchej rączce” powiedział mi ten George. Podobne poznaje się przez podobne. Rzecz w tym, że zwykły człowiek może nie zwrócić uwagi na ten fakt, ale legionista zawsze zobaczy legionistę. Wiec, jak się mówi, dzięki za informację ...
Andriej Dikij w latach 30-tych był jednym z liderów NTS*/, solidaristów. I to był wciąż ten sam gang. To była masońska sztuczka. Tylko dlatego amerykański wywiad płacił im pieniądze. Później Dikij pokłócił się z NTS, tak jak to jest z ludźmi "dzikimi", którzy z nikim się nie dogadują, ponieważ są permanentnymi rewolucjonistami. Jest to już drugi minus. Policzmy zatem plusy i minusy.
*/ - NTS - Związek Rosyjskich Ludzi Pracy Solidarystów (НТС – Наро́дно-трудово́й сою́з росси́йских солидари́стов). NTS/НТС – polityczna organizacja emigracji rosyjskiej (A.L.)
Już wcześniej powiedziałem wprost, że jego książka jest bardzo dobra, bardzo cenna. To duży plus. Analizując autora, natkniemy się jednak na trzy minusy: po pierwsze, Dikij - to anarchista, po drugie - brat „sucha-rączka”, po trzecie - jeden z liderów NTS.
Zmarł on w 1977 roku po długiej i ciężkiej chorobie. Umierał bardzo ciężko w domu starców na farmie Tołstoja. Dziko krzyczał. Zauważmy, że do domu starców biorą tylko ludzi w podeszłym wieku, którzy są chorzy psychicznie lub sparaliżowani. Czyli takich, którzy nie mogą zająć się sobą.
Andriej Dikij - najsłynniejszy Antysemita na rosyjskiej emigracji ożenił się z Żydówką!
Ze swoją pierwszą żonę dzieci nie miał. Już w dojrzałym wieku 50-60 lat żeni się z drugą. Ale kim była ta żona? Żydówką - karaimką. Czyli najsłynniejszy Antysemita na rosyjskiej emigracji ożenił się z Żydówką!
* - Tak samo było z przywódcą rosyjskich faszystów w USA – Wonsiaсkim (ros. –Вонсяцким), on również był żonaty z Żydówką.
- Tak, to samo jak z Wonsiackim. W pierwszym małżeństwie przywódca rosyjskich faszystów w Stanach Zjednoczonych Wonsiacki miał za żonę młodziutką Żydówkę z Odessy. W drugim małżeństwie ożenił się z kobietą - milionerką, która była dwa razy starsza od niego, nadawała się na jego matkę. Gorszący kompleks Edypa. Wszyscy oni – to dziwacy. Ale za tymi dziwactwami ukryte są zaburzenia psychiczne. Ci ludzie próbują wstrząsnąć całym światem.
* - Tu przychodzi na myśl jeden z aksjomatów z poprzedniej serii wykładów "Protokoły Sowieckich Mędrców". Stałym i bolesnym antysemitą będzie najczęściej osoba z domieszką krwi żydowskiej (ros. - c прожидью).
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.16 11:42 Gazetawarszawska GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU Cz. 2/2

Gazeta "New York Times" opublikowała wyniki badań, przeprowadzonych przez grupę amerykańskich naukowców. Przeanalizowali oni 78 największych osobistości w historii ludzkości i okazało się, że:
- 37% - miało ostre choroby psychiczne podczas ich życia;- 83% - było oczywistymi psychopatami;- 10% - było lekko psychopatycznymi;- 7% - było normalnymi ludźmi.
Kiedy badania zawężono do 35 z największych geniuszy w historii ludzkości, to okazało się, że:
- 40% - cierpiało na ostre choroby psychiczne;- 90% - było psychopatami.
Oto dlaczego w degeneralogii istnieją trzy "Prawa 90%", trzy podstawowe prawa profesora Igora Borisowicza Kałmykowa:
- 90% - wszystkich poważnych przestępstw wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich chorób (za wyjątkiem chorób zakaźnych) wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich geniuszy w historii ludzkości było zboczeńcami, zwyrodnialcami.
Badam ten przedmiot już od ponad 50 lat i po całym tym czasie, poświęconym na prace badawcze, doszedłem do następującego wniosku:
Degeneralogię powinny badać służby bezpieczeństwa państwowego wszystkich krajów bez wyjątku. Jest to konieczne po to, abyśmy już nigdy więcej nie szli na wojnę - naród przeciwko narodowi, dla zabawy i sadystycznych przyjemności przywódców zdegenerowanej sekty.
Również usilnie zalecam, aby Podstawy Degeneralogii były obowiązkowo wprowadzone w starszych klasach szkół i na pierwszych latach wyższych uczelni, aby normalni ludzie wiedzieli o istnieniu ogromnej klasy degeneratów i potrafili dokonać właściwego wyboru w młodości dla stworzenia zdrowej rodziny.
- Skąd Pan wie, może sam Pan jest degeneratem?
- W poprzednim pytaniu mówiliśmy o sprawdzaniu na degenerację według drzewa genealogicznego. Jest to prosty i stosunkowo łatwy test-sprawdzenie, dostępny dla prawie każdego z nas.
Istnieją jednak specjalne przypadki. Co mają robić sieroty – podrzutki, które nie znają swojej historii rodzinnej? Co mają robić przybrane dzieci, którym w większości przypadków ich zdegenerowani przybrani rodzice nie mówią o tym (często sami nie mają tej informacji)? Te przybrane dzieci będą całkowicie przekonane, że oni i ich przybrani rodzice są jedną rodziną.
Pośród klasy degeneratów jest tak wiele wszelkich diabolicznych kombinacji, że u nich tam sam diabeł złamie nogę. Na przykład, czy wiecie Państwo, że degeneraci biorą ogromną ilość przybranych dzieci? Setki tysięcy rocznie. Te przybrane dzieci nie będą żyć w małżeństwach z prawdziwymi dziećmi degeneratów (mówiliśmy już o tym wcześniej - o nienormalnych relacjach seksualnych wśród degeneratów).
Te przybrane dzieci, gdy nadejdzie czas, aby stworzyć własną rodzinę, będą szukać, szukać, szukać wśród swoich zdegenerowanych przyjaciół, aż w końcu znajdą innego partnera, który był również normalnym, takim samym adoptowanym dzieckiem. Te nowe rodziny będą normalne w 100%, ale wszystko wokół, w tym również oni sami, będą w 100% przekonani, że oni też są degeneratami, ponieważ z pianą na ustach będą bronić wszystkich dziwnych, nietypowych zachowań swoich „rodziców” i przyjaciół. Czy widzą Państwo, jak wszystko się od razu skomplikowało?
Dlatego w degeneralogii wszystkie reguły i aksjomaty zawsze mówią o 90% i nigdy nie mówią o 100%. Ponieważ dzieci i wnuki tych "przybranych par" będą głośno krzyczeć:
"Tak, jesteśmy w 100% zdegenerowani, w drugim, a nawet w trzecim pokoleniu!Jednak - popatrzcie na nas! My jesteśmy normalni! Nasze dzieci są normalne!Jak to wszystko nam wytłumaczysz - drogi nasz przyjacielu?"
W bardzo prosty sposób. Każdy może szybko wykonać prosty test-samosprawdzenie.
Z tymi, którzy trafiają do trzeciego stadium degeneracji (wady wrodzone) i w drugiego stadium degeneracji (choroby psychiczne), wszystko wydaje się być jasne.
Pozostaje ustalić, czy trafiają Państwo do pierwszego stadium degeneracji (perwersje seksualne).
W naszym postępowym wieku wiele seksualnych perwersji pod presją degeneracyjnej propagandy w środkach masowego przekazu (masowej dez-informacji) stało się prawie normą. Pozycja 69 jest już zalecana na amerykańskich uniwersytetach jako dobry środek antykoncepcyjny. Wielu z klasy normalnych ludzi już zaczęło to robić. Jak zatem będziemy mogli sprawdzić siebie pod kątem perwersji, zboczeń seksualnych?
W bardzo prosty sposób.
Spróbujcie zrobić to w normalny sposób, tak jak nasi ojcowie i dziadowie robili to od stuleci, "twarzą w twarz - i mężczyzna na górze".
Kilka razy. Bez oszustwa.
Nie próbujcie sobie wyobrazić, kiedy śpicie z żoną, że śpicie z innym mężczyzną, z psem lub ze swoją matką ...
Jeśli wyniki tego autotestu będą pozytywne – to nie muszą Państwo o nic się martwić. Po prostu wyprała wam mózg propaganda degeneracyjna i nauczyła was robić idiotyczne rzeczy. Nawet jeśli poprzedni test sprawdzenia „waszego drzewa genealogicznego” dał inny wynik - to znaczy, że po prostu wam nie powiedziano, że jesteście przybranym dzieckiem, czy też waszym rodzicom nie powiedziano, że oni byli przybranymi dziećmi.
Natomiast jeśli wynik autotestu na perwersje seksualne okazałby się negatywny, to - niech Bóg pomoże wam dokonać prawidłowego wyboru. Ale o tym porozmawiamy później.
- A dlaczego nie założyć, że wszyscy jesteśmy degeneratami?
- Pańskie pytanie przypomniało mi historię pewnej starej kobiety, przebacz Boże, która przed śmiercią wyraziła całą swoją filozofię życiową w jednym zdaniu:
Cały świat - to burdel, wszyscy ludzie – to kur .. (ros. - Весь мир – бардак, все люди – бл.ди)
Myślę, że wielu złodziei, alkoholików i narkomanów mogłoby podobnie sformułować swoje poglądy na życie. Wierzą w to oni całym sercem. Myślą oni, że cały świat jest taki sam jak oni.
Oczywiście, są złodzieje, przebacz Boże, alkoholicy i narkomani. Jednak jest też mnóstwo normalnych ludzi. Budują oni domy, drogi, mosty i tunele. Codziennie przewożą tysiące ludzi w samolotach, pociągach i autobusach. Latają w kosmosie. Stale tworzą. Wszystkie klany rodzinne ze zdrowym drzewem genealogicznym będą tego świadkami.
Normalnych ludzi jest tak dużo, że cała niszczycielska energia klasy degeneratów nie zdołała ich zniszczyć, chociaż ta wojna trwa bez końca już przez wiele tysięcy lat.
- Co Pan myśli na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego?
- Struktura władzy klasy zdegenerowanej na Zachodzie jest praktycznie taka sama jak struktura władzy Partii Komunistycznej na Wschodzie.
Każda organizacja radziecka, w tym "Ruch na rzecz pokoju i współpracy gospodarczej", miała mnóstwo pomocników technicznych - referentów. Zwykle znajdowali się w dolnej części eszelonu struktury, ale wszystkie te struktury obejmowały również pewną liczbę wysokiej jakości patentowanych komunistów na kierowniczych stanowiskach.
Czy może Pan sobie wyobrazić dowolną poważną organizację radziecką, gdzie stanowiska kierownicze zajmowaliby nie członkowie partii?
To samo dotyczy zachodniego odpowiednika radzieckiego Kominternu - hominternu, tego sojuszu międzynarodowego bractwa homosiów - degeneratów.
Dlatego, odpowiadając na Pańskie pytanie, myślę, że 90% liderów MFW jest patentowanymi degeneratami. Reszta członków tej organizacji (zwykły personel techniczny) - myślę, że jest wystarczająco dobrze wytresowany, ​​aby nie zadawać niewygodnych pytań na temat decyzji kryminalnych i zaleceń swoich przywódców.
- Co Pan myśli o Jelcynie i jego drużynie?
- Wszystkie debaty na temat jego działalności wiążą się z tym, że ludzie złudnie myślą, że Jelcyn i wybrani przez niego degeneraci – wszyscy razem pracują na rzecz dobra Rosji.
Jest to bardzo niebezpieczne złudzenie.
Wszyscy oni – są gangiem degeneratów, posadzonych robić to, co robią, i to całkiem skutecznie. Ich głównym zadaniem jest:
Myślę, że z tym zadaniem poradzili sobie dość sprawnie. A kiedy już potną na złom ostatnią sowiecką atomową łódź podwodną – to dopiero wtedy poznacie prawdziwe oblicze zachodniej demokracji, która od dawna znajduje się pod piętą przywódców zdegenerowanej sekty.
- Czy może być w Rosji normalny rząd?
- Pańskie pytanie dotyczące rosyjskiego rządu (lub rządu jakiegokolwiek innego państwa) doprowadziło nas do drugiej części naszej rozmowy.
W pierwszej części dowiedzieliśmy się o tym, że istnieje liczna klasa degeneratów - fakt absolutnie nieznany większości normalnych ludzi. W drugiej części tej rozmowy dowiemy się o tym, że klasa degeneratów jest niejednorodna.
Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni (ros. - хорошие, плохие и мерзкие). Dokładniej - dobrzy zboczeńcy, źli degeneraci i wstrętni wyrodki rodzaju ludzkiego. (ros. - хорошие вырожденцы, плохие дегенераты и мерзкие выродки рода человеческого).
Ponownie, po raz kolejny, chcę podkreślić, że termin degenerat jest używany przez nas jako termin czysto medyczny (zboczeniec) i nie powinien być odbierany jako słowo obraźliwe.
W socjologii wyższej degenerat – to pojęcie biologiczne. Tj. jeśli normalne i zdrowe zaadoptowane przez rodzinę chasydzko - lubawiczewską dziecko przejdzie wieloletnią szkołę wychowania talmudycznego, to od tego nie stanie się ono biologicznym degeneratem. Prawdopodobnie stanie się moralnym potworem, jednakże, poznając wyższą socjologię, jako biologicznie normalny człowiek, może stać się w pełni naszym przyjacielem i sprzymierzeńcem. Z drugiej strony, również prawdziwi biologiczni zboczeńcy mogą niekiedy stać się naszymi przyjaciółmi i sojusznikami.
Na przykład, Piotr Iljicz Czajkowski był takim dobrym zboczeńcem (degeneratem). Jego nienormalne życie seksualne i brak dzieci są wyraźnym wskaźnikiem degeneracji jego rodu. Jednak napisał on zdumiewające dzieła muzyczne, był cichym i dobrze wychowanym człowiekiem. Jego muzyka nie była dekadencką i nie popierał on trucizny dekadencji w świecie sztuki. Ponadto, jak już mówiłem, nie miał dzieci. Wszystko to pozwala nam odnieść go do kategorii dobrych zboczeńców, zaklasyfikować go jako dobrego degenerata.
Widzę, że chce mnie Pan zapytać – a co ma z tym wspólnego brak dzieci?
Widzi Pan, nawet jeśli ojciec i matka byli dobrymi zboczeńcami i zrobili wiele dobrego w swoim życiu, nieustannie walcząc z demonami degeneracji – to nie ma żadnej gwarancji, że ich dzieci będą kontynuować to dzieło. Wręcz przeciwnie, dzieci oczywistych degeneratów, z reguły, całkowicie niszczą całe to dobro, które uczynili ich rodzice, a ponadto - kontynuują swoją destrukcyjną ścieżkę do samego końca. Pamięta Pan słynną książkę Ethel Lilian Voynich "Овод"? (pol. „Giez”). Ojciec był arcybiskupem, a syn stał się rewolucjonistą i wszystko to skończyło się tragedią. Jest to typowa historia. Oto dlaczego bezdzietność (celibat) jest bardzo ważnym kryterium do umieszczenia w kategorii - dobry degenerat.
Kiedy tylko to Pan zrozumie, możemy przejść do Pańskiego pytania o normalnym rządzie.
A więc, czy może człowiek z normalnymi, jak u wszystkich, rozwiniętymi mięśniami nóg brać udział w zawodach i wygrać bieg?
Tak, może. Na poziomie drużyny szkolnej.
Tak, może uczestniczyć i być może wygrać na poziomie miasta.Tak, może brać udział, ale nie ma żadnych szans na wygraną na poziomie kraju.Natomiast w zawodach na poziomie światowym - nie może on nawet brać udziału, nie mówiąc o zwycięstwie.
Czy rozumie Pan, do czego zmierzam? Tylko osoba z nienormalnie, nadmiernie rozwiniętymi mięśniami nóg może brać udział i ma szanse wygrać w rywalizacji o znaczeniu związku sportowego i świata.
Te same zasady obowiązują w zawodach, dotyczących zapasów w wolnym stylu ... o władzę.
Tylko człowiek z nienormalnie rozwiniętą żądzą władzy (stłumiony sadystyczny homo - maniak) może zwyciężyć w walce o władzę. Jest to aksjomat degenerologii.
Jak mówi się w narodzie - określona substancja zawsze wypnie na sam wierzch.
Tak więc, klasa degeneratów jest niejednorodna. Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni.
Dobrzy degeneraci zawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. W rządzie zawsze będą oni walczyć ze wstrętnymi degeneratami, tak jak policja stale walczy z elementami przestępczymi.
Źli degeneraci w rządzie - będą udawać, że nic się nie dzieje. Nie będą nawet próbować powstrzymać wstrętnych degeneratów podczas ich ataków na klasęnormalnych ludzi.
Wstrętni degeneraci zawsze rozpoczynają od ataku na dobrych degeneratów, ponieważ dobrzy degeneraci, jako system obronny organizmu, mogą szybko rozpoznać i zneutralizować działania wstrętnych degeneratów. Po stłumieniu dobrych degeneratów w rządzie, wstrętni degeneraci, z reguły, natychmiast rozpoczynają wojnę na pełną skalę przeciwko całej klasie normalnych ludzi.
W filozofii marksistowsko-leninowskiej proces ten nazywany jest prawem o jedności i walce przeciwieństw - jako motor postępu historycznego. Dwa tysiące lat przed nimi Rzymianie sformułowali to prawo w następujący sposób: Similia Similibus Curantur czyli "podobne poznaje się po podobnym" (a dokładniej "podobne leczy się podobnym").
A więc - jak ustalić, czy w rządzie są dobrzy degeneraci?
W taki sam sposób, jak ustalamy - czy mamy kota pod łóżkiem. Wpuścimy myszkę do pokoju i kot, jeśli jest, wyskoczy, aby złapać tę myszkę.
A więc, trzeba wpuścić nasze myszy ...
W jaki sposób rząd reaguje na ruch na rzecz praw pederastów?W jaki sposób rząd reaguje na karę śmierci dla degeneratów - przestępców?W jaki sposób rząd chroni interesy klasy normalnych ludzi pracy?W jaki sposób rząd chroni interesy pasożytniczej klasy degeneratów?
Proste pytania. Proste odpowiedzi. Prosty test.
Ta sama metodyka może być zastosowana do każdej innej struktury: nauki, sztuki, wojska, prasy, telewizji, Cerkwi/Kościoła ...
Test ten da nam jasny obraz tego, jakie oddziały w organizacji zostały w pełni zajęte przez wstrętnych degeneratów, jakie znajdują się w stanie stagnacji pod kierownictwem złych degeneratów i jakie są pod kontrolą dobrych degeneratów, którzy energicznie walczą, ratując i chroniąc siebie, a równocześnie i całą klasę zwykłych ludzi pracy, przed gwałtownymi atakami wstrętnych degeneratów.
Często mnie pytają - czy mogą być normalni ludzie u władzy? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: teoretycznie tak, ale w praktyce, jeśli normalny człowiek dojdzie do władzy – on tam długo się nie utrzyma. Nie bez powodu przysłowie ludowe mówi - z wilkami żyć – jak wilki wyć.
- Co Pan myśli o bojownikach za "czystość krwi"?
- Pan Bóg nienawidzi rasizmu w jakiejkolwiek formie. Pan Bóg nienawidzi samą ideę, że jakiś naród może ogłosić się narodem wybranym. Jest to rasizm w najgorszym przejawie.
Czytajcie Douglasa Reed’a. Jego monumentalne dzieło „Spór o Syjon” (można je przeczytać na stronie informacyjnej http://rus-sky.com ) mówi o tym bardzo dobrze i uważam, że byłoby dobrze, aby wielu z naszych ojczulków (kapłanów – A.L.) zapoznało się z nim, zanim zaczną śpiewać chwałę Staremu Testamentowi.
Każdy człowiek, który będzie się starał zachować „czystość krwi” poprzez zakaz małżeństw mieszanych z normalnymi ludźmi innych narodowości, ryzykuje przyspieszyć proces degeneracji swojego narodu. Zwłaszcza, jeśli jest to mały naród.
Jeszcze raz podkreślam - mówimy tutaj o małżeństwach pomiędzy normalnymi ludźmi.
- A co Pan myśli o małżeństwach zboczeńców i o odrodzeniu (stworzeniu) "Nowego Narodu" (ros. - "Новой Нации"?)
- Wyobraźmy sobie, że ktoś zacznie zwozić członków zdegenerowanej sekty w jedno miejsce, powiedzmy ... na wyspę Madagaskar (przecież był taki projekt pod koniec lat 30-tych, poszukajcie w archiwach - bardzo ciekawe ...) .
Będą tam degeneraci z USA, Rosji, Kanady, Etiopii, Iraku, Anglii, Francji ... Wcześniej czy później zaczną się oni ze sobą żenić. Jak myślicie, jaki będzie wynik tych małżeństw? Normalne dzieci?
Oto moja odpowiedź na Pańskie pytanie, dotyczące małżeństw między członkami zdegenerowanej sekty i o stworzeniu "Nowego Narodu" (ros. – *„Nowej Nacji”)*ludzi pracy.
Zupełnie inny problem powstaje przy mieszanych małżeństwach pomiędzy członkami zdegenerowanej sekty a lokalną (tubylczą) ludnością.
Czy widzicie Państwo – degeneratom jest trudno kontynuować swój ród. Stąd pochodzi nazwa – zboczeńcy, zwyrodnialcy, wyrodki. Ich nawyki seksualne są bardzo dobrze opisane w rosyjskim "rzucaniu mięsem" (ros. „mat”, „материться” - przeklinanie, niecenzuralne rzucanie słów – obelg). Przecież oni dosłownie robią wszystko to, o czym bezmyślnie mówią („матюгаются” – pol. rzucają wulgarne słowa) nastolatkowie w bramach domów. Tak więc, jeśli degenerat zdecyduje się poślubić miejscową tuziemkę – to normalna kobieta nie potrafi uczestniczyć przez długi czas w jego patologicznych orgiach. Tylko świeżo upieczona lokalnadegeneratka – tuziemka zaspokoi jego potrzeby.
Czy pamiętają Państwo, jak rozmawialiśmy o efekcie „wsysającej gąbki” oraz o efekcie „światowego rowu ścieków”? Zdegenerowana sekta, jak gąbka, nieustannie wchłania w siebie wszystkich świeżo upieczonych lokalnych tubylców - degeneratów. Działają oni jako ogólnoświatowy rów ściekowy, stale zbierając śmieci od wszystkich narodów świata.
Większość małżeństw mieszanych między członkami zdegenerowanej sekty i lokalną ludnością tubylczą są małżeństwami pomiędzy dwoma degeneratami - starymi i nowymi (świeżo upieczonymi).
Jedynym wyjściem z tego błędnego cyklu – to bezdzietność lub dzieci przybrane, ale to jest temat na inną rozmowę.
- A jak u Pana jest z tematem religii?
- Jestem ochrzczonym Rosjaninem i, jak większość Rosjan, uważam się za Prawosławnego. Jednak nie rozumiem niektórych trudnych miejsc z żydowskiego Starego Testamentu. Wielu teologów uważa, że ​​miejsca te zostały po prostu wstawione tam przez żydowskich kapłanów - lewitów.
Dlaczego? To proszę poczytać książkę Douglasa Reeda „Spór o Syjon”, gdzie porównuje on teksty Starego Testamentu i Nowego Testamentu. Oto co on tam pisze:
”... Po życiu Jezusa Chrystusa Stary Testament wraz z Nowym Testamentem został przetłumaczony przez Świętego Hieronima na łacinę i te Testamenty zostały uznane przez Kościół/Cerkiew za pochodzące z tego samego boskiego autorytetu, jako części jednego Pisma Świętego.
TORA (Stary Testament)
"I rzekł do mnie Pan ... W tym dniu zacznę wzniecać przed tobą przerażenie i lęk przed tobą we wszystkich narodach pod niebem, że usłyszą o tobie i będą drżeć, i będą w strachu przed tobą ... Ponieważ On ukochał twoich ojców, dlatego wybrał On ich nasienie po nich ... aby wypędzić narody przed tobą, które są większe i silniejsze od ciebie, abyś wszedł ty, żeby oddać tobie ich ziemię w dziedzictwo…
I kiedy Pan, Bóg twój, odda ich tobie, pokonasz ich i całkowicie ich zniszczysz; i nie zawrzesz z nimi porozumienia, ani nie okażesz im miłosierdzia; ani nie zawrzesz małżeństw z nimi ... i zniszczysz ich ołtarze i rozbijesz ich bożków ... Bo jesteś świętym ludem przed Panem, Bogiem twoim; i Pan, twój Bóg, wybrał ciebie, abyś był narodem szczególnym pod Nim, ponad wszystkimi narodami na ziemi ... I pożresz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, wyda ci ; oko twoje nie będzie miało litości dla nich ... Ale Pan, Bóg twój, wyda ich tobie i wytępi ich potężnym zniszczeniem, dopóki nie zostaną oni wytępieni ...
I wyda ich królów w ręce twoje i ty wytępisz ich imię spod nieba; nie ustoi się nikt przeciwko tobie, dopóki ich nie wytępisz ... Każde miejsce, na którym stanie twoja stopa, będzie twoje ... nawet do najbardziej odległych mórz będą sięgały twoje brzegi ... A w miastach tych narodów, które Pan, twój Bóg, da ci w dziedzictwo, nie zostawisz przy życiu niczego, co oddycha ... (Księga Powtórzonego Prawa)
NOWY TESTAMENT
„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój: albowiem oni będą nazwani synami Bożymi ... Słyszeliście, że powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół ... Nie gromadźcie skarbów na ziemi ... jaka jest korzyść dla człowieka, choćby cały świat pozyskał, ale stracił duszę swoją?
Kochaj Pana, Boga swego ... to jest pierwsze i największe przykazanie; a drugie podobne jest: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opierają się całe Prawo i Prorocy ... Jeden jest Pan wasz, Chrystus, a wy wszyscy - bracia ... Kto zechce się wywyższyć, niech będzie poniżony ... Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze ... bo jesteście synami tych, którzy zabijali proroków ... to nauczanie Królestwa Niebiańskiego będzie głoszone w całym świecie, jako świadectwo dla wszystkich narodów ...
Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim ... i uczynił wszystkie narody z jednej krwi ... Wiedzcie, że zbawienie Pańskie posłane jest do nie-Żydów - pogan i usłyszą je ... Ponieważ obietnica, że będzie on władał całym światem, nie było dana Abrahamowi, ani jego potomstwu, zgodnie z prawem, ale tylko przez prawdziwą wiarę ...
Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią ... „(Ewangelie, Dzieje i Listy).”
Jak widać - religia jest tematem skomplikowanym i sprzecznym, jak zresztą również i degeneralogia, dlatego, z reguły, w dyskusje na tematy religijne staram się nie wchodzić. Mogę tylko dodać, że moją ulubioną modlitwą jest Modlitwa Ostatnich Starców Optyńskich. Oto ona (cytuję z pamięci):
Panie Boże spraw, abym ze spokojem duszy mógł spotkać wszystko, co przyniesie mi nadchodzący dzień. Pozwól mi całkowicie oddać się Twojej Świętej Woli. W każdej godzinie tego dnia - we wszystkim pouczaj i wspieraj mnie. Bez względu na rodzaj informacji, które będę dostawał w ciągu dnia, naucz mnie przyjmować je ze spokojem duszy i twardym przekonaniem, że wszystko jest z Twojej Świętej Woli. We wszystkich moich słowach i uczynkach - kieruj moimi myślami i uczuciami. We wszystkich nieprzewidzianych przypadkach - nie pozwól mi zapomnieć, że wszystko zostało zesłane przez Ciebie. Naucz mnie bezpośrednio i rozumnie obcować z każdym członkiem mojej rodziny, nikogo nie denerwując ani nie zasmucając. Panie Boże, daj mi siłę do zniesienia zmęczenia nadchodzącego dnia i wszystkich jego wydarzeń. Kieruj moją wolą i naucz mnie modlić się, wierzyć, mieć nadzieję, tolerować, przebaczać i kochać. Amen.
- Miałem na myśli religię, jako przedmiot poznania ...
- Religia, jako przedmiot poznania ...
Jak już mówiłem, degeneracja jest integralną częścią cyklu życia. Ten proces trwa już od tysięcy lat. Po prostu wcześniej był on nazywany inaczej. Kiedy ten nowy, świeżo upieczony degenerat zaczyna po raz pierwszy uświadamiać sobie, że różni się on od innych ludzi (od normalnych ludzi) – to pojawia się u niego wybór. Może stać się dobrym zboczeńcem, złym degeneratem lub wstrętnym wyrodkiem.
Rozpatrzmy to na prostym przykładzie.
Kiedy młody sadystyczny homo - nastolatek zaczyna odczuwać po raz pierwszy obecność demonów degeneracji (pragnienia dominacji, atakowania, zabijania) – to może on:
  1. Dołączyć do lokalnego gangu ulicznego (lub zorganizować własny) i zacząć rabować i zabijać lokalnych normalnych ludzi.
  2. Wstąpić do szkoły Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zostać policjantem i zacząć zabijać i atakować członków lokalnych gangów przestępczych.
Czy widzi Pan różnicę? To samo dotyczy religii.
Jeśli młody homo-nastolatek poczuł obecność destrukcyjnych demonów degeneracji, to może on wstąpić do dowolnego bractwa zakonnego, w którym bracia, z reguły są bardzo doświadczeni w sprawach degeneracji, i pomogą mu walczyć z tymi demonami. W końcu bractwa mnichów mają tysiącletnie doświadczenie w walce z tym złem. Wie Pan, o czym tutaj mówię - post, modlitwa, ciężka praca fizyczna, milczenie, a co najważniejsze - celibat (bezżenność).
Tylko ci z braci, którzy przejdą wieloletnią próbę w walce z demonami degeneracji, przechodzą na bardziej odpowiedzialne stanowiska w hierarchii cerkiewnej (przynajmniej tak, jak było wcześniej). Oni już wiedzą to, o czym tu mówimy. Wszyscy oni poczuli to na własnej skórze. Kapłani większości religii są bardzo dobrze zorientowani w prawach degeneracji i dlatego starają się pomóc lokalnym, świeżo upieczonym, tubylczym degeneratom podjąć właściwą decyzję. Dokonać właściwego wyboru między Bogiem a diabłem.
Kiedy kapłan wysłuchuje spowiedzi - on nie przywiązuje większej uwagi do drobnych grzechów, ale jak tylko wykryje dowolne oznaki degeneracyjnego zachowania– to od razu zaczyna szczegółową rozmowę z nastolatkiem i jednocześnie usilnie zachęca go do wstąpienia do miejscowego bractwa.
Powtarzam raz jeszcze - wszystko to jest wielkim uproszczeniem, ale myślę, że pomoże to Panu nakreślić ogólne zarysy problemu i sposoby jego rozwiązania.
To jest dobre.
Z drugiej strony, homo-nastolatek może wstąpić do klubów degeneratów (Illuminaci, Masoni, Rotary, etc., etc.), zorganizowanych przez przywódcówdegeneracyjnej sekty po to, aby kierować niszczącą energię miejscowych degeneratów - tubylców przeciwko normalnym ludziom przeciwko normalnym strukturom swego państwa.
To będzie obrzydliwe.
A cóż jest wtedy złe?
Złe będzie wtedy, kiedy ten nastolatek nie pójdzie za Bogiem (za braćmi), nie pójdzie za liderami degeneracyjnej sekty (będzie to obrzydliwe), ale będzie się starał oszukać samego Pana Boga poprzez małżeństwo z normalną kobietą, a tym samym całkowicie zniszczyć wszystkie jej marzenia o szczęśliwej rodzinie i o zdrowych dzieciach.
Proszę dobrze zapamiętać - wybór jest zawsze wasz. Zawsze macie wybór.
- Wynika z tego jakaś ponura beznadziejność. Nie pozostawiono nam żadnej szansy. Błyskawicznie degenerująca się ludzkość toczy się z góry w nieuniknioną przepaść ... Okazuje się, że nie ma wyjścia, że ​​wszyscy jesteśmy przeklęci przez Boga ...
- Ależ skąd, Panie! Wręcz przeciwnie! Zawsze uważałem wyższą socjologię za naukę afirmującą życie, pełną optymizmu i wiary w zwycięstwo Dobra.
Oczywiście bezlitosne dane statystyki, twierdzące, że ​​co druga (trzecia) osoba jest mniej lub bardziej zainfekowana degeneracją, z początku po prostu przytłacza. Nawet jakoś nie wierzy się, chce się zwątpić, chce się powiedzieć, że to jedno wielkie nieporozumienie ... Ale to tylko na pierwszy rzut oka.
Jeśli wziąć statystyki ludności ziemi na temat starzenia się, to myślę, że nikogo nie przerazi ten fakt, że w przybliżeniu jedna trzecia ludności zostanie zaliczona do kategorii młodzieżowej, jedna trzecia - do kategorii osób dorosłych, a jedna trzecia - do kategorii osób, wykazujących wyraźne oznaki starzenia się. Starość nas nie szokuje ani nie przeraża. Nikt nie beszta Pana Boga za to, że każdy człowiek w końcu się zestarzeje. To jest naturalny proces. Degeneracja – to jest również proces naturalny. Podobny do procesu starzenia się poszczególnych osób, jest też proces starzenia się klanów.
Wyższa socjologia nigdy nie uważała zboczeńców za ludzi, odrzuconych przez Boga. Podobnie jak nikt z was, mam nadzieję, nie uważa osób starych za ludzi, odrzuconych przez Boga.
Dzieci nie są winni tego, że niektórzy zdegenerowani rodzice zamiast czynić wolę Bożą i zachować godność siwych włosów, zajmują się sztucznym zapłodnieniem i innymi wstrętnymi sztuczkami.
Wyższa socjologia twierdzi, że każdy zboczeniec jest odpowiedzialny tylko za swój osobisty wybór, a nie za wybór swoich rodziców. Dlatego zamiast "przeklęci przez Boga" należy mówić - "przeklęci przez swoich bezbożnych rodziców".
Przyspieszyć, spowolnić lub "wyleczyć" degenerację jest możliwe do pewnego stopnia i w tym system wartości duchowych może odgrywać istotną rolę.
Na przykład ci, których nazywamy "wojownikami przeciwko Bogu", odrzucając Przykazania Chrystusa i żyjąc dla własnego zadowolenia, wkrótce wpadają w krąg zdeprawowanych ludzi i sztucznie zwiększają ilość degeneratów, spełniając nakazy przywódców sekty zdegenerowanej o rozmnażaniu się w dowolny sposób.
Natomiast ci, których nazywamy "posłusznymi Bogu", wypełniają Przykazania Chrystusa i, poprzez samo ograniczanie się, lokalizują to zło.
Dlatego Degeneracja jest pierwotna (pochodzi od rodziców), a walka z Bogiem jest wtórna (jest to wasz osobisty wybór).
Degeneracja nigdy nie powinna być liczona jako wina nosiciela, który ją otrzymał od swoich rodziców. Walka z Bogiem natomiast jest świadomym osobistym wyborem nosiciela degeneracji ze wszystkimi następstwami, które z tego wynikają. Etycznymi, finansowymi i prawnymi.
Aby pomóc w zrozumieniu tego procesu, zastąpmy słowo degeneracja słowem AIDS, a wówczas wiele stanie się dla nas jasne. Człowiek nie ponosi winy za to, że urodził się z rodziców – nosicieli AIDS. Jeśli będzie on żył po ludzku, myśląc o innych ludziach, to może w pewnym stopniu zlokalizować to zło i przerwać łańcuch nieszczęść i cierpień. Natomiast jeśli zacznie żyć dla własnej przyjemności, to zarazi on jeszcze wielu ludzi, a oni z kolei dadzą kolejną populację chorych na tę chorobę dzieci. W naturalnym biegu rzeczy – wszyscy ci nosiciele AIDS wkrótce wymrą, ale jeśli ich zabezpieczenie finansowe przełożyć na zdrową część społeczeństwa, to oni przetrwają i będą jeszcze przez długi czas rozprzestrzeniać tę zarazę dalej.
Dlatego pierwszym zaleceniem wyższej socjologii jest umieszczenie wszystkich zdegenerowanych rodzin na samofinansowaniu. Na umowę rodzinną. Nie można dopuścić, aby okradali oni zdrowych ludzi w celu kontynuowania swoich pederastycznych zabaw.
Drugie zalecenie – to zdjęcie odpowiedzialności prawnej z dzieci rodzin zdegenerowanych w odniesieniu do działań podejmowanych wobec swoich rodziców (i odwrotnie). Zapłata dług krasi (zdobi). Niechaj polubownie w kręgu rodzinnym ustalą - kto komuś i co jest dłużny ...
Dopiero wtedy rodzice zrozumieją całą wagę chrześcijańskiego wychowania w rodzinie. W końcu pozostawanie sam na sam z dziećmi - niechrześcijanami podczas tych ustaleń nie jest zbyt przyjemne ...
Co prawda, trzeba robić poprawkę i na to, że wielu rodziców – zboczeńców o tym wszystkim nie wiedziało ...
Wstrętni degeneraci, po przejęciu mediów, całkowicie blokują tę demaskującą ich informację. Po zapoznaniu się z wyższą socjologią, wszyscy ci rodzice z reguły czują się oszukanymi i zdradzonymi przez zdegenerowaną propagandę, i ja ich rozumiem bardzo dobrze. Dlatego wzywamy wszystkich uczciwych i dobrych zboczeńców, wszystkich oszukanych i ogłupionych przez środki informacji masowej ludzi – aby stanęli ramię w ramię z normalnymi ludźmi i po prostu otwarcie przed całym światem wykrzyknęli: dość naszego oszukiwania, dość tego nieszczęścia i cierpień.
Wstrętni degeneraci – precz ze środków informacji masowej, precz z systemu edukacji, precz ze sztuki, przecz z Cerkwi !!!
Pierwszą jaskółką nowej ery, pierwszą jaskółką końca 300-letniego procesu rozkładu i gnicia kultury chrześcijańskiej, pierwszym wskaźnikiem tego, że u władzy w końcu znalazł się nasz rząd – powinno być natychmiastowe i nieustanne informowanie wszystkich warstw społeczeństwa poprzez środki informacji masowej o zagrożeniach ze strony wstrętnych degeneratów.
Wszyscy ci „patrioci”, którzy omijają tę życiowo ważną sprawę, przypominają mi biada - lekarzy, którzy z mądrą miną godzinami omawiają kolejną dietę dla ciężko chorego człowieka, zamiast tego, aby wyjaśnić charakter bakterii lub wirusa, który wywołał chorobę i natychmiast, póki jeszcze nie jest za późno, przepisać mu niezbędne antybiotyki.
- Jakie jest Pańskie zdanie na temat masonerii?
- Illuminaci, Shriners, Masoni, Teozofowie, Antropozofowie i inne i inne (imię nasze Legion, bo nas jest wielu – odpowiedzieli Mu demony) – wszystko to są kluby, stworzone dla ludzi, którzy czują się „wybranymi”, szczególnymi, pokrzywdzonymi i prześladowanymi przez biurokrację, Cerkiew, akademię lub jakakolwiek inną normalną strukturę państwową. Wszyscy oni tylko czekają na swój czas, aby się policzyć i zemścić się.
W zależności od zawodu wstępują oni do tego czy innego zdegenerowanego klubu. Oczywiście, zawsze tam będą ciekawscy głupcy – gamonie, którzy będą służyć jako osłona, parawan, dekoracja. Prawdziwym natomiast celem tych zdegenerowanych klubów jest identyfikacja aktywnych homo-maniaków, którzy nie zatrzymają się przed niczym, aby tylko dojść do władzy.
Pamiętajcie – władza to najsilniejszy narkotyk.
- Czy są dobrzy masoni?
- Oczywiście, wśród masonów są i dobrzy ludzie. Są nawet patrioci swego kraju. Normalni ludzie są w każdej organizacji. I wśród komunistów i faszystów, wśród syjonistów i wśród masonów. Przecież wielu z nich jest tam z powodu ignorancji. Przez nieznajomość podstaw wyższej socjologii. Jeśli zapoznają się oni zwyższą socjologią, to wówczas powinni zachowywać się już inaczej ...
Z mego wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy człowiek, który nie przyjmuje podstawowych zasad wyższej socjologii, z reguły, jest człowiekiem z nieczystym sumieniem, to znaczy, zdiablonym, a to jest już pierwsze stadium obłędu. Jest to to, co psychiatra Laurent nazywał obłędem moralnym. Z reguły takich ludzi nie można już uważać za normalnych, ani pod względem moralnym, ani seksualnym.
Oczywiście, można się nie zgadzać z pewnymi szczegółami, z historycznymi ocenami niektórych osobistości, podanymi w wyższej socjologii. Monarchistom może się nie podobać mój stosunek do Piotra I i Mikołaja II. Prawosławnym może nie podobać się mój stosunek do pederasty biskupa Nikona z Jekatierynburgu, do pederasty biskupa Korsuńskiego Gurii, do pederasty metropolity Nikodema (Rotowa). Patriotom – mój stosunek do narodowych patriotów Limonowa, Sztilmarka, Żyrinowskiego. Komunistom – do Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Tak, wielu nie dogodziłem …
Jednak normalni ludzie rozumieją, że to nie jest najważniejsze. Normalni ludzie po prostu pominą te wszystkie, niezbyt przyjemne dla nich miejsca, ale istotę problemu oni zrozumieją i za te wiedzę będą gotowi przebaczyć autorowi „ataki” na swoich małych bożków.
Wiecie, że Apostoł Paweł był w swoim czasie bardzo dobrym i energicznym faryzeuszem. Był nawet członkiem żydowskiego Sanhedrynu (było to wtedy, kiedy był jeszcze ortodoksyjnym Żydem o imieniu Saul). W tym czasie nienawidził i prześladował Chrześcijan całym swoim sercem, jako wrogów prawdy (w jego rozumieniu). Kiedy natomiast spotkał się z nauką Chrystusa, zmienił swoje poglądy i z taką samą gorliwością i zapałem zaczął walczyć już o nową prawdę.
A pasterze gadareńscy po spotkaniu Chrystusa i wysłuchaniu Go, powiedzieli Nauczycielowi – odejdź od nas precz. Przeszkadzasz nam paść nasze świnie ...
Czy widzicie różnicę?
Jeśli mason szuka prawdy i naprawdę stara się pomóc ludziom, to on - podobnie jak kiedyś członek Sanhedrynu Saul - może początkowo mylić się i czynić zło, sądząc, że czyni dobro. I będzie to nie jego wina, ale wina tych, którzy go oszukali. Ale są ludzie, którym nie zależy na poszukiwaniu prawdy. Są ludzie, którzy potrzebują tylko osobistych korzyści, ponieważ dla nich - ich świnie są droższe ... Tacy ludzie pozostaną w masonerii nawet po przeczytaniu wszystkich moich wykładów na temat wyższej socjologii.
- Jakie jest Pańskie zdanie o ANTYSEMITACH i ich walce z Żydami?
- Największym narodem semickim na ziemi są Arabowie. Dlatego ci, którzy są nieprzyjaźni w stosunku do Arabów, są prawdziwymi antysemitami. Natomiast ci, którzy uciskają Arabów, powtarzam - tego najliczniejszego w świecie plemienia Semitów, - wszyscy ci, którzy usuwają Arabów z ich ziem, od wieków przez nich zasiedlonych są antysemitami do potęgi drugiej, czyli są to prawdziwi, najbardziej okrutni i zacięci antysemici.
A ci, którzy nazywają siebie Żydami, po pierwsze stanowią mniej niż jedną setną część całej ludności semickiej, a po drugie, najprawdopodobniej – w ogóle nie mają do Semitów żadnego stosunku, będąc narodem tureckiego - chazarskiego pochodzenia.
Nawiasem mówiąc, zdecydowana większość Semitów – to Muzułmanie, a normalni Muzułmanie (właśnie normalni, a nie okrutnicy - fanatycy, którzy są w każdej religii - zarówno w Islamie, jak i w Chrześcijaństwie) zawsze mówili z szacunkiem o Chrystusie i zawsze uważali Go za posłańca Bożego.
Natomiast Żydzi nigdy Chrystusa nie uznawali, ale zawsze prześladowali i ostatecznie ukrzyżowali Go na krzyżu.
Któż więc jest nam bliższy duchem? Semici - Arabowie czy złośliwi Antysemici - Żydzi?
- Czy uważa Pan, że istnieje ogólnoświatowy spisek?
- Czy istnieje ogólnoświatowy spisek ... Widzi Pan, degeneraci na podobieństwo mikrobów dżumy zabijają zdrowy organizm, ale i sami przy tym giną wraz z nim.Degeneraci , podobnie jak wirus AIDS atakują i niszczą systemy obronne organizmu, doprowadzając go do śmierci.
Czy mikroby spiskują, by zabić zdrowe ciało? Czy wirusy mają plan ataku i zniszczenia jego systemów obronnych? Nie sądzę, żeby mikroby z wirusami miały jakiś ogólnoświatowy spisek przeciwko zdrowym ludziom. Niszczą i zabijają z powodu swojej natury. Są oni po prostu niezdolni do robienia czegokolwiek innego. Taką mają naturę...
Jeśli jednak ktoś będzie umieszczał pojemniki z bakteriami dżumy w strategicznie ważnych miejscach - na stacjach metra, na dworcach kolejowych, na lotniskach (aby zainfekować i zniszczyć jak najwięcej ludzi), to czy mają oni jakiś plan? Jeśli ktoś umieszcza degeneratów na strategicznie ważnych stanowiskach w prasie, telewizji, systemie edukacji, w wojsku, w Cerkwi – to czy mają oni jakiś plan?
Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie ...
- Jakie główne zadanie widzi Pan w swoich wykładach na temat wyższej socjologii?
- Pierwszym głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o ludzi normalnych, troska o zachowanie puli genowej wszystkich narodów świata, troska o stworzenie zdrowych rodzin, tj. troska o zdrowie narodów (nacji). Wszystkich narodów (nacji) świata bez wyjątku. W tym celu należy szeroko i nieustannie zapoznawać wszystkie warstwy ludności z prawami wyższej socjologii, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla puli genowej narodów poprzez bezmyślne związki ze wstrętnym bionegatywem.
Drugim głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o zboczeńców, tj. walka o dusze zboczeńców. Powtarzam, dobrzy zboczeńcyzawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. Oni najlepiej od innych potrafią zidentyfikować wstrętnych degeneratów i przeciwstawić się ich brudnym sztuczkom.

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.11.06 23:07 Banat_0 #4

Nie odzywam się do ludzi jeżeli nie ma większej potrzeby i wydaje mi się, że jest teraz o wiele ciszej i spokojniej. Znajdą sie tacy, którzy mówili, że jest za cicho, ale nie będę nic z tym robił. Będę inny to będę. Tak poza tym, to nie wiem czy komukolwiek zaufać, czy żyć indywidualnie.
submitted by Banat_0 to PrzezyciaOverload [link] [comments]


2018.03.21 10:27 ben13022 "Panie Mikołaju, obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie". Mikołaj Grynberg o życiu w dwóch światach: polskim i żydowskim

*Mikołaj Grynberg – ur. w 1966 r., fotograf, pisarz, reporter, z wykształcenia psycholog. Wydał m.in. albumy „Dużo kobiet”, „Auschwitz – co ja tu robię?”, książki eseistyczne „Ocaleni z XX wieku” i „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, zbiór opowiadań „Rejwach” oraz ostatnio „Księgę wyjścia” .
Michał Nogaś: Marzec 1968 roku. Miałeś dwa lata. Niczego nie pamiętasz.
Mikołaj Grynberg: Bez szans. Mam w głowie tylko poszatkowane opowieści o tym, co było później. Pojechaliśmy z rodzicami na wakacje w góry i tam oni – oraz ich przyjaciele – widząc samoloty Układu Warszawskiego lecące do Czechosłowacji, już całkowicie się zapadli. O Marcu dowiadywałem się przez odwrotność.
Co to znaczy?
– Słyszałem: „Nie ma Stefana. Stefan był cudowny. Kiedyś pojechaliśmy na narty i na parkingu w jednym z samochodów siedziało zamknięte dziecko. Czekało na rodziców i płakało. Stefan nie poszedł z nami na narty, został z tym dzieckiem”... Był przyjacielem rodziców, mężem jednej z bohaterek mojej nowej książki. Poznałem w dzieciństwie całą listę ludzi, których zabrakło. Ale to była lista zupełnie inna od tej holocaustowej, przy wymienianiu której mój dziadek miał łzy w oczach: Róża, Józio... Nad tą marcową listą nie wisiała śmierć, to był spis rozstań. Z przyjaciółmi, z ukochanymi. I nagle, gdy zacząłem jeździć po świecie, okazało się, że nie są to jedynie jakieś legendy. Ci ludzie istnieją, miejsca, o których słyszałem, istnieją. Te przedziwne adresy w książce telefonicznej są prawdziwe. Petah Tikwa – wiesz, jak to brzmi dla dziesięciolatka? Jak jakieś śmieszne nazwisko. Aż w końcu pojechałem i oni tam byli. Przekroczyłem drzwi, a oni od pierwszej chwili okazali mi miłość.
Bo jesteś synem przyjaciół.
– Tak. I po pięciu minutach czułem się u nich najbezpieczniej na świecie. Nie szczypali za policzki, stali się bezwarunkowymi przyjaciółmi. Tyle lat na nas czekali... Odkryłem to później, że dzięki nim mój – nie tylko mój zresztą – świat się rozszerzył. Jechałem do Ameryki, a tam byli przyjaciele rodziców. Leciało się taki kawał po to, by tam też być w domu.Udało ci się ustalić, przez odwrotność, ile cioć i wujków straciłeś 50 lat temu?
– U nas w domu nie mówiło się o ciociach i wujkach. Byliśmy z nimi wszystkimi po imieniu. Moi rodzice stracili w Marcu kilkanaście najbliższych, najbardziej istotnych dla nich osób.
To w zasadzie jak zniknięcie świata, który się zna i który daje poczucie bezpieczeństwa...
– Rodzice żyli w dwóch światach: polskim i żydowskim. W Marcu stracili ten żydowski. To nie było pokolenie żydowskie, nie byli wierzący, nie przestrzegali tradycji, żadnych świąt. Nie mieli o tym zbyt dużego pojęcia. Do czerwca 1967 roku, gdy wybuchła wojna sześciodniowa, w ogóle w tym świecie nie istniał temat żydowski, nie rozmawiali o tym. Przyjaźnili się, kochali, pili alkohol, jeździli na wakacje, pracowali. Nie opowiadali o tym, kto i w jaki sposób przeżył wojnę. Zaczynali być dorośli, pojawiały się dzieci. Żyli jak reszta. I nagle to wszystko wróciło.
Kiedy po raz pierwszy zapytałeś rodziców, czym był marzec 1968 roku?
– Nigdy nie zapytałem, czym był. Raczej próbowałem zrozumieć, dlaczego zostaliśmy. I żeby było jasne – ja zawsze byłem zadowolony z decyzji, którą rodzice podjęli. Tym bardziej że mieli plany wyjazdu i długo zastanawiali się dokąd – do Australii czy do Kanady? Wszystko wskazywało na to, że wyemigrujemy do Kanady. Może bym dzisiaj był hokeistą. Te rozmowy z rodzicami były... Wiesz, to jak z dobrym wywiadem musisz zadać otwarte pytanie. Ja wtedy tego nie wiedziałem i gdy pytałem: „Dlaczego nie wyjechaliśmy?”, dowiadywałem się o całym Marcu i o wojnie: „Nie wyjechaliśmy, ponieważ nasi rodzice nie chcieli wyjechać”. A mój ojciec spędził z nimi wojnę, przeszli przez getto, piwnice po aryjskiej stronie Warszawy. Tata zdał sobie sprawę, że nie może ich zostawić. Oni nigdy by go nie zostawili, więc nie było mowy, by się rozstali. Dopiero dzisiaj, gdy dotykają mnie rzeczy rozgrywające się obecnie w Polsce, rozumiem, jakim wysiłkiem musiało być dla nich życie w Polsce po 1968 roku. Jeśli masz za sobą takie doświadczenie, już nigdy nie możesz się czuć bezpiecznie. Już można o tobie mówić złe rzeczy, można podważać twoją historię, historię twoich rodziców. Wszystko się wali, zapada. I skąd brać siłę, by pewnie stać na nogach i się na nich opierać? I jeszcze się czasami w życiu uśmiechnąć? Wtedy, w Marcu, rodzice byli po studiach, tata miał już doktorat. Nigdy o tym nie mówił, ale był bardzo zdolnym fizykiem. Był na dobrym wydziale, otaczali go przyzwoici ludzie. Profesura stanęła za studentami i młodymi pracownikami naukowymi. Gdy trwała nagonka, ojciec siedział w instytucie i prowadził badania. Nigdy nie był wielkim działaczem społecznym, nauka była całym jego życiem. Ale naturalnie widział, co się działo wokół, i przez cały ten czas rozważał, czy wyjechać. Wiedział, że decydując się na pozostanie w Polsce, stawia mnie – bo wówczas brata nie było jeszcze na świecie – w trudnej sytuacji. Że będę narażony na coś, co w innych krajach się nie wydarza, ponieważ państwo dba, by takie rzeczy nie miały miejsca. Mama bardzo nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jedynym kierunkiem, który w ogóle mogła brać pod uwagę, była Francja, w której się urodziła. Mówiła po francusku, miała tam wielu znajomych, głównie przedwojennych przyjaciół jej rodziców. Tata uważał, że może dopiero moje dzieci zostaną Francuzami, a my do końca życia będziemy tam emigrantami. W 1970 roku urodził się brat. Ludzie wciąż jeszcze wyjeżdżali, choć to była już gasnąca fala. Rodzice podjęli ostateczną decyzję – rodzina będzie żyła w Polsce.
I jesteś im za to wdzięczny.
– Miałem szczęście urodzić się w Polsce w inteligenckiej rodzinie, chodzić do szkół ze wspaniałymi ludźmi. Do tego lutego myślałem, że miałem szczęście, że jest naprawdę dobrze.
Do lutego 2018 roku?
– Tak. I mówię to, choć przez ostatnie 50 lat miałem przecież dosyć regularne doświadczenia z polskim antysemityzmem. To było obecne, ale nie spędzało snu z powiek, nie nękało dzień w dzień. To był po prostu kawałek mojego życia. To jak z byciem chorym, przyzwyczajasz się do życia z bólem.
Uodporniłeś się? To chcesz powiedzieć?
– Na różnych etapach życia miałem różne strategie przetrwania. Gdy zostałem przeniesiony do innej szkoły, bo w poprzedniej mnie lali...
...z powodu pochodzenia?
– Nie, z powodu nieprzystąpienia do komunii świętej. Musieliśmy się przeprowadzić, więc i szkoła była nowa. Przyszedłem do niej w trzeciej klasie i w zasadzie od pierwszego dnia czekałem, kiedy to się znowu stanie. Od ósmego czy dziewiątego roku życia miałem w tyle głowy świadomość, że coś się może wydarzyć. Bo jestem tym innym. Żyłem, poznawałem nowych kolegów i koleżanki, ale cały czas coś w głowie mówiło mi: „Bądź czujny, uważaj, rozglądaj się”. Gdy ktoś w moim otoczeniu mówił o „żydkach”, odsuwałem się i szedłem w drugą stronę.
Wielu bohaterów „Księgi wyjścia” wspomina, że dla żydowskich dzieci droga do szkoły to zawsze były kamienie, którymi w nich rzucano...
– Później, już w liceum, w czasie stanu wojennego, miałem jeszcze jeden ciekawy epizod. Uczniowie walczyli wtedy o to, by w szkołach były krzyże. I ja walczyłem z nimi. Wracałem do domu, opowiadałem rodzicom, a oni pytali, czy ja aby nie zwariowałem. Przestrzegali, mówili, że nie wiem, co robię. A ja po prostu uważałem, że jeśli to jest dla moich kolegów ważne, to dlaczego mam ich nie wspierać w tej walce?
Oczekiwałeś zapewne wzajemności.
– Na zebraniu samorządu szkolnego powiedziałem, że jeśli dla kogoś ważny jest krzyż, to proszę – niech wisi krzyż. Jeśli dla innych ważny jest Che Guevara, to niech zawiśnie jego zdjęcie. A jeśli dla niektórych ważna jest gwiazda Dawida, to niech także i ona zawiśnie. Dlaczego nie? I na to jeden kolega odpowiedział: „No, z tą gwiazdą Dawida to bym jednak tak nie szarżował”. Wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim rodzicom, a oni powiedzieli tylko: „O, to i tak gładko się o tym dowiedziałeś”. W żydowskiej Warszawie byłem wtedy pośmiewiskiem. Ludzie mówili: „A wiecie, że ten mały Grynberg walczy o krzyże?”.
A ty uważałeś, że warto...
– Uważałem, i do dziś tkwię w tym przekonaniu, że jeżeli wszyscy jesteśmy równi, nie zabieramy innym wolności, to dlaczego nie? Ale wszyscy musimy być otwarci na to, co odmienne.
Gdy już wiedziałeś, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie, jaką przyjąłeś strategię? Na przykład gdy ktoś przy tobie pozwalał sobie na antysemickie wypowiedzi.
– Nie puszczałem mimo uszu, stawałem do walki. Na słowa. Nigdy nie dopuściłem się przemocy fizycznej, ale wiele razy czułem, że jestem bliski dania komuś w mordę. Że doszliśmy do granicy tego, jak bardzo można mnie poniżyć. Bo nie ma już argumentów, wszystkie padły wcześniej.
Czy mogę spytać, co jest tą granicą poniżenia?
– Odbieranie tożsamości. To, że ktoś decyduje za ciebie, kim jesteś i kim masz prawo się czuć. Często wybrzmiewa to w taki fałszywie przyjazny sposób. Na przykład słyszę: „Panie Mikołaju, no przecież obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie jest”. Odpowiadam wtedy: „Jestem Polakiem”. Na co słyszę: „Panie Mikołaju, ja pana proszę, mieszka pan tutaj, ale przecież obydwaj wiemy...”. To taki protekcjonalny, misiowaty ton, który powoduje, że przepalają mi się bezpieczniki. W sekundę i wszystkie naraz.
Twoi rodzice odprowadzali kogoś na Dworzec Gdański?
– No... wszystkich w zasadzie. Chodzili, płakali. Myślę, że najgorszy był dla nich powrót do domu. Pociąg odjeżdżał, ocierali łzy, kontakt się urywał. Wszyscy byli przekonani, że to na zawsze, że już nigdy się nie zobaczą. Ja za cholerę nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazić, co się z nimi działo, jak musieli się czuć, gdy wracali do domu, gdy ich świata znów ubywało. Wiem, że mama płakała, a tata starał się wymyślać różne aktywności, by nie myśleć o tym cały czas. Jeździliśmy na wakacje, środek ciężkości przeniósł się na nowe środowiska, które poznawali i w których starali się odnaleźć. A przecież jeszcze na tych peronach Dworca Gdańskiego byli świadkami poniżania najbliższych przyjaciół. Jeszcze w ostatnich chwilach w Polsce publicznie ich upokarzano: „A nie, tego jednak nie możecie ze sobą zabrać”.
Grzebanie w walizkach na do widzenia.
– Złośliwe prowokacje, wyrzucanie z tych walizek cennych pamiątek, tłuczenie na dworcowym betonie. Wszystko po to, by się na nich rzucili, by ich jeszcze do więzienia przed emigracją wsadzić. Ale ci, którzy wyjeżdżali, wiedzieli, że muszą to znieść. Bo zostaliby z niczym, a nie mieli już ani mieszkań, ani pracy. Stali więc na tych peronach i dawali się poniżać po to, by już za chwilę nikt ich nie poniżał. Taka była ostatnia rata tej ceny.
Twoi rodzice mogli przypuszczać, że ich czekają całe lata poniżania.
– Tata podjął decyzję, że będzie się zajmował już tylko fizyką i rodziną. Niczym więcej. Dlatego gdy później na Uniwersytecie Warszawskim proponowano mu zostanie dyrektorem instytutu lub prorektorem, odmawiał. Ugiął się raz. W latach 80. rada wydziału fizyki chciała, by został dyrektorem. Wróciliśmy wtedy do Polski po rocznym pobycie we Francji. Mówił, że nie może, bo to się zapewne zemści na nim i na wydziale. Ale zgodził się, widział, jak bardzo kolegom zależy. Trzy miesiące po naszym powrocie wprowadzono stan wojenny. Tata nigdy nie chodził do telewizji, gdy go zapraszano. Po 1989 roku również, bo kiedyś mu powiedziano, że podpiszą go: „fizyk”, bez nazwiska. Bo im nie pasowało.
Czyli jednak, na chwilę, wyjechaliście.
– Tata pracował w paryskiej École Normale Supérieure, prowadził badania, później przez lata tam jeździł.
I nie myśleliście, żeby jednak zostać? Czasy były koszmarne.
– Odbyła się taka rozmowa. W sierpniu 1981 roku, gdy szykowaliśmy się do powrotu. Było nawet rodzinne głosowanie. Tata uważał, że powinniśmy zostać. Posadził nas we czwórkę przy stole, brat miał 10 lat, ja 15, rodzicie po 41, żyła jeszcze trójka dziadków. Zapytał: „Zostajemy czy wracamy? Co byście woleli?”. Zmroziło mnie, nie wyobrażałem sobie, że mam nagle zostać we Francji, do której jakoś się przystosowałem, ale nie była moim światem. Od przyjazdu odliczałem dni do powrotu do domu, do przyjaciół. Dostaliśmy chwilę, by to przemyśleć, porozmawiać. Mieliśmy wrócić do rozmowy następnego dnia. I ja w ciągu tej doby dosłownie sterroryzowałem młodszego brata, który był gotów zostać. Wiedziałem, że zanosi się na remis, mama – jak ja – chciała wracać. Ale oni? Remis byłby niedobry. No i wróciliśmy.
„Księga wyjścia” to zapis twoich rozmów z tymi, którzy wyjechali po Marcu. Do Skandynawii, Izraela, Stanów Zjednoczonych. Szukałeś ich wśród przyjaciół rodziców?
– Chciałem wyjść poza znajomą ścieżkę, by te rozmowy i spotkania także dla mnie były ciekawe. I by złapać szerszą perspektywę. Oczywiście, kilkoro bohaterów pochodzi z kręgu ich znajomych, ale zacząłem szukać dalej. Tych, którzy wyjechali z Dzierżoniowa, Legnicy, Wrocławia, Szczecina i Gdańska. Chciałem poznać historie, o których do wtedy nie miałem pojęcia.
O tym, jak po Marcu opustoszała żydowska Polska?
– I jak wyglądała przedtem. Bo niczego o niej nie wiedziałem. Moi rodzice również.
Znali tylko Warszawę.
– A tamte miejsca były kulturowo znacznie bardziej żydowskie.
Które z pytań było najtrudniejsze?
– Dla mnie czy dla nich?
Dla ciebie.
– Nie czułem, by były takie. Trudno to jest odmówić ciastek. Albo poprosić współmałżonka, żeby nie był obecny przy rozmowie. Ale z czasem zrozumiałem, że powinienem mieć listę pytań obowiązkowych, o której w ogóle nie myślałem, gdy wyruszałem w podróż. Nagle zrozumiałem, że ciekawi mnie, kim oni właściwie są. Są Polakami czy nie? Co myślą o sobie? Ciekawe jest dowiedzieć się, czy są Żydami. I czy są Żydami bardziej niż wtedy. Bo część z nich w ogóle tak o sobie przed Marcem nie myślała. To 1968 rok zrobił z nich Żydów. Bardzo mnie też interesowało, co im ’68 zabrał.
Często mówią, że Marzec odebrał im ich kraj.
– Mało tego, niektórzy mówią, że decyzję o kierunku emigracji podejmowali, myśląc o tym, by znaleźć taki kraj, w którym już nigdy nie będą w stanie poczuć się obywatelami. Bo nie daliby rady drugi raz znieść sytuacji, w której ktoś powie im, że nie są u siebie. Anna Frajlich-Zając mówi, że celowo pojechała do USA, a nie do Izraela, bo z Izraelem natychmiast by się związała emocjonalnie. Ale gdy pytam ją zaraz potem, kim dziś jest, odpowiada, że Amerykanką...
A nie Polką pochodzenia żydowskiego mieszkającą w Ameryce?
– Też, ale teraz Ameryka to jej dom. A od kiedy stał się tym domem? Od dnia, w którym poszła na pogrzeb i zobaczyła, że w grobie, do którego składano jej wuja, już ktoś był. Przecież większość z nich w Polsce nie miała rodzinnych grobów, a w – na przykład – amerykańskiej ziemi już leżeli ich przodkowie. Mój ojciec z dziadkiem w latach 70. postawili na cmentarzu żydowskim obelisk – znalazły się na nim wszystkie imiona i nazwiska tych, których stracili, a których udało im się przywołać. Ale tam w środku jest pustka. Jako dziecko chodziłem z nimi na ten cmentarz, to były najdziwniejsze niedziele w życiu. Staliśmy przed obeliskiem, dziadek milkł. Tata go wspierał, ja niczego jeszcze nie rozumiałem. Znowu ta Róża, znowu ten Józio... Patrząc na ich smutek, czekałem na moment, aż wreszcie stamtąd wyjdziemy. U twoich rozmówców uderzają wspomnienia zachowań ich polskich znajomych. Wielu dało się złamać, po „dydaktycznych” rozmowach koleżanki i koledzy żydowskiego pochodzenia nagle przestali dla nich istnieć. – To była główna przyczyna tej emigracji. Na własne oczy zobaczyli, że takie rzeczy są możliwe, że z bliskimi dotąd ludźmi mogło się stać coś takiego. Ktoś ich wezwał na rozmowę, pewnie coś powiedział, zagroził, musieli coś położyć na szali i... poszło. Prowadzili, zdawać by się mogło, normalne życie, studiowali, uczyli się, mieli lepszą lub gorszą pracę, lepszego lub gorszego partnera i nagle ktoś im wyciągnął dywan spod nóg. W sekundę. I gdyby się nawet zdecydowali chodzić na czworakach, to ten dywan i tak zniknie.
Marcin Wicha powiedział mi ostatnio w rozmowie w Radiu Książki, że naprawdę cieszy się z tego, iż jego rodzice nie dożyli.
– Słyszałem. Straszne zdanie. Ja bym wolał, żeby moi rodzice żyli, i myślę, że Wicha również by wolał. Ale go rozumiem. Nie chciałbym, żeby mama i tata zobaczyli, że to się znowu stało. Myślę, że dziś rodzice naprawdę by żałowali, że 50 lat temu jednak nie wyemigrowaliśmy. A żałowanie czegoś u schyłku życia, gdy ma się 70, 80 lat, to jak żywienie się trucizną przez ten czas, który ci jeszcze pozostał. Nie poruszam tego wątku w „Księdze wyjścia”, ale w tych rozmowach często powracał temat naiwności Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce. Słyszałem: „Daliście się Polakom nabrać. Oni to robią średnio co dziesięć lat. Zawsze to robili. Teraz przez dwadzieścia parę lat był spokój i straciliście czujność”. Prowadziłem takie rozmowy jesienią i zimą 2016 roku. Przez lata, jeżdżąc po świecie, wdawałem się w dyskusje o tym, że nie można mówić o Polsce jako o antysemickim kraju. Że są ludzie, którzy są antysemitami, ale Polska nie jest antysemickim krajem. Dzisiaj także nie uważam, że Polacy są antysemitami. Ale w dzisiejszej Polsce antysemici dostali głos.
Dlaczego tak się stało?
– Zawsze tak się dzieje, gdy w obozie rządzącym zaczynają się tarcia. Ktoś kładzie na stół „żydowską kartę” – ona prędzej czy później kogoś wysadzi z siodła. Poza tym rosną słupki w sondażach. A potem my wszyscy zbieramy się z tego przez lata.
Słupki się wahają.
– Może dlatego, że się próbują wycofać jakoś z tej ustawy o IPN-ie? Padają sprzeczne komunikaty. To chyba nie jest jakaś bardzo przemyślana strategia. Natomiast nikt mnie nie przekona, że wygłaszanie przez osoby piastujące najważniejsze urzędy tekstów antysemickich, za które zresztą nie ponoszą żadnych konsekwencji, jest zwykłym niedopatrzeniem. To są słowa wypowiadane z premedytacją. One mogą pójść do kolejnych mediów, w których powiedzą, dlaczego w innych mediach powiedziały to i to, a dalej to już samo się toczy.
Ale do czego polskim politykom w 2018 roku potrzebna jest „karta żydowska”?
– To, w skrócie, jak z różnicą między humanistą a behawiorystą. Behawiorysta, gdy chce osiągnąć jakiś efekt lub cel, wymyśla system kar i nagród. Obaj jako ojcowie wiemy, że z dzieckiem łatwiej się dogadać, mówiąc dobre rzeczy, a nie wymyślając kary. Tymczasem nasze państwo zachowuje się jak niedorozwinięty behawiorysta. Wymyśla kary na wszystko. I na zapas. Dlatego zapłacimy cenę za ten nieudany eksperyment. Już widać, co się stało z walką o to, by nie mówić o „polskich obozach”.
Internetowe statystyki pokazują skutek odległy od zamierzonego.
– Bo to tak działa. Jeśli komuś mówisz, że będziesz go karał za mówienie czegoś, to nie zadziała. Tu nie trzeba być wybitnym psychologiem, naprawdę.
Paweł Potoroczyn, były szef Instytutu Adama Mickiewicza, powiedział, że wystarczyło wykupić w „New Yorkerze” reklamę. Na jednej stronie – choć ta by nie wystarczyła, chyba że maczkiem – znalazłyby się wszystkie nazwiska Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na drugiej – cztery nazwiska Amerykanów. Tyle.
– A jeśli mówimy: „Ukarzemy was, jeśli jeszcze raz tak powiecie”, to po pierwsze, jest nieprawda to, bo nie ma mechanizmu, w myśl którego to mogłoby się odbyć. A po drugie, taki system zakazów działa nie tylko na dzieci. Gdy ktoś ci mówi, że będzie karał, zawsze znajdą się tacy, którzy podejmą wyzwanie.
A bohaterowie „Księgi wyjścia”? Co mówią?
– Bardzo wielu marcowych emigrantów, niekoniecznie tych z książki, zdecydowało się przyjechać na obchody. Myślę, że to, co się dzisiaj dzieje w Polsce, dla wielu z nich jest ostatecznym argumentem na to, że 50 lat temu podjęli właściwą decyzję. Są już emerytami, powoli podsumowują życie. Niektórzy z nich myśleli być może, że gdyby zostali, ich dzieciom byłoby łatwiej. A może trudniej? I proszę. Nie ma już o czym myśleć. Czytają polskie gazety, przecierają oczy. Część z nich pewnie zdecydowała się przyjechać, by zobaczyć to osobiście. I wyjechać. Jest w tym rodzaj jakiejś – używając znowu psychologicznego języka – perwersyjnej satysfakcji.
Ale pojawiają się i takie głosy: owszem, działania polskich polityków nie były najszczęśliwsze, ale mówienie o tym, że mamy nowy Marzec, to duża przesada.
– Ja także uważam, że to przesada. Bo to jest Luty. Który zresztą nie wiadomo kiedy się skończy. Ale mówiąc poważnie, jeśli ktoś nie protestuje przeciwko antysemityzmowi, który się wylewa, to znaczy, że albo jest mu to na rękę, albo jest idiotą. Tej drugiej możliwości nie biorę pod uwagę, bo mam nadzieję, że moim krajem nie rządzą ludzie, którzy są idiotami. Dlatego uważam, że to polityczna rozgrywka. I wiem, że to g... wrzucone w wiatrak ochlapie nas wszystkich. Nie tylko nas, Żydów. Nie tylko tych, którzy mówią te parszywe słowa. Wszystkich. Teraz znowu wyjadą ludzie...
Wyjadą?
– Już składają aplikacje. Jest ich zdecydowanie więcej niż przez cały ubiegły rok.
Chcą wyjechać, bo się boją?
– Bo nie chcą czekać na to, co będzie dalej. Bo młodzi, którzy mają dzieci, myślą, że jeśli możliwe jest mówienie takich słów, to możliwe są także inne rzeczy. Bardzo bym chciał, żeby ci młodzi nie podejmowali pochopnych decyzji. Bo jako ten starszy chciałbym móc im powiedzieć, że tu się daje żyć. Ale nie mogę im tego obiecać. Chciałbym, żeby to wszystko zahamowało. Wiele osób mówi, że musi się zdarzyć coś, żeby zatrzymać pewne procesy. Że niby im szybciej przyjdzie kryzys gospodarczy... A ja bym nie chciał żadnego kryzysu, nie chciałbym powrotu inflacji, żeby ludzi nie było stać na płacenie za mieszkania. Jestem pewny, że większość z nas tego nie chce. Funkcjonowania na kuli ziemskiej w jakimś nawiasie. Poza tym wiadomo, że im będzie gorzej, tym bardziej Żydzi będą dostawali po nosie. Wiesz, ostatnio spytałem żonę: „Jak myślisz, skąd bierze się to poczucie wyższości?”. Bardzo szybko odpowiedziała: „Poczucie wyższości zawsze się bierze z poczucia niższości”. Wcześniej wiele rzeczy mówiło się między sobą, po cichu i na marginesie. Dzisiaj można już powiedzieć wszystko wszędzie. I jeśli na tym ma polegać to słynne budowanie wspólnoty, która wstaje z kolan, to znaczy, że dla mnie naprawdę zaczyna brakować tu miejsca.
Ty też zastanawiasz się teraz nad wyjazdem?
– Nie wyjadę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem za stary. Już nie zacznę mówić po duńsku albo po hebrajsku tak, bym mógł się porozumieć z kimkolwiek, tak jak teraz z tobą. Powiedziałem, że to po pierwsze, ale w zasadzie to dopiero któryś kolejny powód. Nie wyjadę przede wszystkim dlatego, że to jest mój kraj. Nie ma innego kraju, który jest bardziej mój. Lubię być turystą, ale w Polsce jest moje miejsce. Ono bywa dla mnie okrutne jak teraz, ale zdecydowałem się tak właśnie żyć. Nie mam innej ojczyzny.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,23123108,slysze-czasem-panie-mikolaju-obaj-wiemy-ze-ja-jestem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.07.07 10:38 ben13022 Wojciech Jagielski: Reporter stał się wrogiem

Zaskoczyły pana zamachy w Paryżu?
Wiemy już, że za zamachami stali muzułmanie z Europy, którzy wcześniej wyjeżdżali do Syrii walczyć po stronie Państwa Islamskiego. Zupełnie jak Szamil i Raszid, bohaterowie pana najnowszej książki "Wszystkie wojny Lary".
Tak robi Lara, która wyrusza do Syrii szukać synów. Pan nie chciał pojechać na tę wojnę?
To znaczy?
Kiedy nastąpiło to pęknięcie?
Pearl był amerykańskim dziennikarzem, który został uprowadzony w Pakistanie w 2002 roku. Kilka tygodni później Al-Kaida umieściła w internecie nagranie z jego ścięcia.
Losy Szamila i Raszida, braci, którzy zaciągnęli się na świętą wojnę, poznajemy przez opowieść ich matki Lary.
Jak pan ją poznał?
Lara mówi, że mieszkańcy doliny Pankisi nigdy nie byli specjalnie religijni. Skąd w takim razie tylu ochotników na wojnę w Syrii z tamtego regionu?
W miejsce człowieka radzieckiego pojawił się homo dżihadicus?
Ale synowie Lary nie radykalizują się na biednym Kaukazie, tylko w bezpiecznej i bogatej Europie. Podobnie zresztą jak sprawcy ostatnich zamachów w Paryżu.
Szamil prosi szefa o awans, a w odpowiedzi słyszy: "Jak jesteś niezadowolony, to wracaj tam, skąd jesteś".
Ale ojciec Szamila chce mu integrację w Europie ułatwić. Pracuje na trzy etaty, żeby synowie niczym nie różnili się od rówieśników.
To co jeszcze jest potrzebne?
Syn Lary odnajduje wspólnotę wśród imigrantów takich jak on. I mówi, że "dopiero odkąd zaczął chodzić do meczetu, wie, kim jest".
Nawet śmierć może być rozwiązaniem. Szamil mówi, że zazdrości tym, którzy giną w zamachach samobójczych.
Szamil też czuje się skrzywdzony; mówi, że Zachód nie lubi muzułmanów.
To psychologia. A polityka?
Szamil ma żal, że Zachód zostawił Syrię samą sobie. Powinniśmy byli zaangażować się w tę wojnę?
Ale to właśnie ta wojna wygnała z domów uchodźców, którzy cały czas napływają do Europy. Jesteśmy za to odpowiedzialni?
Jak walczyć z Państwem Islamskim? Po zamachach w Paryżu Francja zapowiada wzmożenie nalotów.
A uchodźcy? Obawiam się, że historia Raszida i Szamila dostarcza argumentów przeciwnikom ich przyjmowania. Przyjechali, przyjęliśmy ich i proszę - wyjechali walczyć po stronie PI.
To co powinniśmy zrobić?
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19319282,wojciech-jagielski-reporter-stal-sie-wrogiem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.03.07 18:30 _Eerie Kursy na różne maszyny - proszę o poradę ludzi znających rynek pracy

Chciałbym mieć fajną pracę i tak sobie myślę o różnych rzeczach. Pomyślałem, że warto by było zapytać się ludzi z internetu o poradę bo na pewno znajdą się osoby mające dużo więcej doświadczenia i wiedzy niż ja. Pytam się na Polska bo chcę poznać opinie ludzi znających polskie realia.
Mam 20 lat. Ukończyłem technikum budowlane na profilu technik geodeta. Maturę napisałem tak że z angielskiego było super zajebiście a ze wszystkiego innego całkowicie średnio. Nie zdałem egzaminu zawodowego, więc nie mam uprawnień na geodetę. Tzn mam ale nie całkiem bo na przestrzeni 4 lat technikum były 3 egzaminy zawodowe obejmujące różne zagadnienia, a ja zdałem tylko 2 z nich, natomiast 3ciego nie zdałem. Tak czy inaczej nie chcę być geodetą.
Obecnie jestem studentem filologii angielskiej (ze swoimi wynikami matury mogłem się zapisać tylko na to). Mam serdecznie dość swoich studiów i chciałbym robić coś innego. Chodzę jednak na te studia, bo mnie rodzice utrzymują dzięki temu więc nie klepię biedy totalnie. Dodatkowo pracuję w sklepie spożywczym znanej sieci (nie powiem dokładniej bo nie chcę aż tak podawać osobistych informacji) przez 4 dni w tygodniu, za co dostaję pensję 9zł na godzinę. Rodzice mnie utrzymują, więc mam zapewnione mieszkanie i jedzenie - na nic mi nie brakuje a wypłatę ze sklepu mogę przeznaczyć na cokolwiek zechcę, chociażby i całkowite pierdoły i zachcianki.
Nie chcę jednak dłużej studiować i chcę się stać samodzielny tzn. utrzymywać się sam, nie liczyć na nikogo i żyć tylko i wyłącznie ze swoich pieniędzy. Mogę mieszkać w tanim mieszkaniu etc. i nie być bogatym człowiekiem, ale chcę być samodzielny.
Chciałbym mieć pracę, w której bym wykonywał coś czego się raz a dobrze nauczę, a potem mógł co miesiąc zarabiać więcej niz 2000zł, a najlepiej więcej niz 2500. Nie wiem czy moje wymagania nie są zbyt wygórowane. Może się nie znam w ogóle na życiu i polskim realiach - ale jeśli tak jest to po prostu mnie kulturalnie uświadomcie. Jestem młody, niewiele wiem o życiu, a ostatnią rzeczą jaką bym chciał jest grono hejterów wylewających na mnie wiadro pomyj za moje plany życiowe.
Nie mam prawa jazdy. Praca w sklepie w którym pracuję jest moją pierwszą pracą. Studiowania nie cierpie, a najbardziej nienawidzę tego że jak wracam do mieszkania to potem muszę się przygotowywać, uczyć, zakuwać etc. Wspaniałą odmianą jest dla mnie praca w sklepie spożywczym gdzie chodzę kiedy trzeba, a potem jak wracam po zmianie to mogę mieć już wszystko gdzieś i tylko sobie odpocząć i na najbliższy dzień przyjść znowu. Przychodzisz, robisz przez 8h co trzeba, a potem wracasz i masz cały czas dla siebie i do niczego nie musisz się zmuszać w czasie wolnym.
Jak już napisałem, chcę mieć pracę w której raz a dobrze bym się czegoś nauczył, a potem pracował i zarabiał, nie musząc nic za bardzo robić w domu jak już wrócę po zmianie. Nie mam prawa jazdy i nie zajmowałem się nigdy niczym mechanicznym, ale jakoś ogarnąłem latanie samolotem w pewnym symulatorze i dawałem radę. Myślę więc, że mógłbym bez problemu ogarnąć obsługę jakiejkolwiek maszyny mechanicznej w realnym życiu - bo to przecież zwykła rzecz do nauczenia się. Nauczyłbym się raz, a potem zarabiał.
Mam na myśli naprawdę przeróżne rzeczy. Jedną z nich jest wózek widłowy. Znalazłem pierwszą lepszą stronę firmy oferującej kursy i patrzę, że są one stosunkowo tanie i bez problemu ogarnę sobie taki kurs nawet i za ułamek swojej miesięcznej wypłaty ze sklepu: https://alfa.szkola.pl/kurs-kierowcy-wozkow/cennik/
O zarobkach pojęcie mam też tylko z internetu, ale ta strona http://wynagrodzenia.pl/moja-placa/ile-zarabia-operator-wozka-widlowego mówi że mediana zarobków wynosi 2768zł. Nie znam się za bardzo na pieniądzach, ale domyślam się że ta cena po odliczeniu podatku będzie zauważalnie mniejsza, a jako nowy będę na pewno też zarabiał mniej niż bardziej doświadczeni wózkarze.
Inną z rzeczy jest żuraw dźwigowy. Cena kursu znaleziona na pierwszej lepszej stronie internetowej http://www.specjalistyczne.skk.edu.pl/78-bydgoszcz/79-operator-zurawia-wiezowego-i-szynowego-i-z.html wynosi 2600zł czyli jakieś dwie i pół mojej miesięcznej wypłaty. Zważywszy na fakt że i tak utrzymują mnie rodzice a w sklepie sobie tylko dorabiam, to byłbym w stanie taką kwotę odłożyć. Nie wiem jak zarobki, ale domyślam się że sporo więcej niż na wózku widłowym.
Co jeszcze mogę robić? Jakaś koparka czy coś? Maszynista w PKP? Interesuje mnie praca, do której uprawnienia zdobędę w czasie trwającego mniej niż miesiąc, ewentualnie dwa, kursu, a potem będę mógł zarabiać więcej niż 2000zł na miesiąc a najlepiej więcej niż 2500zł.
Jest tu wśród nas ktoś, kto pracuje na wózkach widłowych? Albo na żurawiu dźwigowym? Albo na jakiejkolwiek podobnej maszynie? Proszę opowiedzieć, jak wygląda wasza praca.
Ile pracujecie w tygodniu? W jakich godzinach? Jak długi macie staż? Jak wygląda wasza praca od kuchni? Opowiedzcie coś. Ciężko wam było znaleźć pracę? Ile was kosztował kurs? Ile zarabiacie? Polecacie waszą pracę komuś takiemu jak ja? Czy łatwo by wam było znaleźć taką samą pracę za granicą i czy wasze papiery zdobyte w Polsce by tam cokolwiek znaczyły? Czy polecacie waszą pracę komuś takiemu jak ja?
Co możecie mi polecić?
Aha, i mieszkam w mieście będącym stolicą województwa.
submitted by _Eerie to Polska [link] [comments]


2016.09.21 17:07 SoleWanderer Bezdomny ochroniarz na służbie za 3.50 - wyborcza

Ochroniarz z Katowic nie dostał wypłaty, więc z fontanny wyciągnął 3 zł na jedzenie. I za to wyleciał.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20690992,bezdomny-ochroniarz-na-sluzbie-za-3-50.html
Wrocław. Deszczówka zbiera się w słoiku. Krople gaszą Jankowi papierosa skręconego z gazety. Chowamy się do betonowej budy, w której śpią razem z Zośką. Ogródki działkowe na Oporowie spowija zasłona wody.
Janek jedzie do pracy. Przez 72 godziny będzie ochraniał teren, na którym buduje się politechnika. Za każdą z godzin dostanie 3 zł i 70 gr.
Bunt w ogródku. Dlaczego wyrzuca się ludzi mieszkających na działkach?
Myj się w strumyku
Poznań. Lato 2013 roku, agencja TG Security Group werbuje ludzi do pracy w schronisku dla bezdomnych w podpoznańskich Borówkach. "Zakres obowiązków - dozorowanie, umowa - zlecenie, liczba godzin pracy - 40". Ktoś się zgłasza, przyjmują go, anonsuje innych.
Na rozmowę idzie Włodzimierz Knasiecki, były pracownik ambulansu pocztowego, na rencie, od dwóch lat bezdomny. O nic go nie pytają.
Na ulicy znalazł się w 2011 roku. Wcześniej mieszkał z ojcem, z zawodu rzeźnikiem. Na dwupokojowe mieszkanie na Wildzie czekają w PRL-u 10 lat. Po maturze Włodek chce iść na studia, ale u matki wykrywają raka. Musi zarabiać. Zostaje kurierem, jeździ ambulansem pocztowym. Najczęściej do Krakowa. Trochę baluje, ale większość pieniędzy oddaje matce. W czasie rozładunku przesyłek doznaje urazu kręgosłupa - trafia do szpitala, przerzucają go na magazyn. Ale tu też musi nosić paczki. Nie jest w stanie dalej pracować - dostaje rentę. Ojciec nie wykupuje mieszkania na własność, jest głównym najemcą. Po jego śmierci czynsz wzrasta trzykrotnie - do ponad 800 zł. Włodkowi nie starcza 700 zł renty, wpada w pętlę zadłużenia i ląduje na ulicy.
Włodzimierz jest na początku zadowolony z pracy. Pilnuje budowy, firma płaci w miarę regularnie. Wynajmuje pokój na osiedlu Batorego i opuszcza schronisko dla bezdomnych. W kwietniu 2014 roku słyszy, że w Poznaniu nie ma już roboty, i musi jechać na Kaszuby. Przez trzy tygodnie ma pilnować budowy rurociągu, aż znajdą kogoś innego. Robi się z tego ponad pół roku.
Nie ma internetu, więc nie czyta komentarzy z sieci: "Warunki pracy w tej firmie przerażają mnie. Chronię maszyny za 5 zł na godzinę. Siedzę w przyczepce, w której nie ma prądu, wody". "Jedno wielkie gówno, kary za wszystko, zero wypłaty". "Jednemu ochroniarzowi kazali pilnować pustego placu na drewnianej ławce przez 24 godziny".
Budowa jest w okolicy Lęborka. Pilnuje koparek i spychaczy, kiedy zjeżdżają do bazy po pracy. Maszyny stoją na łące, kilka kilometrów za wsią. Nie ma płotu, alarmu, oświetlenia. Stróżówka to kempingowa przyczepa na dwóch kółkach. W środku - butla z gazem i polowe łóżko. Nie ma toalet, prądu, wody. Gdzie ma się umyć? Pokazują strumyk na łące. Gdzie ma się załatwiać? Pokazują krzaki. Żeby naładować telefon, idzie kilka kilometrów do sklepu. Telefon musi mieć zawsze naładowany, bo dzwonią i sprawdzają, czy pilnuje. W nocy stróżuje w przyczepie, a śpi w niej w dzień. Potem przerzucają go do kolejnych wsi. Dwa razy w miesiącu przyjeżdża pracownik z alkomatem. Za picie można dostać 300-500 zł kary. Kara jest też za brudny mundur. Po kontroli podpisuje oświadczenie, że zgadza się z wynikiem badania alkomatem. Czasem przechodzi kilka badań z rzędu: po południu, przed północą, po północy.
Wyliczył, że winni są mu kilka tysięcy. Płacą 500, 600 zł, choć pracuje dwa razy tyle. Kiedy nie ma za co żyć, pomagają mu Kaszubi. Sprzedają taniej chleb i ładują komórkę.
Ma rentę, ale komornik ściąga z niej 150 zł za jazdy na gapę, kiedy był bezdomny, bank odciąga kredytowe raty. Zostaje 450 zł. Ile może, przesyła właścicielce pokoju. Prosi firmę o zaliczkę na mieszkanie i podaje adres właścicielki. Kobieta dwa razy zjawia się w firmie po pieniądze: po awanturze dostaje raz 650 zł, drugi raz 800 zł.
Godziny i nadgodziny notuje w notesie: 7 grudnia - 24 godziny. 8 grudnia - 13 godzin.
9 grudnia wody podziemne zalewają budowę. Firma się zwija.
Z Poznania przyjeżdża do niego osobiście szef spółki i były ochroniarz- Mariusz Hemmerling. Elegancki, w dobrym aucie. Każe wracać do Poznania pociągiem, choć ma wolne miejsce w aucie.
Włodek jedzie: najpierw autobusem do Lęborka, z Lęborka do Gdańska, a w Gdańsku wsiada w pociąg do Poznania. O 5 nad ranem jest w Poznaniu, o 9 dzwoni telefon, że za chwilę zaczyna kolejną pracę. Stróżuje w Środzie Wielkopolskiej, pod Słubicami i w podpoznańskich Sadach. W tej samej przyczepie kempingowej. W Wigilię kończy się gaz, kierownik mówi, że przywiozą mu dopiero po świętach.
Od Bożego Narodzenia do Nowego Roku pracuje po 24 godziny dziennie.
1 stycznia przestaje wierzyć, że cokolwiek się zmieni. Wraca do Poznania.
W siedzibie TG Group Security składa wymówienie i prosi o zwrot pieniędzy. Dają do podpisania oświadczenie, że zrzeka się roszczeń; odmawia.
Kornelia, streetworkerka, radzi, żeby poszedł do sądu. Jedzie do Państwowej Inspekcji Pracy i pisze pozew. Sąd podlicza, że Knasiecki spędził od kwietnia do stycznia 3305 godzin na budowie. W przeliczeniu - 4 zł netto za godzinę - wychodzi 15 tys. 432 zł. Po odliczeniu zaliczek firma jest winna Knasieckiemu - 9 tys. 522 zł. Ale kiedy Włodzimierz wygrywa proces, firmy już nie ma.
O godność 250 tys. pracowników ochrony w Polsce
3 zł z fontanny na chleb
Wrocław. Janek z ogródków na Oporowie wylicza, gdzie ochraniał: Martold, Wolf, grupa ALFA, Kompleks. Najgorzej było w Wolfie (3,50), po godzinach kazali odśnieżać 300 metrów parkingu. Teraz na czarno, nie powie gdzie. 340 godzin w miesiącu po 3,70, ale obiecali, że jak się postara, to dostanie piątaka. Sam wolał na czarno, bo ma komornika - 15 tys. za alimenty. Zarzeka się, że chciałby spłacić, ale jak weźmie umowę-zlecenie, to z wypłaty nic mu nie zostanie. Wszystko zabiorą alimenty.
Solidarność alimenciarzy. Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!
Więcej, mówi Janek, niż w ochronie da się wyciągnąć na złomie. Jednak zimę trzeba gdzieś przeczekać, a w schronisku, jeśli pracujesz, zostawiają ci tylko stówę z wypłaty. Schroniskowa fala też potrafi dokopać.
A w ochronie, jak się ma szczęście, to jest czajnik i rosołek zjesz. Janek przyznaje: czasem się też łyknie, ale trzeba z głową. Za jedno, dwa piwa od razu nie zwolnią, raczej każą zmienić obiekt. - Szajs i wegetacja, bezapelacyjnie - mówi. - Kurde, ja bym sobie coś wynajął, a co mogę za 3,70? Nie zdechnąć. Patrz, mam tu dziewczynę - przytula Zośkę, która marznie od deszczu i wyciera nos w rękaw. - Zabrałbym ją do kina, ale dwa bilety po 25 zł to 15 godzin pracy. Wiesz, że ona nigdy w życiu w kinie nie była?
Tak właśnie, będziemy mówić o tych na samym dole.
5,5 tys. koncesji firm ochroniarskich, około 300 tys. pracujących w ochronie. Na górze - ochrona z licencjami, pracownicy patroli, konwojów, obstawa VIP. To niewielka część. Schodzimy niżej, dalej są obiekty "z listy wojewody", pilnowanie ważnych budynków, jednostek wojskowych. A na samym dnie - to jest większość, 150-200 tys. ludzi - pilnujący budów, osiedli, instytucji publicznych. Najgorzej płatna branża w Polsce. Studenci, renciści, emeryci, niepełnosprawni, bezdomni. Bez umów o pracę, bez ubezpieczenia. Z długami, z komornikiem, z alimentami, brudnymi kredytami. Niewyspani, poniżani. Próbujący przeżyć za 5 zł za godzinę, za 4,70, za 3,50, za 2,70. Pracują 300, 400, 500 godzin w miesiącu.
Niewolnik do wynajęcia
Jak ten w Bolechowie, który siedzi w rozsypującej się budce z trzech płyt pilśniowych na całodobowych dyżurach. Jak Zygmunt z Wrocławia, który pracuje 500 godzin w miesiącu (na budowie praktycznie zamieszkał). Jak tamten z Katowic, który nie dostał wypłaty, więc z fontanny w centrum handlowym, którego pilnował, wyciągnął sobie 3 zł na jedzenie (i za to go zwolniono).
Siedzimy z Jankiem, Zośką i Romanem na ławce w parku, gdzie zawsze sobie siedzą i palą papierosy z gazety.
Roman, kolega Janka, zaliczył ekonomię, zanim ekonomia przygniotła Romana. Zanim trafił do ochrony, w latach 90. studiował na Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytet Ekonomiczny), potem trzy lata w dziale sprzedaży Toshiby. Wyjechał do Anglii, przez dekadę był kucharzem, szefem kuchni w knajpie od burgerów. W koledżu na lekcjach angielskiego poznał żonę, mieli dom, dziecko. - I narobiłem głupot. Żona chciała rozwodu. Wróciłem do Polski, ale nie chcieli mnie w sprzedaży ani w kuchni, więc poszedłem do ochrony - opowiada.
Pierwsza robota - Nord-Wacht, 29 kamer skierowanych na trzy biurowce.
W Stabilu pilnował parkingu (4 zł). Potem za pieniądze sprawdzał śmietniki, czy ludzie segregują (jeśli nie, trzeba poprzekładać). Od śmietnika do śmietnika jeździł na rowerze. Teraz znowu idzie do ochrony, ma dziś rozmowę o pracę.
Równiej. Co właściwie zrobił Piketty?
Śmierć ochroniarza
Warszawa. Puk, puk w szybę. Rysiek naciska brzęczący guzik. Siedzimy w pokoju ochrony na eleganckim osiedlu, które właśnie oddawane jest do użytku. Rysiek miesza herbatę i opowiada, że w Warszawie jest tak samo: ze schroniska na Wolskiej agencje ochrony wyciągają bezdomnych. Rysiek ma dom i nawet samochód, tylko nie ma życia. W PRL-u był taksówkarzem, wyjechał do Szwecji, wrócił w 1990 roku i załapał się do jednej z pierwszych firm ochroniarskich w Polsce, wtedy brzmiało to dobrze.
Rysiek: - Defendor, jeszcze nie weszły przepisy o ochronie, a oni byli krok do przodu, wiedzieli, o czym będzie się mówić w Sejmie. Łyknęli zlecenia na stacje benzynowe. Woziłem kasę w konwoju, ale zwolnili mnie, bo miałem pretensje o procedury bezpieczeństwa. Miałem, bo wróciłem raz z dziurą po kuli w błotniku. Potem był boom, agencji się namnożyło, gigantyczne pieniądze. Każdy wiedział, że nocami na tramwaju wodnym w Warszawie, bo to dyskretne i ciche miejsce, szły kontrakty i lewe walizeczki z kasą. No, tylko ochroniarze dostawali coraz mniej. Pracowałem w Juwentusie, pilnowałem osiedla: dwie agencje towarzyskie, dwie firmy przewozowe, basen, przedszkole, parking, kort tenisowy. 3,40 na rękę za godzinę. Na drodze pożarowej stawały samochody, trzeba było wzywać policję. Nie do wszystkich - prezes dał mi kilka numerów rejestracyjnych. Nie miałem farta. Policja wypisała mandaty, o 2 w nocy wchodzi blondynka w czerwonej sukience i daje mandat: pan zapłaci albo pan nie pracuje. Samochód dostała od męża na 40. urodziny. Nie zapłaciłem, to szef wysłał mnie na urlop, a potem zwolnił, bo tamta kobieta nie czuła się komfortowo, gdy mijała mnie w budce. Poszedłem ochraniać budowę. Miałem zadanie: przy wejściu badać Ukraińców alkomatem. Na sąsiedniej budowie spadł chłopak. Wszyscy u nas wiedzieli, że przebrali go tam w ciuchy cywilne i zrobili wtargnięcie, no bo pracował na czarno - opowiada. - Ale teraz jestem sprytny! - doda zaraz. Ma dwie prace - w jednej ochrania za 6 zł za godzinę, w drugiej za 5,50.
Na stole obok herbaty kładzie zapełnione drobnym maczkiem grafiki dyżurów.
Ta liczba na początku niewiele powie, przyda się matematyka. Iloraz z 520 podzielonych na 24 godziny da prawie 22 doby w miesiącu wypełnione tylko pracą. Albo prawie 17 godzin dziennie wypełnionych pracą. W pozostałych siedmiu godzinach Rysiek musi zmieścić wszystko inne: sen, rozmowę z synem, prysznic, zakupy. W tym roku udało mu się wyjechać na wakacje, nagimnastykował się, żeby dostać wolne okienko w dwóch firmach.
Rysiek: - Nie ma życia! W kwietniu zostałem dziadkiem, widziałem wnuka dwa razy. Zrobili z nas niewolników. Z nas wszystkich: kasjerek, sprzątaczek, ochroniarzy, ludzi od wywozu gówna. Nas nie stać, żeby nie pracować. Nawet za półdarmo. Przyjdziemy zawsze, umęczeni, chorzy. Wiesz, miałem kolegów, co zeszli na służbie. Do pracy pisze się tylko oświadczenie, że jest się zdrowym, badań nikt nie robi. Jeden wyglądał na siedemdziesiątkę, a miał trzydzieści kilka. Zszedł na kiblu w pracy, z wycieńczenia.
Rysiek radzi, żeby poczytać gazety i zwrócić uwagę na nagłówki: "śmierć ochroniarza", "ochroniarz wpadł do zbiornika", "ochroniarz zmarł na służbie z powodu zatoru...", "ochroniarz popełnił samobójstwo ze służbowej broni...".
Rysiek: - Jeszcze dwóch innych znałem, co padli. Bo taka jest prawda: padamy.
Już nie czuję, że śmierdzę. Obieranie cebuli na czarno w Wielkopolsce
Grupa inwalidzka mile widziana
Wrocław. Całe szczęście, że Cezary jest niepełnosprawny.
Ma grupę inwalidzką i dlatego każda firma ochroniarska przyjmie go z wielką radością.
Za niepełnosprawnego firma dostanie dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i dzięki temu często będzie miała pracownika za darmo. Agencje ochrony zatrudniają więc niepełnosprawnych masowo, na wszystkie stanowiska, zdarza się, że nawet jeśli ktoś ma problemy ze wzrokiem i nogami, to pilnuje supermarketu na linii kas. Im więcej schorzeń, tym lepiej. Co roku z budżetu płynie do firm ochroniarskim około miliarda złotych. Kontrole NIK wykazywały, że pieniądze są wykorzystywane niezgodnie z prawem - zamiast aktywizować niepełnosprawnych używa się ich do dofinansowywania działalności gospodarczej.
Sławomir Wagner, Polska Izba Ochrony: - Jak pieniądze leżą na ulicy, to głupio nie sięgnąć.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Tak, zatrudniam niepełnosprawnych, ale na stanowiska, które mogą wykonywać, nie traktuję ich jak zysku dla firmy. Ale wiem, jak jest: wygramy przetarg trzema niepełnosprawnymi, trzeba sobie takich znaleźć.
Jak szybko znaleźć? Daje się ogłoszenie: ochrona 16 zł za godzinę. Nikt tyle nie zapłaci, ale zgłoszą się tłumy i łatwo można uzbierać bazę numerów osób z grupą inwalidzką.
Ogłoszenia o pracy: "Przyjmiemy najchętniej z grupą inwalidzką". Ochroniarze mawiają: zamiast załatwiać sobie licencje, załatw lepiej grupę.
Janek z Wrocławia, bezdomny: - Szefowa zobaczyła wypis ze szpitala, że mam zanik nerwu wzrokowego: Janeczku, wspaniale, proszę to załatwić!
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz":
Cezary: - Ale nawet jak masz grupę, to walą cię na kasę. W agencji Kompleks ochranialiśmy przedszkole. Po trzech miesiącach umowa-zlecenie. W agencji V88 chroniłem budowy. Przyjeżdża koordynatorka, umowa-zlecenie za złotówkę w nadgodzinach. "Taka potrzeba firmy, panie Cezary". W Piaście, wypożyczalnia maszyn budowlanych, zamykałem się w środku, było spanko. Ale firma wygrała przetarg na duże magazyny i pilnie potrzebowali ludzi. Koordynator mówi, że będę tam robił obchody, półtora kilometra w pół godziny. A ja mam grupę inwalidzką właśnie ze względu na nogi - mówi.
Kilkanaście lat wcześniej: Czarek pracuje w policyjnej prewencji. Małżeństwo wisi na włosku, odszedł. Teraz mu się tamta praca przypomina.
Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki
ZUS chronimy za 5 zł
Wrocław. Zośka, dziewczyna Janka z ogródków na Oporowie, też zaczęła wczoraj pracować w ochronie, Janek załatwił. Było trochę na opak: najpierw do pracy na 12 godzin, a potem na rozmowę kwalifikacyjną. Poprosili o dowód, ale zgubiła, więc sama podała nazwisko i PESEL. Zatrudniona. 4,80, na czarno, a jakby chciała na biało, to 3,50. Zośka trochę się martwi, bo w miejscu, którego pilnuje, nie ma bieżącej wody ani toalety, niby są krzaki, ale niskie, a zaraz domy. - To sobie wymyśliłam tak: wzięłam folię i na tę folię się załatwiłam. Zawinęłam i wyrzuciłam do śmieci.
Janek dalej pilnuje terenu, gdzie politechnika kończy budowę hali sportowej, a dalej są laboratoria.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr przesyła dane, z których wynika, że ochroniarze na politechnice zarabiają godziwie: - Tamten teren przekazaliśmy teren w sierpniu ubiegłego roku generalnemu wykonawcy (Moris Polska) i to on odpowiadał za wszelkie prowadzone prace, także ochronę.
Firmy budowlane zrzucają winę na agencje ochrony: powinny przecież odpowiadać za swojego pracownika i za to, jakie ma warunki. Agencje - na klienta.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony:
Tak jest zawsze, nie znajdzie się odpowiedzialnego za to, że Zośka pracuje za 3,50, a jej toaletą jest kawałek brudnej folii.
Najgorzej, tak mówią ochroniarze, jest w instytucjach publicznych. To pokłosie "taniego państwa" - najważniejszym kryterium przetargów miała być cena, choć dwa lata temu wprowadzono klauzule społeczne, mało gdzie się tego pilnuje.
Rysiek z Warszawy ma kolegę, który stoi w budynku ZUS. - Za 5 zł, ale wolałbym nie rozmawiać w ogóle, bo ja wolę mieć te 5 zł, niż nie mieć - mówi, kiedy do niego dzwonimy.
Tanie państwo bije w twarz
W przetargu krakowskiego pogotowia (najważniejszym kryterium cena) wygrała firma za 5,32 na godzinę, po odjęciu za uniform i krótkofalówkę ochroniarz dostał 4 zł. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu wycenił ochronę na 5,95 za godzinę. Sąd Rejonowy w Legnicy - na 5,79.
Kilka miesięcy temu wrocławska Partia Razem przepytywała z zarobków i zatrudnienia ochroniarzy, szatniarki i sprzątaczki na wrocławskich uczelniach.
Waldemar Mazur z Razem: - W większości przetargów UWr (zazwyczaj po 90 proc. i więcej) decydowała cena. Wygrywały oferty najtańsze, a najłatwiej ściąć cenę kosztem pensji pracowników. Odwiedziliśmy wszystkie wydziały, a na nich większość instytutów i katedr. Uzbieraliśmy 50 ankiet, niewiele, bo część pracowników bała się rozmawiać. Szczególnie złe warunki zatrudnienia były na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii. W gorszej sytuacji od pracujących w ochronie były szatniarki i sprzątaczki.
W marcu Razem napisało list otwarty do władz wrocławskich uczelni. - Zostaliśmy zignorowani. Po dwóch tygodniach pokusiłem się o telefony do rektorów UWr i PWr, ale odbiłem się od rzeczników. Zasłaniali się gorącym okresem wyborczym. Na uwagę, że może to moment, kiedy warto się nad problemem pochylić, odpowiedzieli, że nie są to priorytety, z jakimi mierzą się obecnie wrocławskie uczelnie.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr: - List otwarty nie dotyczył żadnej konkretnej sprawy, był apelem. Partia wysłała go na ogólny adres kancelarii rektora, nie można więc uznać go za list do rektora politechniki.
Michał Kulczycki, szef "Solidarności" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania, razem ze współpracownikami wiosną odwiedzał budynki polskich ministerstw i pytał ochroniarzy. Przesyła nam tabelki - w Ministerstwie Finansów (Argus) stawka to 7,30, brak pomieszczenia socjalnego i problemy z umundurowaniem. W Ministerstwie Kultury (CD BIS) 6,50, pracownicy skarżą się na złe warunki. W Ministerstwie Nauki (Basma Security) stawka to 5 zł (obiecano nowy przetarg).
Rysiek: - Pojechałem kiedyś do Państwowej Inspekcji Pracy na ulicę Zielonego Dębu poskarżyć na agencję Kompleks. Patrzę, a PIP ochrania właśnie Kompleks. No, kurde! Zainteresowałem się. Przetarg wygrali na 8,50 zł brutto. Ile dostali ochroniarze? 3,50.
Razem. Pięć minut sławy i co dalej
Jędrek Security, Jędrek Monitoring
Przyczepa kempingowa w środku łąki bez wody, toalety, prądu.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Nie ma przymusu brać tanich zleceń. Ja uważam, że my, agencje ochrony, jesteśmy sobie winni. Sami psujemy sobie rynek. W przetargu 10 zł, pełny serwis z kamerami, na stronach zdjęcia wysportowanych ludzi w dobrym sprzęcie, a to pic na wodę, bo czasem firma nawet mundurów dla tych ludzi nie ma. Klienci nie weryfikują. Jest tak: jedni udają, że chronią, a drudzy płacą za tę ochronę.
Michał Kulczycki, "Solidarność": - Umowy o pracę zamienili na zlecenia, potem na dwa równoległe zlecenia, wydłużają okresy rozliczeniowe. Ochroniarze odśnieżają i strzygą trawę, bo mniej zapłacić się już nie da.
Cezary z Wrocławia: - Pierwszą umowę daje się na 50 zł za roznoszenie ulotek, a drugą, że w ochronie. Ale to od tej 50 zł jest odprowadzany ZUS. Tam, gdzie pracuję, Juwentus robi ludziom wypłatę co dwa miesiące, dzięki temu ZUS płacą tylko sześć razy w roku.
Taka jest potrzeba firmy, mówią. Rynek tak ustalił.
Od 1 stycznia wchodzi minimalna stawka godzinowa 12 zł.
Cezary z Wrocławia: - W agencjach słyszę płacz. Szef: panie kochany, co oni z nami, kurwa, robią. Potem odjeżdża mitsubishi pajero, a my aż zaciskamy pięści. Godzinowa ma powstrzymać patologie, jak te w agencjach ochrony. Czy powstrzyma?
Marcin Pyclik, Konwój: - Są już sposoby. Pracownik dostanie 12 zł, ale odda kilka złotych za wynajęcie munduru i wyposażenia, nadal będzie zarabiał mniej.
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz": - Szybko się przepoczwarzą. Podstawą do zabrania koncesji jest grubość blach na drzwiach magazynu z bronią, ale nie oszukiwanie pracowników. Firma ma wiele koncesji, potem, jak są kłopoty, to zamiast Jędrek Security jest w zapasie Jędrek Group albo Jędrek Monitoring pod tym samym logo i na nie przepisuje się kontrakty. Agencje ochrony powstały nie po to, żeby chronić, ale żeby przynosić zysk. Nie znam przypadku, żeby firma zniknęła z rynku, bo robiła przekręty.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony, nawet chciałby, by pracownikom było lepiej, choć może wyglądać to niewiarygodnie, bo do tej pory ze wszystkimi zmianami (ZUS, stawka godzinowa) walczył. Tak właśnie mówi: walczyliśmy, poszliśmy walczyć, walczyliśmy długo. - Bo za szybkie zmiany to nieszczęście. Klient się musi dostosować i znaleźć pieniądze. Czy nie można tej godzinowej najpierw od 9 zł? Przecież niektóre firmy mają 70 proc. pracowników na umowy-zlecenia. To są oficjalne dane giganta - Konsalnetu. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, bo to metoda ucywilizowania rynku, ale powoli. Teraz wiele firm zacznie zatrudniać na czarno, a najwięksi zlikwidują stanowiska, dopóki klient nie przyzwyczai się do nowych stawek. A przecież ochrona jest potrzebna: magazyny, osiedla...
Prekariat. Wyklęty lud ziemi, o jakim Marksowi się nie śniło
Ochroniarz czyta Konfucjusza
Wrocław. Ekonomiście Romanowi obiecali dziś w ochronie 5 zł za godzinę, ale koledzy mówią, że tylko przez telefon brzmi tak fantastycznie, w rzeczywistości będzie 4,70.
Poznań. Sprawę bezdomnego Włodka, który wygrał w sądzie z agencją ochrony, przejmuje komornik. Pisze, że postępowanie egzekucyjne jest bezskuteczne: dłużnik nie posiada majątku, rachunku bankowego, nie figuruje w ewidencji urzędu skarbowego, nie ma zarządu. Kwoty nie można ściągnąć z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń, bo sprawa toczy się przed sądem cywilnym, a nie pracy. Dlaczego? Bo Włodek nie miał umowy o pracę, pracował na zlecenia. Jedzie do głównej siedziby TG Group Security, ale mieści się tam już inna firma - TG Security. Ten sam telefon, prawie to samo logo. Włodek widzi przed firmą Hemmerlinga.
Też pytamy TG Security: co z wynagrodzeniem dla Włodka? Każą wysłać e-maila.
"TG Security nigdy nie zawierało umowy z Panem Włodzimierzem Knasieckim. Z informacji, które posiadamy, ten pan był pracownikiem naszego podwykonawcy, z którym nasza spółka zakończyła współpracę ponad rok temu" - odpisują.
Marek Przywecki, komornik, który próbuje odzyskać pieniądze Włodzimierza:
Dzwoni Mariusz Hemmerling: - Tej firmy nie ma, sprzedałem ją. Ochroniarz zrzekł się wypłaty, będę się odwoływał od wyroku. Przyznaję, że warunki były fatalne. PIP dał za to inwestorowi karę i nas też ukarano.
Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej uważa, że wyzysk nakręcają w Polsce urzędy pracy oraz instytucje zatrudniane przez samorządy do aktywizacji bezrobotnych: - Wypychają ludzi na śmieciówki, poprawiają sobie statystyki. Nie ma to nic wspólnego z aktywizacją, to tylko na papierze. Nikt się nie zastanawia, co się dzieje potem z tymi ludźmi, nie śledzi ich losów. Nie dostają narzędzi, by utrzymać się na rynku. Większość z nich wraca w to samo miejsce - na ulicę. Gdzie ta prosta, na którą miał wyjść Włodzimierz Knasiecki?
Włodek jest winny właścicielce za pokój już 6 tys. Nie chce wracać na ulicę. Po Kaszubach roznosił przesyłki, zarabiał 300 zł miesięcznie. Teraz znów pracuje jako ochroniarz. Jak długo? Nie myśli o tym.
Warszawa. Kiedy Rysiek nudzi się w pracy, czyta sobie Konfucjusza. Podobały mu się zwłaszcza myśli o chciwości, że jeden chciwy cały świat pogrąży w nicości. I jeszcze: "W podeszłym wieku, gdy krew stygnie, a duchy żywotne słabną, chciwości się wystrzegaj".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.09.05 20:47 ben13022 Złoty pociąg czy złoty interes?

Za zwykłą rozmowę jakiś tysiączek, dwa. Za całość z pół miliona. Pani zapłaci, a oni fachowo zagrają odkrywców. Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej Kto by pomyślał, że okres lęgowy wróbli może się tak strategicznie wpasować. Do połowy sierpnia trzeba być ostrożnym, potem koparkami można rozkopać wszystko. A to równo rocznica, odkąd fascynatom historycznych zawiłości i tajemnic zapłonęły oczy. Oto pod ziemią, na 65. kilometrze trasy kolejowej między Wrocławiem a Wałbrzychem, ma stać pociąg pełen złota.
Odkrywcy na operację wydobycia wydali ponad 140 tys. zł, rozstawili wysokie rusztowania, a za nimi 50 pracowników z koparkami.
Kopać, panowie, zakrzykną razem Andreas Richter i Piotr Koper. Pierwszy robił przed laty karierę sekretarza wałbrzyskiej parafii ewangelickiej, zarządzał poniemieckimi dokumentami. Ale chciał robić biznesy. Z kościelnych ksiąg znał rodzinne zawiłości. Zajął się więc tworzeniem drzew genealogicznych. Na zlecenie sądów pomagał szukać spadkobierców zmarłych. Jak zarobił, zainwestował w georadar, wiedząc, ile skarbów może siedzieć pod ziemią.
Piotr Koper też interesował się historią, ale bardziej pieniędzmi: z wykształcenia technolog drewna, z wyboru budowlaniec i właściciel myjni samochodowej. Wtedy w Wałbrzychu wszyscy byli z węgla. Kiedy z dnia na dzień 15 tys. osób traci pracę, jedna piąta mieszkańców miasta, to jest to problem. Wynieśli się z kopalni i weszli w biedaszyby. Węgiel sypki, kiepski, ale cenny, jedzie w Polskę, a dziury na kilkadziesiąt metrów, podkopane drogi, walące się drzewa, zapadliska przy blokach zostają w Wałbrzychu razem z poległymi w walce o urobek nielegalnymi górnikami, do których nikt nie wezwie pogotowia, żeby nie dać się złapać policji. Koper i Richter swoje firmy założyli wtedy, kiedy padała ostatnia kopalnia. Ale żeby się spotkać, musieli poczekać kilkanaście lat. Obaj chcieli skarbów - Koper miał koparki, Richter nawigację, połączyli siły. Obaj bogaci, ale bez przesady.
Mieszkańcy pukają się w czoło: wariaci. Tyle kasy dawać w błoto na wykopki? Naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej, stawiając na szali zawodowe kariery, nie owijali w bawełnę, gdy przeprowadzili badania magnetometrem: pociągu nie ma, ba, szyn nawet. Nie znaleźli żadnych anomalii, które świadczyłyby o tym, że pod ziemią jest obiekt ze stali. - Panie profesorze, ale jak to? - odkrywcom opadają przy publikacji wyników kąciki ust. - Że zacytuję klasyka, panowie: błądzić jest rzeczą ludzką, tkwić w błędzie: głupotą - macha ręką prof. Janusz Madej z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Odkrywcy odchrząkną: wiara czyni cuda. Kopać, panowie!
Bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy wyjaśnią: nie wariaci, to biznesmeni, którzy, wiedząc, że pociągu nie ma, inwestują w jego wydobycie. Inwestują! Bo złoto jest gdzie indziej.
Złoto Breslau i Wunderwaffe
Odkrywcy mówią, że wierzą. Wierzą, że któregoś z mroźnych grudniowych dni 1944 Niemcy zarządzili: najcenniejsze skarby Breslau, złoto i depozyty, spakować w 12 wagonów, a następnie, razem ze wszystkim, co wiadomo o Wunderwaffe, prototypach broni, zebrać, ułożyć w pociągu i wywieźć, żeby doczekało lepszych czasów. Łącznie 56 skrzyń z wiekami uszczelnionymi gumą, co odnotowano z niemiecką skrupulatnością. Nikt z nich nie wierzył, że przegrają wojnę, chcieli przeczekać przejście Ruskich, a potem wyciągnąć zakopaną broń i uderzyć z zaskoczenia. Pociąg miał wyjechać z Wrocławia i zaginąć po drodze do Wałbrzycha. A potem przyszło SS i powiesiło całą niemiecką rodzinę, która miała dom przy Uczniowskiej w Wałbrzychu, a okna z ich kuchni wychodziły na tory i 65. kilometr linii kolejowej. Co mogli zobaczyć przez szybę, grzejąc w czajniku wodę tuż przed zakończeniem wojny?
Złote piwko, złota myjnia
Turystów tu na potęgę. Na zamku drugie tyle co przed rokiem, zespół 12 przewodników rozrósł się do ponad 40, bo przyjezdni blokowali serwery z rezerwacjami wycieczek. W kasie zamku ze sprzedanych biletów wylądowało ponad 300 tys. zł. A ludzi po knajpkach, popijających chłodne piwko Złoty Pociąg - cena 39 zł za trójpak - jest jeszcze więcej. Obwieszeni koszulkami ze złotem - za 60 zł każda, z wydawanymi naprędce książkami o pociągu pod pachami, odpalają sobie papieroski sztabkami złota - cena zapalniczki 5 zł za sztukę. Podjeżdżają pod tajemniczy 65. kilometr, parkują na płatnym Parkingu przy Złotym Pociągu, a jak się auto wybrudzi od kurzu z koparek, to umyją za rogiem w Myjni nad Złotym Pociągiem. Saperka tu to jak ciupaga w Zakopanem, zwłaszcza że sieciówki zachęcają plakatami: "A może na weekend wybierasz się do Wałbrzycha? Jesteśmy przygotowani na wszystko: oto saperka samokopiąca, z wbudowaną matą grzewczą, silnikiem udarowym i wykrywaczem złota". Niektórzy przejadą się Złotym Pociągiem, który kursuje po okolicy, inni popływają łódeczkami w sztolniach Walim - 22 zł za bilet dla dorosłego - a koneserzy posłuchają przeboju disco Edyty Nawrockiej z Wałbrzycha, która na co dzień śpiewa o miłości, ale teraz spontanicznie zarymowała do rytmu o kolejnictwie: "Jedzie pociąg z daleka, złotem cały ocieka, bronią i diamentami, wykryty georadarami".
Pokoju w Wałbrzychu człowiek już tak łatwo nie wynajmie, złote atrakcje trzeba planować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Piarowcy doradzają prezydentowi miasta: zmieńcie nazwę na WAubrzych, Au to symbol złota.
Złote prawo autorskie
Jarosław Chmielewski był senatorem, startował z list PiS. Dziś rządzi stawkami i żongluje cennikami. Koper i Richter swojego prawnika polecają jak menedżera. On ich - jak gwiazdy. Tłumaczy: im na pieniądzach nie zależy, ale niech dziennikarze wybaczą, panowie tyle wiedzy zgromadzili przez lata, że nie wypada brać jej za darmo. Tylko za półdarmo: tysiączek, dwa za rozmowę. Jeśli ktoś będzie chciał jakieś zdjęcie, dajmy na to, pracującej koparki, to zrobimy, za odpowiednią opłatą, że odkrywcy stoją, kopią. Cenę jeszcze ustalamy. Na pewno, jeśli pociąg znajdziemy, będzie wysoka. Myślę, że i pół miliona złotych, porozmawiamy wtedy o ewentualnej wyłączności. To będą duże widełki, zdaję sobie sprawę, ale proszę uszanować prawo autorskie do wizerunku odkrywców, oni chcą go chronić. Skonstruujemy sobie taką umowę o dzieło, potraktujemy ich jako aktorów, pani zapłaci, będziecie zadowoleni.
A kto liczy, że samodzielnie podglądnie, co się dzieje na placu budowy tuż przy urzędzie skarbowym, ten się zdziwi. Najpierw odkrywców i ich koparki otoczy wysokie, szczelne rusztowanie, zza którego będzie widać ramię sprzętu i czubki kasków. Potem zapowiedzą: nie doprowadźcie nas do szału żadnym dronem nad głową, bo zobaczymy pierwszego i od góry przykryjemy się siatką.
Potem, zaraz po zakończeniu okresu lęgowego wróbli, zrobią konferencje prasowe, żeby pokazać, co widzą w ziemi. I przy okazji zorganizują festyn: dzieciakom pracownicy fast foodu z kurczakami dadzą baloniki, pszczelarz rozłoży stanowisko do zarabiania pieniędzy i na patyczkach do mieszania kawy będzie wtykać do smakowania potencjalnym klientom a to spadziowy, a to lipowy, a to miód wielokwiatowy. Kucharki w urzędzie skarbowym też będą zacierać ręce: na ich jajeczniczkę na bekonie i pierożki z serem znów skuszą się nie tylko urzędnicy, ale i japońscy, amerykańscy, brytyjscy dziennikarze. Właściciele agroturystyk w krzakach rozdadzą gapiom wizytówki, a ludyczny Koper podzieli się pomidorami z własnego ogródka i będzie tylko narzekał, że mu do kiełbasy musztardy zabrakło.
Złote kolano, złota blizna
Na Wałbrzych w czasie wojny spadła jedna bomba, ale nikt nie zginął. Spadła daleko od domów. Ofiary wojny są tu policzone dokładnie - 360 Niemców popełniło samobójstwo w nocy z 8 na 9 maja 1945 roku, w tym samym czasie, kiedy w Berlinie zostało powtórzone podpisanie aktu kapitulacji III Rzeszy. Powiesili się albo odkręcili gaz. Miasto przetrwało w zasadzie nienaruszone. W jednym miejscu Niemcy jednak podłożyli materiały wybuchowe, co zauważyli potem polscy urzędnicy. Sporządzając wykaz bocznic kolejowych, zanotowali - ta zlokalizowana na 64,938 kilometrze trasy między Wrocławiem a Wałbrzychem została wyminowana.
A teraz niemieckie kolano. Zginało się wielokrotnie, kiedy jego właściciel przeciskał się wąskimi korytarzami wałbrzyskich kopalń. 1 stycznia 1955 roku trafił tam też Tadeusz Słowikowski. Z wykształcenia rzeźnik, z przekonania wróg Niemców (matkę zabili mu w Oświęcimiu) i ich wielki przyjaciel (jak zabili mu matkę i został z rodzeństwem sam, to ukrywali go u siebie w gospodzie Niemcy).
I kiedy inny Polak w kopalni popił, splunął Niemcowi w twarz, zwyzywał od deutsche Schweine i kopnął Niemca w jego niemieckie kolano, Słowikowski stanął w obronie kopniętego. Kto by wtedy pomyślał, że Polak się za Niemcem wstawi. Niemiec wziął więc Polaka na wódkę, żeby wynagrodzić. A przy wódce opowiedział historię, o której od dziesięciu lat milczał jak grób, bojąc się, że i jego rodzinę ktoś powiesi, nawet jeśli okna z jego kuchni wychodzą na zupełnie inną stronę.
Tadeusz Słowikowski usłyszał, że grupa Niemców miała zakopać pociąg z cenną zawartością w miejscu, które widać z okna kuchni w domu przy ulicy Uczniowskiej. Pomyślał wtedy, że jak się człowiek skaleczy, to blizna zostanie, i że on chce znaleźć bliznę po pociągu w lesie. Potem Słowikowski będzie mówił, że jak nieboszczyka zakopać, to trumna siada w ziemi, dlatego szukać trzeba niżej, niż się wydaje, ale to będzie 60 lat później, czyli kiedy rzeczywiście grawitacja - jeśli wierzyć tym, co wierzą - miała szansę ściągnąć pociąg głębiej.
Whisky Golden Train
Kiedy Piotr Żuchowski, generalny konserwator zabytków, podskakiwał z rozpalonymi policzkami na konferencji prasowej tydzień po wybuchu gorączki złota, w sierpniu, mówiąc, że pociąg istnieje na sto procent, Dariusz Domagała na chłodno kupował kolejne domeny w internecie. W kilkadziesiąt godzin postawił pierwszy serwis internetowy, w którym zbierał wszystkie wyobrażenia o pociągu, doskonale wpasowując się w złote gusta poszukiwaczy. Kopra i Richtera nie znał, ale legendę, którą odświeżyli, usłyszał jeszcze jako dziecko. Dorósł, został menedżerem zespołów, założył radio, telewizję, firmę handlującą powierzchnią na billboardach, hotel, restaurację, a teraz znów bawi się w historię. Ale już poważnie inwestując w zabawki. Dziś, po roku, patrzy na słupki: odkąd Koper i Richter zainstalowali koparki na 65. kilometrze, ruch na jego stronie wzrósł dziesięciokrotnie. Domagała: - Cieszę się, ale nie chcę się denerwować, więc nie policzę, ile wydałem na to kasy.
Turyści piją obrandowane przez Domagałę piwo Złoty Pociąg, a jego restauracja, dzięki nowej etykiecie, tylko w ostatnim miesiącu sprzedała więcej butelek niż przez ubiegły rok, gdy piwo nazywało się Lwówek Śląski. Dla wybrednych jest też wino Złoty Pociąg, a zaraz ma być rozlewana - po angielsku, już jako Golden Train - i wódka, i whisky dla koneserów. Do kupienia w całej Polsce. Domagała: - No tak, interesuje mnie sprzedanie milionów butelek. Bardzo mnie to pociąga, ta historia, bardzo łatwo mi się więc wydaje na inwestycje. Żona się tylko uśmiecha.
Złote rysunki, martwy pies
15 lat po wódce z Niemcem Słowikowski chodził po mieście niespokojny. Patrzył przez okno przy Uczniowskiej, myślał o powieszonej rodzinie. Rozrysował na kartkach teren, zaznaczył, gdzie brakuje drzew, gdzie ziemia dziwnie się zapada albo podnosi, gdzie nienaturalnie dużo kamieni leży pod piachem. Kreślił kółka, zmazywał, jeszcze raz szedł na Uczniowską, obserwował. W końcu dostał zgodę na wykopanie dziury przy torach. Ledwo wbił łopatę, przyszli sokiści i odebrali papier.
Potem ktoś włamał mu się do mieszkania, chciał ukraść rysunki. Nie wyszło, to otruł Słowikowskiemu psa. Żona zapytała: czyś ty powariował, całą rodzinę chcesz, żeby wytruli? Potem będzie pytała: czyś ty powariował, ci dziennikarze się zjeżdżają, człowiek nie ma jak w spokoju pralki włączyć, żeby buczenie nie przeszkadzało. Ale tak będzie pytała dopiero za 30 lat.
Złote fusy, złote podatki
A teraz powróżmy z fusów, mówi prof. Marian Noga, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Że wydany pieniądz robi pieniądz - to wiadomo. Mamy taki mnożnik, wynosi on 25. Jeśli odkrywcy mówią, że wydali 140 tys. zł, to znaczy, że na rynku wałbrzyskim dostaniemy z tego 3,5 mln złotego interesu.
Konsumenci, dajmy na to, że jest ich 150 tys., patrząc tylko na wyniki zamku Książ, wydadzą tu średnio po 20 zł na bilety (otrzymamy kolejne 3 mln), 40 na obiad w barze (6 mln), 30 na transport (4,5 mln).
Szybka suma - i mamy 17 nowych milionów złotych na rynku wałbrzyskim. I trzeba oto zapłacić od tego podatki - z CIT i PIT w kasie miasta ląduje więc 800 tys. zł. Efekty mnożnikowe będą takie, że w następnym roku miasto z tego będzie mieć 8 mln. Po kolejne: jeśli moje obliczenia potraktujemy jako efekt pieniężny pierwszego roku (18 mln razem z podatkiem), to w drugim roku przemnożymy to razy 55, a to nam da 450 mln zł. Odważnie? Jako że procesy mnożnikowe nigdy nie dochodzą do końca, złagodźmy trochę i oszacujmy, że mamy tu po 80 mln złotego interesu rocznie.
Złoty komiks, złote g...
Introligatorzy też by chcieli zarobić na pociągu. Zbigniew Jagielnicki z Wałbrzycha wziął czarny karton, na złoto wydrukował na nim komiks i rozdaje. Scena pierwsza: postaci z łopatami. Scena druga: jeden chce siku. Scena trzecia: z latryny wykrzykuje: znalazłem! Scena czwarta: otwiera drzwiczki z serduszkiem, pokazuje rozkład jazdy pociągów z 1944 roku, mówi, że reszta składu też musi być w środku. Scena piąta: postać z latryny mówi do mikrofonów, że już kopać nie będą, bo nie będą przecież się grzebać w gównie.
A potem już tylko strona internetowa Zbigniewa i cennik usług introligatorskich.
Złota gra pozorów
Kiedy padała kopalnia w Wałbrzychu, złoty pociąg - jeśli wierzyć tym, co wierzą - pod ziemią ulegał grawitacji od ponad 50 lat.
Roman Szełemej jeszcze nie myślał, że w przyszłości z dyrektora szpitala stanie się najpierw Żelaznym Romanem (tak mówią jego pracownicy) i prezydentem Wałbrzycha, a potem zwykłym maszynistą (w ministerstwach, cokolwiek by załatwiał, wszyscy się szczerzą: panie, a co z tym pociągiem?)
Krzysztof Szpakowski był po pierwszym rozwodzie, ale jeszcze przed zostaniem organizatorem wyborów Miss World i przed użyciem różdżek do wyszukiwania podziemnych sztolni i poniemieckich skarbów. Zanim jednak będzie zarządzał skarbami, Szpakowski będzie zarządzał kompleksem Włodarz, podziemiami Riese, po których turystom pozwoli pływać łódeczką.
Marek Słowikowski, syn Tadeusza, miał już papiery na bycie pielęgniarzem w Niemczech, ale regularnie przyjeżdżał do Polski.
Dariusz Domagała pracował w mediach, ale nie znał jeszcze Edyty Nawrockiej, która za kilka lat będzie czytać w jego serwisach wiadomości, a potem wyśpiewa przebój disco.
Łukasz Kazek robił papiery na przewodnika i zaczytywał się w książkach o historii Dolnego Śląska. W przyszłości, o czym oczywiście nie wiedział, miał wiedzę wykorzystać szerzej: sam pisać książki, eksplorować i prowadzić program telewizyjny "Na tropie Złotego Pociągu".
Złoty wywiad, złota kamera
Menedżer aktorów nie chce zdradzić żadnych szczegółów, to tajemnica handlowa. Ale ci, którzy negocjowali, puszczają w obieg informacje: jedna z polskich telewizji zapłaciła za wywiad z Koprem i Richterem, którzy stawki negocjowali 17 dni, kilkanaście tysięcy złotych. Mało! Amerykanie za towarzyszenie w spacerach po ziemi nad złotym pociągiem mieli dać 100 tys. Dalej mało! Wideo zza rusztowania nagrywa ktoś z rodziny odkrywców. Za 500 euro można kupić ujęcia na plecy robotników, nogi sapera, rozjazdy i dojazdy na ziemię, pokazujące wszystko i nic, w stylu weselno-festynowym. Dziennikarze mówią, że ten, kto trzymał kamerę, trzymał ją pierwszy raz w życiu. Nic nie widać.
Chmielewski: - Zgłosiliśmy do urzędu patentowego logo i nazwę "Złoty Pociąg". Chcemy je zastrzec, mieć pełnię praw do wszystkiego, co produkowane jest pod tą nazwą, bo pod sukces Kopra i Richtera próbują się podpiąć biznesmeni i robić pieniądze na wiedzy i inwestycji odkrywców. Czekamy już na publikację zgłoszenia i będzie basta.
Ale Dariusz Domagała się nie boi. Myśli dalej. Zwłaszcza że turysta to nie pijak, żeby tak tylko przy piwku siedzieć! Tu turysta to odkrywca.
Domagała: - Daję im więc Paszporty Poszukiwaczy Skarbów. Cena: 1150 złotych dla dwóch dorosłych. W środku wizy do Podziemnego Miasta, Starej Kopalni. Zakwaterowanie i wyżywienie na zamku. A jeśli poszukiwacze dotrą na 65. kilometr i zrobią na miejscu zdjęcie, odkrywają, że w hotelu czeka ich nagroda: piwo, wino i gadżety dla dzieciaków.
Dariusz Domagała za kilkaset złotych od osoby daje też pakiet krwi, potu i łez bez noclegu. Usadzi na drezynie, wojskowych pojazdach z czasów wojny, każe wejść do podziemi, znaleźć skrytki z niemieckimi dokumentami, rozwiązać tajne szyfry, pokonywać w lesie przeszkody, a na koniec da grochówki. Na wrzesień zebrała się dwustuosobowa drużyna poszukiwaczy.
Złota ustawa
Słowikowski zakopał w ogródku otrutego psa, a potem zapakował rysunki. Pokazał kolegom palcem na mapie, wśród patrzących był i Koper, gdzie jego zdaniem jest złoty pociąg. Kto by wtedy pomyślał, że za kilkanaście lat właśnie kolega budowlaniec na umowach o dzieło będzie widnieć jako aktor spektaklu o złotym pociągu?
Ale Koper najpierw usłyszy o tym, że jakiś szaleniec od ksiąg ewangelickich kupuje georadar. Zapozna się. A potem nastroi z Richterem aparat za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zrobi zdjęcie, a potem aż siądzie. Na kartce lokomotywa z dwoma świecącymi się oczami, z czupryną zrobioną z ponakładanych na pociąg platform, z jednym niesfornym działem.
Chronologia złotego roku
18 sierpnia 2015 r. wałbrzyska telewizja Dami TV opublikowała skromny tekst, zilustrowany zdjęciem lokomotywy, zatytułowany "Sensacyjne odkrycie". A w środku zdawkowa informacja: Polak i Niemiec znaleźli złoty pociąg.
Tadeusz Słowikowski przeczytał skromny artykuł i znów, jak 15 lat po wódce z właścicielem niemieckiego kolana, zaczął chodzić po mieście jakiś niespokojny.
Internetowej redakcji zaczęły się grzać serwery. Najpierw klikali mieszkańcy Wałbrzycha. Potem ci z Wrocławia. Zaraz rozdzwoniły się telefony z Warszawy, a później do małej redakcji w mieście biedaszybów, gdzie w ekscytacji mieszkańcy nasprejowali na murze: "chuj tam wieża Eiffla, mamy złoty pociąg", dobijał się już cały świat. Ktoś zdradził: informacje o jego istnieniu przekazał ktoś na łożu śmierci.
Tadeusz Słowikowski uszczypnie się w policzek. Przecież nie umarłem.
Złota gra pozorów 2
W mieście, w którym strata pracy przez 15 tys. osób to strata pracy przez jedną piątą mieszkańców, wszyscy się znają, choćby ze słyszenia. Kiedy więc urzędnik przeczytał o złotym pociągu w oficjalnych dokumentach, które wpłynęły do jego wydziału, natychmiast opowiedział o sprawie kumplowi. Natychmiast skany tajnych zgłoszeń dotarły do lokalnych dziennikarzy, a oni natychmiast je opublikowali, omijając nazwiska odkrywców, bo wszyscy też wiedzieli, że Słowikowskiemu kiedyś przez ten pociąg otruli psa.
Nie minął tydzień od publikacji skromnego artykułu, kiedy do kolejki po znalezisko stanęły kolejno: skarb państwa, Światowy Kongres Żydów, rosyjscy prawnicy rządowi, Fundacja Czartoryskich i saperkowicze amatorzy, którzy mimo groźby mandatu za wejście do lasu nadal czesali krzaki. Gdzie odkrywcy? Anonimowi dla świata przez równo 17 dni negocjowali stawki za pierwsze wywiady. Lokalni przewodnicy, historycy, eksploratorzy nabierali wody w usta. Kazek nic nie zdradził, Szpakowski nawet się nie zająknął, kiedy najpierw dziennikarze, a potem tabun turystów przetaczał się przez jego sztolnie i łódeczki, z rozpalonymi policzkami słuchał o niemieckich tajemnicach. Nawet już nie policzy, ile zapłaciłby za taką reklamę w mediach. A dostał za darmo! Podziękuje na własnym weselu pod koniec września, na którym oczywiście Niemiec będzie się bawił do rana. Jak to na weselu dobrego kumpla.
Tylko Słowikowski naprawdę nic nie wie. Jego syn, akurat przyjechał z Niemiec, słucha zza ściany. O czym ojciec tak gada cały czas przez telefon? W końcu sam bierze słuchawkę. - Dziennikarzom, którzy chcą porozmawiać z ojcem, radzę przygotować 3 tys. zł - mówi. Telefon ojca milknie. Słowikowskiemu trochę smutno, że nikt go do Nowego Roku już nie zapyta o złoty pociąg. Potem dowie się, że nikt po prostu nie ma w pogotowiu takiej kwoty, i pokłóci się z synem za to, że młody też chciał ukręcić lody na złotym pociągu.
Gorączka złota roku ubiegłego
Pod koniec sierpnia upał straszny, w krzakach na 65. kilometrze tłok, ciekawscy z głodu wyżarli wszystkie mirabelki z sadu, ale nikt nie odpuszcza, wszyscy chcą popatrzeć. Pan Krzysztof założył koszulkę z saperką, chciałby porozmawiać z telewizjami o tym, co wie, ale nie może: żona by go zabiła, jakby się z ekranu dowiedziała, że on nie w pracy, tylko w krzakach siedzi, a on się nie mógł powstrzymać i wziął na żądanie. Pan Jerzy przyjechał z centrum, bo się zna. Teraz pokazuje, gdzie według niego siedzi lufa. Cały teren rozkopany, możliwe, że tam Polak i Niemiec grzebali, chociaż teraz już nic nie wiadomo, bo eksploratorzy hobbyści rozdeptali wszystkie ślady w kilka godzin. Pan Mirosław też rozdeptuje, mimo że bardziej od historii w liceum wolał fizykę. Ale wziął pod pachę plastikową sztabkę złota, pozuje fotoreporterom. I macha policjantom, bo się przyglądają. Co oni, zamiast przy krawężnikach, to na polach teraz pilnują?
Poza policjantami przy torach dyżury pełnią strażnicy leśni, miejscy i ochrony kolei. Czasem po 12 osób na dyżurze. Jest trochę nawet jak na koloniach. A że żony policjantów są mistrzyniami w robieniu szarlotek, wszyscy siadają na sjestę nad pociągiem. Zaraz ma dojechać też wojsko, nie wolno więc zjeść wszystkiego.
Przyjeżdża też Christel Focken, niemiecka poszukiwaczka. Pokazuje, że - posługując się mapą znalezioną w internecie - znalazła tu śrubę. Pan Jerzy i Mirosław trochę się krzywią, że chodzili po krzakach i przeoczyli. A śruba to z pewnością dowód. Za pokazanie śruby Focken prosi fotografów o kilka tysięcy euro. Za rok, ze swoim nosem do interesów, zostanie niemieckim rzecznikiem prasowym Kopra i Richtera.
Złota Bursztynowa Komnata
Skoro państwo gwarantuje znaleźne w wysokości jednej dziesiątej wartości rzeczy znalezionej, to trzeba szukać.
Na internetowych aukcjach berety afrykańskich żołnierzy sprzed kilkudziesięciu lat są warte kilka tysięcy euro. To ile kolekcjoner da za czołg? Za pociąg? We wrześniu ktoś skonstruował prowizoryczną drabinkę z linek i spuścili się na niej z kolegami do grobowca w Świebodzicach, tuż koło Wałbrzycha. Myśleli, że w środku znajdą kosztowności, z których wezmą sobie jedną dziesiątą. Jeden spadł na głowę pięć metrów w dół. Pogotowie stwierdziło zgon.
Do urzędów wpływają oficjalne pisma: we wrześniu Krzysztof Szpakowski, zarządca kompleksu Riese, magicznymi różdżkami odnalazł wielopoziomowy kompleks kolejowy. Burmistrz Mieroszowa zgłasza, że coś, może Bursztynowa Komnata, jest tuż obok, pod górą Dzikowiec. Niemka od śruby, że w Wałbrzychu znalazła kolejne tunele lub pomieszczenia o nieznanym układzie. Ktoś informuje o podziemiach we wzgórzu, na którym zbudowana jest świątynia w Jędrzychowie. Coś jest też pod Bolkowem - anonimowy znalazca mówi, że dzieła sztuki, tajna broń i chemikalia. Przy stacji Wałbrzych Główny nagle w październiku znajduje się tender, 100-letni wagon do wożenia węgla. W Srebrnej Górze - XVII-wieczna kopalnia srebra. W Kamiennej Górze mieszkańcy dopatrzyli się podziemnej hali produkcyjnej, a w niej ciężarówek z nieznanym ładunkiem. I jeszcze pojawia się 300-metrowa sztolnia wydrążona w skale pod Wałbrzychem, a tuż obok jaskinia z depozytami z czasów wojny. Ktoś dobił się w grudniu do tajemniczych pancernych drzwi w kompleksie Jugowice Górne, a w okolicach Boguszowa-Gorc ktoś inny odkrył dodatkowe sztolnie. To nie wszystko! Policjanci z Wałbrzycha trochę się denerwują: nagle mają kilkaset zgłoszeń o nielegalnych pracach ziemnych saperkowiczów amatorów z zamiłowaniem do szukania złota po okolicy. Odkryć, zgłoszonych oficjalnie do gmin wokół Wałbrzycha, w rok napęczniało w kopertach urzędników do kilkudziesięciu.
Złota jajecznica
Kucharki z urzędu skarbowego chciałyby, żeby panowie kopali i kopali, bo aż do emerytury mogłyby słuchać tylu komplementów w tylu językach na temat pierogów i jajeczniczki. Urzędnicy, którzy nagle muszą po jajeczniczkę stać w długiej kolejce, mają dość jedzenia w pośpiechu, żeby zmieścić się w przerwie. - Ja tobym sam wykopał ten pociąg. W kosmos.
Wtorek. Kolejne dowody na istnienie złotego pociągu padają: zamiast sklepienia tunelu zwykły ił, wykopywana porcelana to fragmenty drenażu, a sam nasyp to piach i skały. Mimo to odkrywcy chcą szukać dalej. Biorą się za olbrzymie wiertnice. - Bo pociąg jest, tylko niżej, trochę się nam schował - mówi Koper, chociaż nie ma już żadnego dowodu. Mówi za darmo, jakiś zrezygnowany, w ochlapanej obiadem koszulce, z nosa mu kapie.
Powiesiłby białą flagę i poszedł do domu, na kanapę, bo trochę już wstyd, przyznaje obsługa koparek.
Koper odwierty odkłada: a to pogoda za brzydka, a to błoto po deszczu.
Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha nazywany teraz złośliwie maszynistą, bierze wszystko na chłodno: - Ja tylko mogę wysunąć tu refleksje nad stanem emocji, wiedzy historycznej, oczekiwaniem nowości, niebywałym poziomem pasji i braku racjonalności. Tacy są nasi odkrywcy. A jaki jest świat wokół nich? To świat obrazkowy, pełen memów, skrótowej informacji, ludzi, którzy nie oczekują pogłębionej wiedzy. Pasja odkrywców padła na podatny grunt. Może takiego by nie było, gdyby ktoś na Mazurach powiedział, że pod ziemią jest arka Noego, ale kto wie?
żródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20592092,zloty-pociag-czy-zloty-interes.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.05.19 21:20 ben13022 Nagroda Nike 2016 - nominacje. Oto 20 książek roku.

Jubileuszowe, 20. rozdanie nagrody Nike stoi pod znakiem poezji i reportażu. Obok powieści, prozy poetyckiej, wspomnień i eseju są cztery tomy wierszy i w gronie nominowanych do najważniejszego wyróżnienia literackiego w Polsce jest aż siedem zbiorów reporterskich. Całą dwudziestkę ogłoszono podczas Warszawskich Targów Książki. Nike to nagroda za najlepszą książkę roku. W konkursie mogą startować wszystkie gatunki literackie. Nagrody nie można podzielić ani nie przyznać. Lista dwudziestu nominowanych jest ogłaszana w maju na Warszawskich Targach Książki, siedmiu finalistów - na początku września na łamach "Wyborczej".
W tym roku w jury nagrody Nike są: Piotr Bratkowski, Tomasz Fiałkowski (przewodniczący), Irena Grudzińska-Gross, Rafał Marszałek, Stanisław Obirek, Maria Anna Potocka, Paweł Rodak, Andrzej Werner i Maria Zmarz-Koczanowicz.
Oto książki, które jurorzy nominowali do nagrody Nike za rok 2015.
Opowieść o życiu trzech dziewcząt dorastających w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku. Lata dzieciństwa i dojrzewania, szkolnych przyjaźni, pierwszych przykrości. Te wspomnienia mają melancholijny, nostalgiczny ton. Później drogi dziewcząt się rozejdą: jedna z nich, najlepiej sytuowana, utknie w agencji reklamowej, życie drugiej, sprzątaczki, będzie upływać na trudnym wiązaniu końca z końcem, trzecia z powszechnego biegu wypadnie na zupełny margines. Smutek egzystencji każdej z kobiet jest wyraźny, ale niedefiniowalny, jakby nie miał powodu.
"Chciałabym, aby tytuł 'Nieważkość' pozostał tajemniczy. Niedopowiedzenie to ważny aspekt każdego tekstu literackiego, bo w niedopowiedzeniu kryje się tajemnica, czyli to, co najprawdziwsze. To, co jest już poza słowami" - mówiła Fiedorczuk w jednej z rozmów. (Marek Radziwon)
"Inżyniera Iwanowskiego Mieczysława oraz Kozłowskiej Teresy ostatnio przebywających w obozie Oświęcim poszukuję...". Takich ogłoszeń w 1945 r. ukazały się setki. Obok nich pojawiały się reklamy usług ekshumacyjnych, szycia ciepłej bielizny, jasnowidzenia, kursów rosyjskiego, skupu książek (które w 1945 r. były towarem pierwszej potrzeby), obwieszczenia o wiecach, oczyszczeniu tego i owego z zarzutów o kolaborację... W książce Grzebałkowskiej ogłoszenia drobne są refrenem i swoistym kalendarium wydarzeń roku, w którym kończyła się wojna i zaczynał pokój. Choć tak naprawdę nic się jeszcze nie skończyło i nic do końca nie zaczęło. Reporterka "Wyborczej" wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, by bez osądzania przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu. Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany, przesiedleńców, wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu, szabrowników... Wspaniała reporterska panorama. (Juliusz Kurkiewicz)
Autor m.in. tomu "Pełna krew", za który w 2013 roku dostał Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. O jednym z wierszy z tomu "Kardonia i Faber" powiedział tak: "Wiele moich wierszy rodzi się w snach, półśnie. Nie zawsze jestem do końca świadomy tego, co mi dyktuje noc. Dopiero po wielu dniach, miesiącach, dociera do mnie, co pisałem i po co".
W jego poezji znajdziemy obrazy osobiste i intymne. W wierszu "Dziadek Jarosz": "mój ojciec starzeje się/ i upodabnia do mnie. Trzymam mu młotek, kombinerki,/ gdy przybija sosnowe ćwierć wałki". W wierszu "Kwadra": "Skąpa historia: przyjeżdża rodzina/ wujek coś tłumaczy w sieni ojcu,/ potem zrzucają się na wieniec i wódkę". A potem przychodzi już inny czas, jak w wierszu "Królestwa": "Jechałem do domu okrężną drogą,/ pociąg stał na moście, w słońcu tkwiła jesień. Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem". (Marek Radziwon)
Zbiór reportaży o współczesnym Egipcie Piotra Ibrahima Kalwasa - mieszkańca Aleksandrii i Warszawy, znawcy i wyznawcy islamu. W jego reportażach czuje się ciekawe rozdwojenie. O Egipcie i Kairze Ibrahim Kalwas mówi tak: "codziennie go chwalę i przeklinam. Kiedy tam jestem, męczy mnie intensywność tej rzeczywistości, hałas, smród, jakiś surrealizm. Ale kiedy jestem tu, tęsknię za tym wszystkim. Za tą cudowną gościnnością, opiekuńczością". Tytułowy haram/halal to ciągłe rozgraniczenie między tym, co wolno, a tym, czego nie wolno. Granica, jak cały nowoczesny i jednocześnie tradycyjny, archaiczny świat islamu, jest ciekawsza, bardziej skomplikowana, różnobarwna i znacznie bardziej chaotyczna niż można by sądzić. (Marek Radziwon)
Ta książka nie mogła trafić na lepszy czas. Właśnie teraz, kiedy po raz pierwszy w polskim parlamencie zasiadają przedstawiciele Ruchu Narodowego jawnie odwołujący się do ideologii faszystowskiej, kiedy przez polski internet przechodzi fala brunatnej nienawiści do uchodźców, opowieść o mieście, które opanowała "biała siła", może nam wiele wyjaśnić. Fala szowinizmu, która ostatnio przybrała na sile w stolicy Podlasia, jest tu jedynie punktem wyjścia do znacznie szerszej analizy. Jej tematem jest mechanizm zapominania i wymazywania, który stwarza warunki do rozwoju ksenofobii. Symbolem tego mechanizmu jest w książce Kąckiego obraz żydowskiego kirkutu w centrum Białegostoku, który po wojnie został zasypany warstwą ziemi i gruzu ze spalonego getta, bo przeszkadzał w odbudowie miasta. (Roman Pawłowski)
Stryjeńska - wiadomo: malarka, projektantka tkanin, plakatów i przedmiotów, dziś powiedzielibyśmy, że działała w designie. Ale może właśnie nie wiadomo, bo kto tak naprawdę pamięta dziś o tej zmarłej w latach 70. w Genewie artystce? Była jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia, temperamentu miała tyle, że możnaby obdarzyć nim kilku ludzi, a i tak pozostaliby interesujący. Dość powiedzieć, że krótko przez I wojną zapisała się jako chłopiec na monachijską akademię, która jeszcze wtedy nie przyjmowała dziewcząt. W kryzysy jej burzliwego małżeństwa z architektem Karolem Stryjeńskim (dwukrotnie usiłował zamknąć ją w szpitalu psychiatrycznym) zaangażowane było niemal całe środowisko artystyczne Warszawy i Zakopanego - Witkacy miał się nawet pojedynkować z jej mężem. Jednak z punktu widzenia tej książki najważniejsze, że prowadziła bardzo stylowe zapiski, które Kużniak w fantastyczny sposób wysunęła na plan pierwszy, podporządkowując im narrację i dając nam wyobrażenie o jej dowcipie, zmyśle obserwacji (a obracała się wśród niebywałych ludzi) i dystansie do własnego, niełatwego życia. (Łukasz Grzymisławski)
W tytułowym wierszu czytamy o bezrefleksyjnej nowoczesności: "Nasze wirtualne pliki ciał/ w albumach/ blogach/ notesach znajomych./ Nowe zdarzenia./ Nowe polubienia". I dalej: "Jesteśmy już/ w kontaktach/ i w powiadomieniach". "Pisałam te wiersze w zasadzie bez żadnego klucza, a potem próbowałam je ułożyć w całość - mówiła Ewa Lipska o najnowszym tomie poezji (...) Tytuł miałam już wcześniej. Czytnik linii papilarnych był dla mnie pewnym symbolem. Z jednej strony to biometryczne zabezpieczenie jako symbol czasów w których żyjemy, a jednocześnie linie papilarne jako coś osobistego i jedynego. I wiedziałam, że połączenie tych dwóch rzeczy razem będzie świetnie obejmować wszystkie wiersze, które są w tym tomiku". (Marek Radziwon)
W Grasse żona i ukochana Bunina na przemian czytały i przepisywały "Nathalie". Żona wiedziała, że Jan (tak z polska nazywała Bunina) "musi być zawsze trochę zakochany", żeby móc pisać. Otoczony aurą kobiecości opisywał miłości, jakie "zdarzają się studentom i nigdy nie przechodzą do następnej fazy". Czym były dla niego te powroty? Nostalgicznym wspomnieniem? Czymś znacznie więcej. Renata Lis widzi w tym grę z życiem prowadzoną przez pisarza gnostyka nieufnego wobec materii, a jednocześnie zakochanego w niej. Nie wierzył w zmartwychwstanie ani w prawosławną, ewangeliczną symbolikę Przemienienia - wywodzi autorka. Według Zinaidy Gippius Bunin pisał tak, "jakby Chrystus jeszcze nie przyszedł na świat". Panicznie uciekając przed śmiercią, sam siebie zbawiał za pomocą literatury. (Tadeusz Sobolewski)
W twórczości, tak poetyckiej, jak i eseistycznej Piotra Matywieckiego są tematy stałe i ważne: Warszawa - miasto własne, realne i jednocześnie zmitologizowane. "Bo tylko tutaj żyjemy, ciężko i pracowicie" - czytamy w wierszu "Mit". Także Warszawa i prywatna żydowska przeszłość: "Dwa razy ekshumowano mojego Ojca./ Najpierw wyjęto Jego ciało z podwórza,/ gdzie gruz Go zasypał po bombardowaniu/ i uroczyście pochowano przy głównej ulicy./ Po kilkudziesięciu latach wyjęto Go/ z miejsca zbyt zaszczytnego na grób - tak uznali urzędnicy ratusza. Może nawet mieli rację".
"Marzę o tym, żeby być poetą ostrej obserwacji, widzenia" - mówi Piotr Matywiecki. Taki jest cykl zatytułowany "Człowiek" - mikrowiersze, obrazy sytuacji codziennej i niecodziennej, nagłej, widzianej przez chwilę. (Marek Radziwon)
Radziecki sadownik z tytułu nie fantazjował; porywał się na to, co niemożliwe, nie zrywając z racjonalnością. Być może Murek również wkroczyła na tę ścieżkę. Ale równie dobrze można widzieć w "Uprawie " pokaz nieokiełznanej wyobraźni. Autorka perfekcyjnie operuje skrótem; jej gęste, eliptyczne zdania wymuszają na czytelniku niezwykłą aktywność. Właściwie wszystko tu trzeba sobie opowiedzieć po swojemu - nie ma innej rady. Osobliwie aktywność odbiorcy wymuszają nad wyraz pojemne metafory - na przykład motyw mięsa pojawiający się w opowiadaniach "Organizacja snu w przedszkolu" oraz "Ołówek, siekierka, kijek". W tym pierwszym utworze przedszkolak Piotruś został odtrącony przez dzieci, które uznały, że "jest z mięsa", w drugim na mięsie lęgną się pszczoły. (Dariusz Nowacki)
W jednym z wywiadów Bronka Nowicka mówiła: "Nie pragnę, żeby martwe rzeczy były żywe. Chciałabym, żeby żywi ludzie byli mniej martwi. O tym jest dla mnie ta książka". Nie śmierć zatem, ale właśnie jakieś jednoczesne trwanie życia i nie-życia cały czas jest w tej krótkiej prozie widoczne. "Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, ze nie umie znaleźć w nim ust. Wie - cały jest ustami". W tekście "Statek" czytamy: "Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony".
"'Nakarmić kamień' ma swój wymiar dokumentalny - mówi Nowicka. Dokumentalny nie znaczy autobiograficzny. Świat opisany w książce jest zbudowany ze wspomnień, ale nie są to wspomnienia w ich pierwotnej formie". (Marek Radziwon)
Opowieść Joanny Olczak-Ronikier o powojennym Krakowie jest ciągiem dalszym "W ogrodzie pamięci" - nagrodzonych Nike znakomitych wspomnień o przodkach autorki. O potrzebie sięgania do rodzinnej przeszłości Olczak-Ronikier mówi w rozmowie z Angeliką Kuźniak: "Musiałam zrobić coś, czego unikałam w młodości, czyli zbliżyć się do nich na nowo". W książce pojawia się słynny Dom Literatów na Krupniczej i pisarze, którzy się przez ten dom przewijali: Staff, Szaniawski, Andrzejewski, Różewicz. "Fotografie, notatniki, kalendarzyki, zaproszenia, katalogi wystawowe. Przez lata miałam poczucie, że skoro te dokumenty nie zniknęły, trzeba z nimi coś zrobić. Wydaje mi się, że obowiązkiem każdego z nas jest pamiętać, skąd się wzięło na tym świecie" - mówi Olczak-Ronikier. (Marek Radziwon)
Imiona oraz adresy bohaterów zostały tu zmienione. Wystarczy jednak chwila, by w internecie odnaleźć autentyki, w tym dane 19-latka z Bydgoszczy, który w marcu 1996 r. z zimną krwią zamordował młodszego kuzyna, a po trzech latach - nastoletnią sąsiadkę. Nie wiadomo, co bardziej poruszyło opinię publiczną: bestialstwo chłopaka czy indolencja policji, której nie udało się wykryć sprawcy pierwszego mordu i w efekcie zapobiec drugiemu. Orbitowski świetnie uchwycił moment konstytuowania się społeczeństwa konsumpcyjnego w III RP, pokazał, jak pieniądz wchodzi w świat ukształtowany wedle starych zasad, jak dezorientuje nie tylko młodziutkich bohaterów. Kapitalna powieść. (Dariusz Nowacki)
Lata 80. ubiegłego wieku, dekada, w której dojrzewa tytułowy skoruń, czyli niesforny chłopak, trochę łobuz, trochę leń. Konkretu historycznego mamy tu niewiele. Ojciec chłopięcego narratora jest działaczem "Solidarności". Mimo że zasadniczo jest sadownikiem, pracuje także jako nauczyciel w jednej z sandomierskich zawodówek. Gdzieś daleko w tle pojawiają się echa stanu wojennego, nad wyraz wątłe. Wiadomo - czas w takiej opowieści musi być inny, a więc mierzony rytmem pór roku i prac gospodarskich. Zwraca też uwagę niezwykła żywotność spraw przeszłych - związanych z II wojną światową czy nawet z okresem, kiedy okolica należała do ziemiańskiego rodu Siekierskich, nie mówiąc o ciągle na nowo przeżywanych konfliktach rodzinnych czy sporach o miedzę. Płaza z wyczuciem odświeża te stare, po części archetypiczne motywy. (Dariusz Nowacki)
W poezji Uty Przyboś znajdą się odwołania do ważnych dla poetki tradycji literackich: "Twardym ołówkiem i giętkim słowem/ wymówił ze świateł prawdę swojego istnienia" (o Schulzu), "Wśród drzew jesiennych/ dom pusty tłumem ludzi i zwierząt umarłych... (to o Stawisku Iwaszkiewicza)".
W innych miejscach będzie przeważać doświadczenie osobiste, prywatne, jak w wierszu "Stanąć": "W drodze stanąć, najlepiej o zmierzchu. Gdzieś, gdzie nie ma ludzi/ albo z bliskim człowiekiem". Albo jak w wierszu "Wtedy: "wtedy przede mną pies biegł/ las wokół wzrastał/ ślady zostawiała z tyłu/ górą chmury wzbierały".
Ale lepiej uważać z interpretacjami: "Panowie krytycy zgięci nad słowami/ najbardziej lubią znaki zapytania" - czytamy w wierszu. (Marek Radziwon)
"Chrześcijaństwo pochodzi ze Wschodu. Wszystko zaczęło się w Antiochii, Jerozolimie, Aleksandrii, Konstantynopolu" - pisze we wstępie do swojego zbioru reportaży Dariusz Rosiak. I jedzie na Bliski Wschód, żeby zobaczyć i opisać współczesny, coraz bardziej kurczący się świat tamtejszych chrześcijan: iracki Kurdystan i pogranicze z Turcją, Koptowie i Egipt, do którego chrześcijanie dotarli około 40 roku po śmierci Chrystusa, rządzony przez Hamas i Fatah Zachodni Brzeg, Liban z sięgającą VI wieku tradycją maronicką. "W Egipcie niełatwo się żyje, ale jesteśmy przyzwyczajeni do muzułmanów. Modlimy się za nich i za to, żeby zrozumieli, że Chrystus przyszedł zbawić wszystkich, nie tylko Koptów, ale także ich i Żydów" - powiada jedne z bohaterów Rosiaka. (Marek Radziwon)
"'Dom z witrażem' ma jakby kilka warstw: historię kraju i historię rodziny, osobistą mapę Lwowa, przewodnik po emocjonalności bohaterek. (...) Uwielbiam słuchać o tym, co kto odkrył w mojej książce, bo każdy czyta przecież przez siebie" - mówiła Słoniowska w jednym z wywiadów.
"Dom z witrażem" jest debiutem Żanny Słoniowskiej - pisarki, tłumaczki, Ukrainki. To rodzinna mikrohistoria, opowieść o kilku pokoleniach sięgająca lat radzieckich: matce i babci narratorki. Jest głównie o kobietach, ponieważ mężczyźni w tym świecie odchodzą albo giną wcześnie, wielu w czasie wojny. Tytułowy lwowski dom z witrażem jest więc szeroką panoramą, w której przegląda się historia Ukrainy ostatniego stulecia. (Marek Radziwon)
Zbiór esejów o wierze świeckich. "Myślałem, że jesteś... mądrzejszy - mruknął przed laty ksiądz, opiekun ministrantów, na wiadomość, że przychodzę służyć do mszy niewyspany, bom minioną noc spędził na festiwalu Jazz Jamboree". Czy możliwe jest sacrum w sztuce niereligijnej? Opisuje "swoistą alergię naszej kultury: mechanizm obronny skierowany przeciwko wszystkim postaciom, którym skłonni bylibyśmy przypisać status proroka naszych czasów", czyli pyta o chrześcijaństwo człowieka współczesnego i o wiarę praktyczną, nie zamkniętą w tekstach i wyobrażeniach sprzed dwóch tysięcy lat. Kilkanaście tekstów poświęca interpretacjom Ewangelii, bo "nasze doświadczenia wpływają na to, jak ją rozumiemy". Cały czas mówi sobie: sprawdzam. (Marek Radziwon)
Psy i koty bez jednej czarnej plamki, idealnie biały lukier do ciasta, rewolwer trzymany w dziecięcym wózku, a gdy się komuś wypsnie, to pochwała Hitlera. Surmiak-Domańska zabiera nas do Pasa Biblijnego, czyli do tej części amerykańskiego Południa, która zawiązała Konfederację, co rozpoczęło amerykańską wojnę domową. Zatrzymuje się w miasteczku tak sielskim, że aż czujemy, iż coś tu nie gra. Na ulicy nie uświadczysz ani jednej czarnoskórej osoby. Ten reportaż to coś więcej niż tylko panoramiczny obraz historii Klanu. To uniwersalna opowieść o narodzinach i zaklętym kręgu przemocy ożywianej przez poczucie krzywdy, wykluczenia i chęć rewanżu. Nie znajdziemy tu biało-czarnej (nomen omen) opowieści a rebours. Za to dowiemy się np., jak absurdy poprawności politycznej pogłębiają rasowe podziały w Ameryce. (Juliusz Kurkiewicz)
"Wiedziałem, czym była Radziecja, i uważałem, że trzeba było całe to imperium posłać do piachu, ale faktem też, że to, co rodziło się na jej gruzach, to na razie były krew, pot i łzy wsiąkające w zimny, podchodzący wodą step i pokruszony beton, i popękany asfalt".
Reporterskie obrazy z Donbasu - Słowiańska i Kramatorska, Kijowa oraz z Ukrainy Zachodniej - ze Lwowa, z granicy z Polską, czyli niby z Zachodem i z tzw. jedenastki, drogi prowadzącej do Lwowa od granicy z Polską. "Ukraina naprawdę tworzy się na nowo. To państwo dopiero teraz się konstruuje. Wcześniej niepodległość Ukrainy nie zależała od samych Ukraińców. Teraz to oni zdecydowali, że przebudują swoje państwo i je stworzą. Dzieje się to na naszych oczach" - powiada Szczerek. (Marek Radziwon)
Julia Fiedorczuk, "Nieważkość", Marginesy Magdalena Grzebałkowska, "1945. Wojna i pokój", Agora Łukasz Jarosz, "Kardonia i Faber", Biuro Literackie Piotr Ibrahim Kalwas, "Egipt. Haram Halal", Dowody na Istnienie Marcin Kącki, "Białystok. Biała siła czarna pamięć", Czarne Angelika Kuźniak, "Stryjeńska. Diabli nadali", Czarne Ewa Lipska, "Czytnik linii papilarnych", Wydawnictwo Literackie Renata Lis, "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu", Sic! Piotr Matywiecki, "Którędy na zawsze", Wydawnictwo Literackie Weronika Murek, "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Czarne Bronka Nowicka, "Nakarmić kamień", Biuro Literackie Joanna Olczak-Ronikier, "Wtedy. O powojennym Krakowie" Łukasz Orbitowski, "Inna dusza", Od Deski do Deski Maciej Płaza "Skoruń", WAB Uta Przyboś "Prosta" Forma Dariusz Rosiak, "Ziarno i krew", Czarne Żanna Słoniowska, "Dom z witrażem", Znak Jerzy Sosnowski, "Co Bóg zrobił szympansom", Wielka Litera Katarzyna Surmiak-Domańska, "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość", Czarne Ziemowit Szczerek, "Tatuaż z trybuzem", Czarne
Źródłó: http://wyborcza.pl/1,75410,20101677,nagroda-nike-2016-nominacje-oto-20-ksiazek-roku.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


NAJBARDZIEJ NIESAMOWITE TAJNE DOMY PODZIEMNE - YouTube YouTube TEN DOMEK BEDZIE NAJLEPSZY! (#26) Życzenia imieninowe dla Ewy LUDZIE, którzy zaczęli ŚWIĘTOWAĆ ZBYT SZYBKO 3... - YouTube Julia Michaels - Next To You (Tłumaczenie PL ©)

Monika Borzym: ludzie zawsze znajdą coś, do czego mogą się ...

  1. NAJBARDZIEJ NIESAMOWITE TAJNE DOMY PODZIEMNE - YouTube
  2. YouTube
  3. TEN DOMEK BEDZIE NAJLEPSZY! (#26)
  4. Życzenia imieninowe dla Ewy
  5. LUDZIE, którzy zaczęli ŚWIĘTOWAĆ ZBYT SZYBKO 3... - YouTube
  6. Julia Michaels - Next To You (Tłumaczenie PL ©)
  7. Cicha Furia - Lektor PL

MineSnap a SnapCraft od @TIDZIMI: Zdaje sobie sprawę ze znajdą się ludzie którzy napiszą ze zgapiam serie, ale to tak samo jak napisać każdemu youtuberowi kto nagrywa zwykłą serie z ... Stanfordzki eksperyment więzienny dobitnie pokazuje, co się może stać, gdy zwyczajni, przyzwoici ludzie znajdą się w złej sytuacji. Latem 1971 roku Philip G. Zimbardo z Craigiem Haneyem i ... Kanał BYKA: https://www.youtube.com/channel/UCasm48o7c9TzApF8AW7EkJg ️ Kliknij obok aby zasybskrybować kanał!: http://bit.ly/1RoV83b 🔥 5000 LAJKÓW = Kolejna... 🏆 SZYBKIE 20.000 LIKE = 𝗞𝗢𝗟𝗘𝗝𝗡𝗬 Świetny 𝗼𝗱𝗰𝗶𝗻𝗲𝗸 !! 🏆 📮 LIVE NA FACEBOOKU http://fb.gg/thekaroleq95 🔥 WESPRZYJ ... Z tobą ludzie więcej znajdą, aniżeli zgubią. W sercu twoim radość niechaj gości, i życie płynie w uniesieniach i miłości. Muzyka: Music from https://filmmusic.io Julia, to po prostu dziewczyna z Iowa, która wzięła długopis i opisała swe myśli i uczucia. Mówi: 'Mam nadzieję, że ludzie znajdą w tej muzyce trochę siebie' Lyrics: Julia Michaels ... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube.